piątek, 22 kwietnia 2016

Epilog


:::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: 
Mój kochany, 
Na wstępie, przypomnę Ci ,że nie jestem najlepsza w pisaniu i nigdy nie byłam. Jednak mam nadzieję ,że przeczytasz ten list do końca. 
Wiem ,że nigdy nie byłam dobrą dziewczyną ani żoną. Zawsze miałeś ze mną pod górkę. Do tej pory, zastanawiam się, jak Ty ze mną wytrzymałeś. Mimo wszystko, dziękuję Ci za to. Może to zabrzmi tandetnie ,ale dzięki Tobie nauczyłam się okazywać uczucia. Dzięki Tobie, dowiedziałam się co to miłość. Byłeś ze mną w tych najgorszych jak i najlepszych chwilach. Mogłabym godzinami wypisywać, za co Ci dziękuję, jednak sądzę ,że nie starczyłoby kartek. Więc, z całego serca, dziękuję Ci za wszystko.
Potrafiliśmy godzinami siedzieć na ganku, rozmawiając o najróżniejszych rzeczach, przytuleni do siebie. Co jakiś czas skradałeś mi pocałunki i wyznawałeś miłość. Przytulałeś mocno do siebie, chcąc chronić przed zimnem. Nie raz oddawałeś mi też swoje bluzy i swetry, specjalnie po to, bym nie zmarzła. Troszczyłeś się o mnie, ryzykując swoim zdrowiem. Zresztą nie pierwszy raz, tak się o mnie troszczyłeś.
Niedługo po tym jak wróciłam do Ciebie, oświadczyłeś mi się ponownie. Zaakceptowałam to ,że miałeś córkę i pomogłam Ci ją wychowywać. Szczerze, była to jedna z moich lepszych decyzji. Gdy Alex, miała dwa latka, zaszłam w pierwszą ciążę. Niesamowicie się cieszyłeś, a ja byłam szczęśliwa, widząc twój szeroki uśmiech. Parę dni, przed naszym ślubem ,który w pełni był przygotowywany przez Anne oraz Johanne, na świat przyszła Willow. Mała, była oczkiem w głowie Haymitch'a Abernathy'ego. Codziennie, spędzał z nią czas, pomagał nam przy niej. Willow, od razu gdy zaczęła mówić, mówiła na niego ,,dziadku,,. Szczerze mówiąc, Haymitch, był dla nas jak ojciec. Moim zdaniem, zasługiwał na miano dziadka. Lecz, jakże kruche bywa szczęście, nasz były mentor, zmarł trzy lata po narodzinach naszej córki. Effie, mimo ,że nie była z nim od ponad czterech lat, była najbardziej załamana. Kochała go bardzo.
Po czterech latach naszego małżeństwa, ponownie zaszłam w ciążę. W między czasie, na świat przyszło dziecko Johanny i Petera, Agnes, której zostaliśmy rodzicami chrzestnymi. Niedługo po tym wydarzeniu, na świat przyszedł Rey, nasz syn. Od małego uwielbiał spędzać czas ze swoimi siostrami, siostrą cioteczną oraz Willem.
W wieku osiemnastu lat, Alex opuściła nasz dom, by móc kształcić się w Kapitolu. Z początku byłeś przeciwny, ponieważ chciała zamieszkać ze swoim chłopakiem, Michaelem, jednak po długich namowach zarówno córki, jak i moich, zgodziłeś się. Niedługo po tym, dowiedzieliśmy się o chorobie Anne. Chora na białaczkę, niestety nie miała szans na wyleczenie. Wykryli to za późno. Finnick, każdą wolną chwilę spędzał w szpitalu dotrzymując towarzystwa żonie. Trzymał ją za rękę ,aż nie zasnęła. Nasz przyjaciel, praktycznie mieszkał w tym szpitalu. Pewniej feralnej nocy, dostaliśmy telefon od Odaira ,iż koniecznie mamy w tej chwili przyjść do szpitala. Szlochający do słuchawki chłopak, był tak przekonujący ,że od razu wybiegliśmy. Niestety nie były to łzy szczęścia. Nasza dobra przyjaciółka zmarła.
Parę lat po tym, Willow poleciała do Kapitolu w poszukiwaniu pracy. Wręcz błagałeś ją, by pracowała u Ciebie w piekarni, jednak ona miała inne wizję na przyszłość. W stolicy, znalazła pracę jako nauczycielka plastyki w szkole podstawowej.
Przez te lata po śmierci Haymitcha, Panem stało się państwem czysto demokratycznym. Ludzie mogli sami podejmować decyzję, o Panem.
Rey, jako jedyny nigdy nie opuścił rodzinnego domu. Pomagał Ci w piekarni, wieczorami odwiedzając Amy, swoją dziewczynę. Pewnego dnia, przyprowadził do nas swoją ukochaną i oznajmił nam ,że zostaniemy dziadkami. Pozwoliliśmy dziewczynie wprowadzić się do nas.
Nasz wnuk był klonem ojca. Odziedziczył po nim blond włosy oraz błękitne oczy i jak nasz syn, uwielbiał pomagać Ci w piekarni.
Gdy Alan, miał dwa lata, Alex i Michael wraz z Rey'em i Amy, zrobili podwójny ślub. Równy rok po tym wydarzeniu, na świat przyszła na świat córka Alex, Victoria. Niestety nie widzieliśmy się z nią tak regularnie jak z Alanem, gdyż mieszkała z rodzicami w Kapitolu, jednak spotykaliśmy się gdy tylko był czas.
Paręnaście lat potem, większość naszych przyjaciół, dopadła starość. Zaczęli odchodzić, aż w końcu z naszej niegdyś "paczki" zostaliśmy tylko my. Ty trzymałeś się znakomicie, niestety ja zaczęłam chorować. Gdy zachorowałam na alzheimera, byłeś przy mnie cały czas. Starałeś się mi pomóc. Jednak ilekroć udawało Ci się przywrócić mi pamięć, zaraz znowu wszystko zapominałam. To tak cholernie okropne uczucie.
Dziękuję Ci ,że byłeś przy mnie, gdy choroba wyczyściła mi pamięć. Mimo ,że ja Ciebie nie pamiętałam, ty nadal mnie kochałeś i nie traciłeś nadziei.
Ten list piszę już dwa miesiące. Za każdym razem gdy sobie coś przypominałam, starałam się zapisać to na kartce i potem zlepić to w całość. Szanse na to ,że sobie coś przypomnę, maleją. Puki cokolwiek pamiętam, chcę Ci coś powiedzieć.
Peeto Mellarku, w całym życiu, nie spotkałam tak cudownej osoby, jaką jesteś ty. Kocham Cię całym sercem i obiecuję ,że nawet gdy nie będę Cię pamiętać, moje całe serce będzie należało do Ciebie. Mimo ,że nie okazywałam Ci za bardzo uczuć, wiedz ,że bardzo Cię kochałam.
Proszę, ucałuj ode mnie dzieci i naszych wnuków, powiedz im, jak bardzo ich kocham.
Gdy czytasz ten list, mnie już nie ma. Proszę, nie rób nic głupiego, ze względu na dzieci. Wiem, w tej chwili zachowuję się jak egoistka, ponieważ sama, na własne życzenie, odeszłam z tego świata. Jednak mimo wszystko, proszę, wybacz mi. Nie chciałam, nie potrafiłam dłużej żyć z tą chorobą.
Kocham Cię,
Katniss
Łzy strumykami płynęły po jego policzkach. Kochał ją całym sercem i nie chciał żeby odeszła, jednak uszanował jej decyzję. List dostał parę dni po śmierci żony. Ponoć został znaleziony w jej rzeczach prywatnych. 
Mimo ,iż od śmierci jego miłości minęły prawie cztery lata, on nadal czytał ten list. Wiedział ,że kobieta ominęła sporo wydarzeń z ich życia, jednak nie winił jej za to. Ten list był dla niego tak bolesny jak i szczęśliwy. Każde wydarzenie, zapisane na tej kartce, pamiętał jakby stało się to wczoraj. 
Otarł mokre policzki dłońmi, odłożył list na stół i położył się na kanapie. Poprawił nachodzące na jego oczy, przydługie, siwe włosy. Wyciągnął zza bluzki, broszkę kosogłosa ,którą zaczepioną miał na łańcuszku. Drżącymi rękoma, zdjął ją przez głowę i przypiął sobie broszkę nad piersią. Po jego policzkach, znowu zaczęły płynąć łzy. Nie próbował już z nimi walczyć, nie miał siły. Podniósł lewą rękę do ust, lekko muskając ją ustami i przyłożył do serca. Tak bardzo chciał, by śmierć postanowiła zabrać go se sobą, do jego miłości życia. 

::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: :::

Boooże, ryczę :'D
Miałam mnóstwo pomysłów na Epilog, jednak zdecydowałam się na takie zakończenie. Generalnie to chciałam zrobić totalne sad end, związując Katniss z Ashtonem a Peeta'ę jakoś potem uśmiercić, jednak postanowiłam aż tak nie mieszać (。◕‿◕。)
Mimo wszystko, mam nadzieję ,że takie zakończenie Wam się podoba. W sumie to nawet wyszło takie Sad End heh.

Pierwszy rozdział tego opowiadania pojawił się 3.07.2015.
Do tej pory jest: 
Wyświetlenia : 65786
Komentarze : 943
DZIĘKUJĘ <3

Dla niektórych może to być mało, jednak dla mnie jest to w cholerę dużo. Jak zaczynałam to pisać, w życiu nie przypuszczałabym ,że tyle się tego uzbiera.

Dla tych ,którzy nie czytali poprzedniej notki (a dużo osób nie czytało, wstydźcie się :c):
Miało być jeszcze parę rozdziałów, jednak uznałam ,że bez sensu ciągnąć to na siłę. Znając mnie, następny rozdział pojawiłby się za miesiąc [*].
Tak jak już mówiłam, po skończeniu tego opowiadania, postanowiłam zacząć pisać nowe na wattpadzie :::KLIK:::

Ogólnie mam wrażenie ,że w luj pomieszałam coś z tą chorobą .-. 
Ps. koniec wcale nie zainspirowany Pamiętnikiem pfffff wcale.

Objaśnienie epilogu:
Katniss była chora na alzheimera a jak chyba każdy wie, ta choroba sprawia ,że wszystko się zapomina. Peeta usilnie starał się pomóc żonie wyzdrowieć. Gdy jego żonie udawało się coś przypomnieć, starała się zapisać to. Po dwóch miesiącach udało jej się napisać list, który po jej śmierci miał trafić do Mellarka. 

Pozdrawiam,
Yuuki (Yoo9622)



czwartek, 3 marca 2016

Rozdział 90 "Tego kwiatu co pół światu"

*Oczami Katniss*

Dziś mija równy rok od kiedy nie jestem z Peetą Mellarkiem. Mimo ,że zarzekałam się rękami i nogami iż nie wyprowadzę się z Dystryktu Dwunastego, jednak to zrobiłam. Wraz z Effie i Mią zamieszkałyśmy w Kapitolu. Cała reszta została w Dwunastce. 
Mimo ,że mieszkamy teoretycznie daleko i tak mamy ze sobą bardzo dobry kontakt i widzimy się tak często jak tylko możemy. Effie i Haymitch nie wrócili do siebie oraz nie utrzymują ze sobą kontaktu. Najbardziej ich rozstanie przeżyła chyba Mia. Bardzo przywiązała się do Abernathy'ego a teraz od roku nie ma z nim kontaktu. Trinket chciała aby mój były mentor nie odtrącał jej córki jednak dla niego to był zbyt duży cios i uznał ,że nie będzie potrafił na nią już patrzyć jak na swoją córkę. Po prostu uznał ,że jak urwie z nimi kontakt będzie mniej bolało. 
Z tego co wiem, Peecie urodziła się zdrowa córka. Aktualnie ma lekko ponad miesiąc. Co do tego czy nadal jest singlem - podobno nie. Johanna opowiadała mi ,że związał się z Chloe i teraz mieszka z nią razem w naszym starym domu. Mellark uznał dziewczynkę za swoją córkę pomimo tego ,że trzymał się tego iż to nie jego dziecko. O testach ojcowskich chyba nie pomyślał. Mimo tego jak mnie zranił, życzę mu wszystkiego co najlepsze. 
Haymitch nadal jest prezydentem Panem. Mimo tego, cały czas przebywa w Dwunastce. Chodzą plotki ,że Dystrykt Dwunasty to nowa stolica Panem. Co do jego byłego uzależnienia, nadal nie pije. W ciągu roku próbował parę razy się napić, jednak skutecznie wybijaliśmy to mu z głowy. Peter chcąc mu pomóc, pokazał mu papierosy a Haymitch od razu je polubił. Tak więc od roku jego nałóg to nie alkohol a papierosy. 
Co do mnie - znalazłam pracę jako nauczycielka biologii w szkole średniej. W mojej pracy poznałam mnóstwo miłych osób, między innymi Ashtona Lewisa ,który aktualnie jest mi chyba najbliższy w Kapitolu. Ash jest nauczycielem wychowania fizycznego. 
Póki co jestem singlem i myślę ,że szybko się to nie zmieni. Mam dość związków do mniej więcej końca życia. 

Siedzę w swoim pokoju na parapecie i patrzę na przechodniów rozmawiając przez telefon z Johanną. Peter się jej oświadczył a ona odpowiada mi szczegółowo jak do tego doszło. Nawet nie obeszło się bez tego jak była ubrana i jaki makijaż miała. 
-... No i on wtedy mnie tak mocno przytulił i wyszeptał mi ,że jestem najważniejszą osobą w jego życiu i ,że mnie bardzo mocno kocha. - powiedziała rozmarzonym głosem.
- To super! - udałam entuzjazm.
- Potem zaczął mnie całować i zaniósł do sypialni i... 
- Johanno! - pisnęłam zniesmaczona. - Nie chcę Cię urazić ani nic ale jakoś nie bardzo interesuje mnie to co robiłaś w łóżku z Mellarkiem. - na mojej twarzy pojawił się grymas.
- ... i rozmawialiśmy o naszej przyszłości, zboczeńcu. - wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Bardzo śmieszne. - fuknęłam.
- Jakoś w lato chcemy wziąć ślub. - oznajmiła.
- Nie za szybko? 
- Niby tak ale chcemy to mieć jak najszybciej za sobą. 
- A może ty w ciąży jesteś i dlatego tak szybko chcecie wziąć ślub? - zachichotałam.
- To nie śmieszne. - powiedziała poważnie.
- Johanna? - spytałam zdziwiona.
- Nie, kretynko! Ja się nie bawię w rodzicielstwo! 
- Dobra, dobra, nie bulwersuj się tak bo Ci żyłka pęknie.
- Wiesz ,że mały Will zaczął mówić? - ożywiła się.
- On mówi już od ponad pół roku. 
- Ale nie tak płynnie jak teraz! To znaczy, te zdania nadal ciężko zrozumieć ale przynajmniej mówi więcej niż tylko "Tata, głupek". - zaczęłyśmy się śmiać. - Teraz mówi coś w stylu "Mamusiu, tatuś jest głupi" 
- Nie ma to jak miłość do ojca. - wydukałam przez śmiech.
- No dokładnie. - zaśmiała się. - Musisz nas odwiedzić, odkąd Will zaczął mówić a Peeta się okocił jest o wiele zabawniej. 
- Jak Peeta mógł się okocić? - spytałam zdziwiona.
- Ugh, no w sensie ,że okociła się ta Chloe ale on jest jej ojcem. 
- On jest ojcem Chloe? - zaśmiałam się.
- On jest ojcem dziecka Chloe. - zawtórowała mi.
- Może odwiedzę was jakoś w weekend. Teraz przy końcu roku szkolnego mam mnóstwo roboty. 
- Właśnie, jak tam twój Ashtonek? - zachichotała.
- On nie jest mój. 
- Przerabiałyśmy już to. - powiedziała radośnie.
- On też ma dużo roboty w pracy. Wiesz, uczniowie przez cały czas zwalniają się z powodu bólu brzucha, okresu, bólu głowy albo po prostu nie przynoszą stroju a potem wychodzi na to ,że omija ich połowa zaliczeń i muszą to nadrabiać. - westchnęłam.
- A jak tam u ciebie w pracy?
- Podobnie tyle ,że ja muszę sprawdzać testy. - udałam płacz. - Potem okazuje się ,że dostali niedostateczną i chcą to poprawiać a ja znowu muszę to sprawdzać.
- Czemu nie rzucisz tej pracy? Przecież jeszcze masz pieniądze. 
- Kiedyś się skończą a ja nie zamierzam na starość skończyć bez pieniędzy. Poza tym mam teraz dobrą pracę, dobrze płatną. 
- Ja póki co nie zamierzam pracować. Wolę się cieszyć tym co mam teraz a nie spędzić młodość w pracy.
- Wiem i szanuję twoje zdanie. - uśmiechnęłam się. 
- Muszę kończyć, Annie przyprowadziła mi Willa bo idzie się seksić z Finnickiem. - powiedziała obojętnie.
- Skąd wiesz ,że idą się seksić? - zaśmiałam się.
- Proszę Cię, co oni mogą innego robić? - zawtórowała mi. - To cześć. - powiedziała i rozłączyła się. 
Wstałam, przeciągnęłam się i zeszłam na dół. Pomimo tego ,że mieszkam tu od roku, i tak dziwnie się tu czuję. Cały czas mam wrażenie ,że chodzę po jednym wielkim grobie.

*Oczami Peety*
Siedzę na parapecie z małą Alex na kolanach. Mała leży oparta o mój brzuch a ja czekam aż Chloe wróci ze szkoły. Miała kupić pieluchy bo się skończyły a tym czasem spóźnia się godzinę. Powinienem do tego przywyknąć - ona nigdy nie przychodzi na czas. 
Wkładam moją córkę do wózeczka ,który stoi koło parapetu a sam wstaję. Ubieram Małą w ciepłe body a na małą główkę zakładam jej czapeczkę. Na koniec cmokam ją w czółko i sam idę się ubrać. 

Powolnym krokiem idę pod szkołę Chloe mając cichą nadzieję ,że tam jest. Alex zasnęła, więc starałem się tak bardzo nie trząść wózkiem. Zauważam moją dziewczynę siedzącą na kolanach jakiegoś typa. Zdenerwowany podchodzę do nich.
- Chloe, co ty do cholery robisz? - warknąłem.
- Peeta, nie denerwuj się, po prostu rozmawiam. - powiedziała obojętnie.
- I musisz siedzieć akurat na jego kolanach?! - krzyknąłem.
- Nie drzyj się, staruszku, bo bachora obudzisz. - zaśmiał się chłopak.
- Jeszcze raz coś powiesz a ty obudzisz się w szpitalu. - podszedłem do niego i złapałem kołnierz jego koszulki lekko podnosząc go do góry. 
- Nie wkurzaj się tak bo ci żyłka pęknie, staruszku. - uderzył mnie z kolanem w brzuch. Puściłem go zginając się w pół. - Chodź, Chloe, idziemy. - objął ją w pasie i zaczęli się oddalać.
- Chloe, co do jasnej cholery z dzieckiem! - krzyknąłem. 
- Nie obchodzi mnie, możesz sobie je wziąć! - odkrzyknęła a we mnie się zagotowało. Mała jakby wszystko rozumiała, zaczęła strasznie głośno płakać. Obolały podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce. Usiadłem z nią na ławce i zacząłem lekko ją kołysać. Mała cały czas płacząc, lekko walnęła mnie w obolałe miejsce rączką. Mimo ,że jej dotyk równał się z dotykiem motyla, ja i tak zgiąłem się w pół. 
- Peeta? - usłyszałem kobiecy głosik. Podniosłem głowę i zobaczyłem Annie i Finnicka. Głośno westchnąłem.
- Stary, co Ci się stało? - spytał zdziwiony Odair. 
- Chloe... - powiedziałem cicho. - Zdradziła mnie i powiedziała ,że nie obchodzi jej Alex i mam sobie ją wziąć. - wydukałem drżącym głosem. Annie wzięła ode mnie dziewczynkę i podała ją swojemu mężowi. Usiadła koło mnie i mocno przytuliła. 
- Co Ci się stało z brzuchem? - spytała cicho.
- Fagas Chloe ma mocne przyłożenie. - wzruszyłem ramionami.
- Będzie dobrze. - poklepała mnie po plecach.
- Zostałem samotnym ojcem, jak może być dobrze? - spytałem z wyrzutem.
- Tego kwiatu co pół światu a 3/4 chuja warte. - Finnick wzruszył ramionami.
- Potrafisz pocieszyć człowieka. - warknąłem.
- Gdybyś nie był takim idiotą, nie straciłbyś Katniss i nie miałbyś dziecka. - powiedział cicho.
- Finnick, zamknij się już! - krzyknęła Annie. - Peeta, dasz radę wstać? - pokiwałem głową. - Chodźmy do domu. - pomimo tego ,że wstałbym sam, dziewczyna mi pomogła i we czwórkę poszliśmy do ich mieszkania. 
-----
Tak oto rozdział 90-ty dobiegł końca. Powoli zbliżamy się do końca tej historii. 
Po zakończeniu tego opowiadania, planuję zacząć pisać nowe, tylko tym razem na wattpadzie i już nie o Igrzyskach Śmierci. 

poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział 89 "Będzie Royal Baby, cwele!"

*Oczami Peety*
W miarę ogarnięty schodzę na dół. Mam na sobie ulubioną burgundową koszulę od Katniss i zwykłe czarne spodnie. Muszę ją odzyskać. Zrobię wszystko żeby znowu mieć ją przy swoim boku.
Z kuchni dochodzą kobiece śmiechy dlatego też tam się kieruję. Poprawiam koszulę i już mam wejść do pomieszczenia gdy do domu wpada jakaś rudowłosa dziewczyna.
- Peeta! - piszczy i rzuca mi się na szyję. Jestem tak zdezorientowany ,że po prostu stoję jak słup soli. Wzrok wszystkich, w tym Katniss ląduje na mnie. Gdy pierwszy szok już mija - odpycham dziewczynę.
- Kim ty jesteś? - dziwnie patrzę na rudowłosą.
- Jak to, nie pamiętasz mnie? - robi udawaną smutną minę. - Nie pamiętasz już naszej... wspaniałej nocy. - zalotnie się uśmiecha, palcem wskazującym przejeżdżając po moim torsie.
- Ja Cię nawet nie znam! - odtrącam jej dłoń. Zerkam w stronę Katniss. Na początku oczy są przepełnione smutkiem by zaraz potem zostały oblane falą obrzydzenia i wściekłości.
- Cholera, Mellark coś ty zrobił. - szarooka łapię się za głowę. - Ona ma piętnaście lat, idioto! - wrzeszczy.
- Skąd to wiesz? - wytrzeszczam oczy.
- To jest siostra Adama Telisa, Chloe! - bierze przypadkowe naczynie i nim we mnie rzuca. Na szczęście w porę się ocknąłem i kucnąłem a talerz rozbił na ścianie a nie na mnie.
- Co tu się dzieje?! - do pokoju wpadł Finnick.
- Ten idiota przespał się z piętnastolatką! - Katniss wskazała na rudowłosą.
- Ktoś poza tobą go chciał? - Odair wybuchnął głośnym śmiechem. - Poza tym rozdziewiczył dziecko? - pokazuje na mnie dusząc się ze śmiechu.
- Nie jestem dzieckiem! - Chloe oburzyła się.
- Masz piętnaście lat. Ty w ogóle masz już okres? - pyta cały czas się śmiejąc.
- A żebyś wiedział! - tupnęła nogą niczym obrażone dziecko.
- Dobra, a teraz tak serio. - spoważniał. - Co ty tu robisz? - przybrał groźną minę.
- O co Ci chodzi? - dziwnie się na niego spojrzała.
- Nie pamiętam momentu w którym przeszliśmy na "ty". Jestem od Ciebie starszy o jedenaście lat więc dla Ciebie jestem Pan Odair. - pogroził jej palcem. Dziewczyna spojrzała się na niego jak na idiotę.
- Dobrze, Panie Odair. - powiedziała wyraźnie akcentując ostatnie słowa.
- A teraz powiedz po co tu przyszłaś. - zmierzył ją groźnym wzrokiem.
- Chciałam porozmawiać z Peetą o tej wspaniałej nocy... - szeroko się do mnie uśmiechnęła. - I powiedzieć ,że będzie tatą naszego dzidziusia. - nadal się uśmiechając, pogładziła dłonią brzuch.
- No to pięknie. - Katniss nerwowo się zaśmiała.
- Mellark... - wydusiła Johanna przez śmiech. - Ty to masz kurwa pomysły. - zgięła się w pół nadal się śmiejąc. - Zapłodniłeś piętnastolatkę! - położyła się na ziemi i dosłownie zaczęła się tarzać po niej tarzać ze śmiechu. Do kuchni wszedł wściekły Haymitch.
- Mellark, ty pierdzielony bachorze! Miałeś odzyskać Katniss a nie zapłodnić jakąś małolatę! - podszedł do mnie i stanął naprzeciwko. Palcami odmierzył mniej więcej pięć centymetrów. - Wiesz co to jest? - spytał spokojnie. Pokiwałem przecząco głową. - To są rozmiary twojego mózgu... - jego oczy pociemniały ze zdenerwowania. - ... jak spuchnie. - dokończył.
- To nie moje dziecko! - wydusiłem w końcu. - Ja nawet jej nie znam! - wskazałem ręką na rudowłosą.
- Wiatropylna chyba nie jest. - warknęła Annie ,która do tej pory była cicho.
- Widzę ją drugi raz w moim życiu.  - powiedziałem desperacko.
- Bo pierwszy raz jak ją widziałeś to ją przeleciałeś! - krzyknął Haymitch.
- Nie! Kiedyś przyszła do domu mojego i Katniss! - warknąłem.
- Kurwa, Mellark, możesz się na chwilę zamknąć? - powiedziała spokojnie Johanna. Zamilknąłem. - Skoro jest w ciąży to chyba robiła test ciążowy. - wyjaśniła. - Masz go? - to pytanie skierowała do Chloe.
- Oczywiście. - zaczęła grzebać w swojej torbie. Spojrzałem na Katniss. Szarooka miała wzrok wlepiony w podłogę. Telis zaśmiała się nerwowo. - Zapomniałam go wziąć z domu. - uśmiechnęła się dumnie.
- W domu mamy dużo nieużywanych testów ciążowych. Możesz zrobić go tutaj. - Mason ironicznie się uśmiechnęła.
- Nie będę od was nic brać. - warknęła.
- Możemy się nawet przejść do apteki po całkowicie nowiutki. - Annie szeroko się uśmiechnęła.
- Nie mam pieniędzy. - wzruszyła ramionami.
- Zapłacimy za niego. - Katniss przewróciła oczami.
- Nie będę miała jak wam oddać.
- To jest prezent! - krzyknął wściekły Haymitch. Chloe spojrzała się na niego jak na psychopatę i przez chwilę nic nie mówiła. Po chwili wrednie się uśmiechnęła.
- Nie chcę nic od was. - z dumą poprawiła włosy. Katniss puściły nerwy. Podeszła do dziewczyny i złapała ją za kołnierz bluzki przyciskając do ściany.
- Nie mam całego dnia na słuchanie piszczenia jakiejś małolaty ,która próbuje nam wmówić ,że jest w ciąży z moim narzeczonym. - zaczęła cichym, opanowanym głosem. Słysząc to jak mnie nazwała, mimowolnie na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech. - Albo pójdziesz robić test ciążowy albo Peeta nie przyzna się do tego dziecka i nie będzie płacił żadnych alimentów. To jak? - uśmiechnęła się ironicznie.
- Dobrze, zrobię ten test. - warknęła. Katniss odsunęła się od niej a dziewczyna poprawiła bluzkę.

*Oczami Katniss*

Siedzimy przed łazienką i czekamy na Chloe ,która robi test ciążowy. Gdy tylko to się skończy, zamierzam opuścić ten dom raz na zawsze. Nie chcę mieć nic wspólnego z Peetą Mellarkiem. Nawet jeżeli ona nie będzie w ciąży, to i tak nie mam pewności czy on z nią nie spał. Wcześniej myślałam ,że to ja nie zasługuję na niego, jednak teraz zmieniłam zdanie. To on nie jest wart mnie.
Haymitch stoi koło mnie i opiekuńczo obejmuje ramieniem. Mam ochotę dać upust łzą ale nie chcę okazywać słabości. Nie przy Mellarku.
- Ktoś umarł? - zapytał Peter widząc nas. - Oo, szwagierka! - zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Nie nazywaj mnie tak. - jęknęłam.
- Coś się stało? - zapytał zmieszany.
- Prawdopodobnie zostaniesz wujkiem. - powiedziała cicho Annie. Chłopak na te słowa szeroko się uśmiechnął.
- W końcu! Będzie Royal Baby, cwele! - wrzasnął i zaczął wszystkich ściskać. - Który miesiąc? - pisnął uradowany.
- Idioto, możesz się zamknąć?! - warknęła Johanna. - Nie ona jest w ciąży, kretynie. Twój brat zapłodnij piętnastolatkę.
- Co zrobił?! - Jego dłonie zacisnęły się w pięść a oczy pociemniały ze wściekłości. - Co ty zrobiłeś?! - zwrócił się do Peety.
- Nie spałem z nią! Nawet jej nie znam! - bronił się.
- Sama zaszła w ciążę?! - krzyknął Haymitch.
- Skąd wiadomo ,że w ogóle w jakiejś jest? - spytał Finnick. W tym momencie drzwi od łazienki się otworzyły a nam ukazała się szeroko uśmiechnięta rudowłosa ,która trzyma w ręce test ciążowy. Annie podeszła do niej i wzięła przedmiot. Patrząc na wynik, głośno westchnęła. Podeszła do Peety i pokazała mu wynik.
- To niemożliwe! Ja jej nigdy nie widziałem! - wyrwał jej test i rzucił o ziemię. Jego wzrok szybko wylądował na mnie. - Katniss... - zaczął do mnie podchodzić. Ruchem ręki go zatrzymałam.
- Nie podchodź... - w jego oczach widziałam ból. - Teraz... powinieneś się zająć... swoim dzieckiem i Chloe. - starałam się by mój głos się nie łamał.

Dziś zamknęłam kolejny rozdział w życiu. Mimo ,że będę cierpieć, nie zamierzam wracać do Mellarka. Peeta będzie żył swoim życiem wraz z Chloe i ich dzieckiem. Nasza wspólna historia dziś dobiegła końca. Zamierzam wyjechać, odpocząć z daleka od wszystkiego. Jedno jest pewne, choćbym nieważne jak cierpiała, nie mogę wrócić do przeszłości.

--------

Wiem, rozdział jest strasznie krótki i nudny .-.
Ogólnie to wyszło coś w stylu "Moda Na Sukces" ale okej.. :d

niedziela, 14 lutego 2016

Liebster Blog Award #2

Woah, druga nominacja do LBA! Bardzo dziękuje Love Dream oraz Anne za nominację. C;

Pytania od Love Dream:

1. Twardo stąpasz po ziemi czy raczej chodzisz z głową w chmurach?
Zdecydowanie chodzę z głową w chmurach.

2. Do którego z książkowych światów chcesz należeć?
Myślę ,że do książkowego świata Harrego Pottera. 

3. Masz jakieś lęki? Jakie?
Mówiąc "Profeszjonal" mam hydrofobię i arachnofobię.
Gdyby ktoś nie wiedział:
Hydrofobia - strach przed wodą.
Arachnofobia - strach przed pająkami.

4. Czego najbardziej na świecie nienawidzisz?
Fałszywych przyjaciół.

5. Przyznaj się... chcesz patatajać na jednorożcu? 
Oczyffiście, to moje marzenie <33

6. Jaki jest twój ulubiony gatunek muzyczny?
Pop rock, pop, rock, punk rock

7. Uważasz ,że jesteś dziwnym człowiekiem?
Każdy z nas jest na swój sposób dziwny. 

8. Kochasz marzyć?
Owszem c:

9. Jak wiele marzeń udało Ci się już spełnić?
Jedno.

10. Co najbardziej na świecie kochasz?
Człowiek nie jest w stanie wskazać jednej rzeczy ,którą kocha najbardziej.

1. Czy uważasz ,że pytanie ,które Ci zadaję są dziwne?
Nope, czemu? c;

Pytania od Anne:

1. Po co pisać blogi i co daje to autorom?
Dla niektórych pisanie daje spokój, dla niektórych pisanie pozwala stworzyć swój wymarzony świat i postanie a dla niektórych jest to coś co kochają robić. Niektórzy po prostu chcą sobie udowodnić ,że potrafią. Autorom daje to satysfakcję z dokonanego rozdziału bądź posta ,który zyskuje coraz większą liczbę odsłon ale daje im też chwilę bycia sobą i przejścia w swój świat w którym są tacy jakimi sobie wymarzyli.

2. Ulubiona książka (oprócz Igrzysk Śmierci)
Harry Potter.

3. Masz ulubionego aktora/aktorkę?
Jennifer Lawrence oraz Channing Tatum.

4. Co sądzisz o paparazzi?
To osoby ,które nie są osobami ciekawskimi bądź chcącymi nam zaszkodzić. To są zwykli ludzie ,którzy wykonują swoją pracę. Jest ich naprawdę wielu oraz jest też wiele zgłoszeń a każde zgłoszenie ma swoją cenę ,na którą wiele ludzi się kusi. Paparazzi to zwykli ludzie wykonujący swoją pracę jak każdy. Oczywiście to nie jest przyjemne jak obcy ludzie robią nam zdjęcia w krępującej sytuacji ale to nie powód by być nie miłym dla nich.

5. Twój ulubiony kolor?
Czarny i burgundowy.

6. Masz jakąś niezapomnianą przygodę? (Jak tak to opisz krótko)
Nie, raczej nie mam.

7. Czym się interesujesz?
Siatkówką i grafiką.

8. Jaka jest twoja ulubiona scena z Igrzysk Śmierci?
Parada Trybutów 75-tych Głodowych Igrzysk.

9. Masz jakieś zwierze?
Kota i psa.

10. Co lubisz jeść?
Żelki c:

11. Ulubiony dowcip?
Nie mam.

Jako ,że skończyła mi się już nie czytam więcej blogów, ja nie nominuję nikogo.
Rozdział wstawię jutro.

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 88 "Złamana kość się zagoi i nie będzie po niej śladu, jednak przykre sytuacje zostaną z nami już do końca życia."

*Oczami Katniss*

Od ponad trzech tygodni mieszkam u mamy. Nie byłam w stanie codziennie mijać Peety w domu. Effie odwołała wszystkie sesje związane ze mną i Mellarkiem. Długo ją o to błagałam, jednak w końcu się zgodziła. Przez najbliższe tygodnie będę widywać się z blondynem tylko na bankietach oraz na wigilii, otwarciach różnych obiektów kulturowych oraz występach. Tylko lub aż. Następnym wydarzeniem na którym spotkam Peete jest bankiet za tydzień dni. Szczerze mówiąc, najchętniej nie wychodziłabym z pokoju. Ostatnio Johanna uznała ,że wyglądam jak chodząca depresja a łóżko to moja nowa miłość. Mama, Effie, Annie i Johanna próbują mnie przekonać do powrotu do Mellarka. Wręcz wymagają tego ode mnie. One nie rozumieją tego jak się czuję słuchając oskarżeń Peety ,że niby go zdradzam. Nie wiedzą jak to jest gdy osoba którą kocha się nad życie nie ufa Ci. Poza tym, dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. W moim przypadku byłby to bodajże trzeci raz. Każdy zasługuje na szansę tylko czy Mellark nie dostał ich już za dużo?
Za dwa dni są święta Bożego Narodzenia, które Haymitch organizuje u siebie w domu. Na początku Abernathy nie chciał zapraszać Effie, jednak po paru godzinnym wykładzie, który zrobiłam mu wraz z Annie i Johanną, zgodził się.
Podczas mojej krótkiej nieobecności w życiu Will'a, mój chrześniak zaczął mówić. Oczywiście nie mówi płynnie jak dzieci starsze od niego o rok czy dwa, jednak zarówno ja jak i jego rodzice, jestem bardzo z niego dumna. Finnick kazał Johannie przystopować z przeklinaniem oraz mówieniem niecenzuralnych słów czy jego synu. Ze zdziwieniem wszyscy muszą przyznać ,że Mason nie przeklina już w ogóle i zrobiła się jakaś milsza.
Po jutrze do Kapitolu przyjeżdża Delly z Josh'em, którzy święta Bożego Narodzenia spędzą wraz z nami. Zatrzymają się w Willi Haymitcha i szczerze mówiąc nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Chociaż z drugiej strony, nie muszę spotykać się z nią akurat tam. Zawsze możemy się spotkać na mieście, prawda?

Siedzę w salonie, oglądając jakiś denny film. W ręce trzymam pudło lodów truskawkowych które w zastraszająco szybkim tempie, znajdują się w moim brzuchu. Nigdy nie zwracałam uwagi na to co jem i ile, ale w tym momencie cieszę się ,że lody nie mają dużo kalorii. W innym przypadku pewnie zamiast chodzić, toczyłabym się. Za jakieś piętnaście minut ma do mnie przyjść Annie z Johanną. Szczerze mówiąc, od mojej "wyprowadzki", nie widziałam się ani z Finnickiem ani z Peterem. Pytałam się dziewczyn czemu nie odzywają się do mnie ani nic, a one dały mi odpowiedź która wcale mnie nie pocieszyła, a mianowicie "Koło Peety trzeba teraz chodzić jak koło dziecka". Podobno, jak to ujęła Johanna, "Zachowuje się jak laska podczas okresu". Nie wiem do końca o co jej chodziło, ale chyba wolę nie wiedzieć.

Odstawiam puste już opakowanie po lodach, poprawiam bluzkę która podwinęła mi się na brzuchu i idę do kuchni. Podchodzę do szafki nad zlewem i wyjmuję z niej kubek. Wsypuję do niego cukier oraz wrzucam piramidkę herbaty i zaparzam herbatę. Z innej szafki wyjmuję czekoladowego batona i zaczynam go jeść. Gdy chcę wyrzucić papierek po smakołyku, słyszę głośne walenie w drzwi. Gdybym nie wiedziała kto to, pewnie teraz umierałabym ze strachu. Niechlujnie podchodzę do drzwi i je otwieram. Annie od razu rzuca mi się na szyję a Johanna jak zawsze zmierzyła mnie współczującym wzrokiem, którego szczerze nienawidzę. Te cholerne współczujące spojrzenia w cale mi nie pomagają, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej mnie dobijają.
- Jak się czujesz? - pyta cicho Annie.
- Tak samo jak wczoraj, przed wczoraj i trzy dni temu. - warczę.
- Ej, nie musisz być niemiła. - odzywa się Johanna. Dziewczyna się na chwilę zamyśliła. - Wiem! - krzyknęła. Z Annie posłałam jej pytające spojrzenie. - Idziemy na imprezę! - krzyknęła.
- Po co? - pytam zirytowana.
- W klocku mieszkasz czy co? No po co się chodzi na imprezy? - popatrzyła na mnie jak na kosmitę.
- Ja nie idę. - oznajmiła Annie. Johanna posłała jej zdenerwowane spojrzenie. - Muszę się zaopiekować Willem. Nie wiem czy pamiętasz, ale mam dziecko.
- Ja też nie idę. - powiedziałam.
- A mieszkajcie sobie dalej w tym klocku. - warknęła.
- O co Ci chodzi z tym klockiem? - pyta rudowłosa.
- Mieszkacie w szklanym klocku z, którego tylko patrzycie na ludzi ale same nic nie robicie. To smutne. - wyjaśniła. - Na starość będziecie żałować ,że całe życie spędziliście w domu i w ogóle się nie bawiłyście. Katniss, nie jesteś po ślubie, matką też nie jesteś, więc nie marnuj życia, rusz dupę i się zabaw!
- Czyli ja już nie będę mieć ciekawego życia ani żadnych przygód? - fuknęła Annie.
- Jezus Maria, nie łap mnie za słowa. Wciskamy się w obcisłe kiecki ,które ledwo zasłaniają nam dupy i w ,których cycki wychodzą górą i idziemy się zabawić!
- Nigdzie nie idę. - wzruszyłam ramionami.
- Okej. - machnęła ręką. - Dalej cierp po swoim jakże udanym związku z Mellarkiem i żyj w tym całym gównie.
- Johanna! - krzyknęła Annie.
- Zachowujecie się jak pieprzone emerytki! Ruszcie dupy, zaszalejcie i nie patrzcie na przeszłość!
- Chyba jednak wybieram opcje z lodami, książkami i filmami całe dnie. - powiedziałam zmieszana.
- Trzy tygodnie, Katniss. - powiedziała już spokojniej. - Trzy tygodnie zachowujesz się jak chodząca depresja. Jesteś blada, masz podkrążone oczy, wżerasz masę słodyczy mimo to nie możesz przytyć, tylko chudniesz. Nie pozwól żeby jeden nieudany związek popsuł Ci resztę życia. Nie mogę, ciemna maso, patrzeć jak staczasz się na dno. Nawet nie wiesz jak bardzo boli, patrzeć na przyjaciółkę w takim stanie. Poznaj kogoś, zaszalej, nie trzymaj się na siłę czegoś co może już nigdy nie wrócić. Postaraj się o nim zapomnieć. - położyła mi rękę na ramieniu.
- Czemu miłość jest taka do dupy? - pytam łamiącym się głosem.
- W miłości zawsze jest osoba cierpiąca. Nieważne czy cierpiała już wcześnie, czy nie, prędzej czy później będzie wyła przez swoją miłość. - powiedziała wpatrując się w punkt za mną.
- Johanno, między tobą a Peterem wszystko jest okej? - spytała cicho Annie.
- Tak, tak. Tylko lekko się posprzeczaliśmy. - starała się uśmiechnąć ale krzywo jej to wyszło.
- Mam pomysł. Pojedziemy do willi Haymitcha i tam zrobimy sobie noc filmową. Co wy na to? - pisnęła radośnie Annie.
- Przecież tam Peeta jest... - wymamrotałam.
- Nie musisz zwracać na niego uwagi. Dawno nie widziałaś się z chłopakami a Will bardzo za tobą tęskni.
- Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.
- To idealny pomysł! A teraz rusz dupę się ogarnąć i wychodzimy! - krzyknęła Johanna. Zrezygnowana zostawiłam dziewczyny na dole i poszłam do swojego pokoju się ogarnąć. Przecież Peety nie musi tam być, prawda?

*Oczami Peety*

Właściwie to jaki jest sens życia? Rodzimy się po to by umrzeć. Rodzimy się po to by popełniać błędy i ranić innych. Życie jest bardzo kruche, jedna niewłaściwa decyzja może je zniszczyć a co gorzej pozbawić. Jedna zła decyzja może zniszczyć wszystko. Słowa bolą o wiele bardziej niż czyny. Ból psychiczny jest o wiele gorszy od bólu fizycznego. Rany w psychice pozostają o wiele dłużej niż te cielesne. Złamana kość się zagoi i nie będzie po niej śladu, jednak przykre sytuacje zostaną z nami już do końca życia. Czy to jest odpowiednia kara za złe słowa i czyny? Czy nie jest ona za ostra?

Od paru dni leżę w tej samej pozycji na łóżku ,w którym jeszcze miesiąc temu spałem razem z Katniss. Jeszcze miesiąc temu byłem z Katniss ,która jednocześnie była moją najlepszą przyjaciółką i narzeczoną ,którą kochałem nad życie. Nadal kocham ją nad życie.

Patrzę na zdjęcie w mojej dłoni. Jestem na nim ja oraz Katniss. Stoimy na plaży w czwórce śmiejąc się z Will'a bawiącego się w morzu. Moja ukochana stoi koło mnie trzymając się za brzuch i głośno śmiejąc a ja stoję obok niej z szerokim uśmiechem i obejmuję ją ramieniem. Byliśmy szczęśliwi. Czemu to szczęście nie mogłoby trwać już zawsze?
Odkładam zdjęcie na szafkę nocną i chowam twarz w dłoniach. Tak bardzo za nią tęsknię.
- Ej Mellark, nie uwierzysz! - do mojego pokoju wpakował Finnick.
- Czego? - warknąłem. Od mniej więcej trzech tygodni, zapomniałem jak to być miłym dla innych.
- Zgadnij kto przyszedł! - krzyknął uradowany.
- Anne z żelkami? - spojrzałem na niego z nadzieją.
- Nie, twoja panna!
- Katniss? - spojrzałem na niego zszokowany.
- Nie, Effie. - powiedział spokojnie. Zawiedziony spuściłem głowę. - No jasne ,że Katniss!
- Co ona tu robi? - szybko wstałem z łóżka.
- Skąd mam wiedzieć? Słyszę ,że ktoś wchodzi do domu a jako ten dobry pan domu. - wyszczerzył się. - poszedłem sprawdzić. I co? Annie z Johanną przyprowadziły tu Katniss! - zaczął pchać mnie w stronę garderoby.
- Co mam robić?
- Idź się umyj bo cuchniesz gorzej jak na kanały w Kapitolu i ubierz się jakoś w miarę normalnie. - zlustrował mnie wzrokiem. - i się ogól.
- Okej. - zostawiłem go w mojej sypialni i pobiegłem do łazienki.

----
Nie było rozdziału od ponad miesiąca za co bardzo was przepraszam. 
Wiem, rozdział jest krótki i kiepski. Nie mam w ogóle weny dlatego nie wiem kiedy pojawi się następna część. Postaram się wstawić jakiś rozdział w ferie (1.02. - 14.02)

Pozdrawiam,
Yoo9622.