sobota, 22 kwietnia 2017

Oneshot

Ostatnio weszłam na tego bloga i z ciekawości zobaczyłam ile czasu minęło od dodania epilogu. Gdy zobaczyłam ,że za trzy dni wybije rocznica, pomyślałam sobie "Kurdę, brakuje mi tego fanfika". Tak więc oto przed wami prawdopodobnie już ostatni, bonusowy rozdział na tym blogu, który mam nadzieję ,że Wam się spodoba. Miłego czytania! 

Jeżeli chcielibyście dalej czytać moje wypociny, możecie to robić na moim koncie na wattpadzie - Zuuaby. 

Nowe opowiadanie na wattpadzie [...]

Lekki wiatr przyjemnie chłodził moją twarz. Napięta cięciwa lekko drgała w dłoni. Zmrużyłam lekko oczy, skupiając się na dzikiej sarnie pijącej wodę z jeziora. Delikatnie wypuściłam powietrze z ust, puszczając cięciwę.

Strzała wbiła się idealnie w oko sarny. Zwierzę upadło na puszystą trawę, a po jego pysku spłynęła stróżka krwi. Szybko podbiegłam do zwłok, wyciągając z nich strzałę i wycierając ją o liście. Wepchnęłam zwierzę do worka, zawiązując go. Zarzuciłam go na plecy i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia z lasu.

Od wojny minęły trzydzieści trzy wiosny. Wszyscy moi znajomi założyli już szczęśliwe rodziny. Każdy był zajęty cieszeniem się beztroskim życiem wraz z najbliższymi. Jednak nie jest to tak ,że zapomnieliśmy o sobie, a kontakt przepadł. W sobotnie obiady wszyscy spotykamy się u Finnicka i wspólnie jemy obiad.

Wyjątkowo drażliwym tematem są jednak były nasi odeszli przyjaciele. Mimo tak długiego czasu od ich śmierci, nadal praktycznie nikt się z tym nie pogodził. Szczególnie szkoda mi Odaira. Nie widział poza Anne świata, była jego oczkiem w głowie. Nieraz gdy śpi u nas lub my u niego, w nocy słyszymy jego płacz. Peeta zawsze stara się wtedy pocieszyć mężczyznę, jednak ja nie przykładam do tego ręki. Wiem ,że płacz jest ludzkim odruchem i nie powinniśmy go powstrzymywać. Każdy w jakiś sposób musi sobie poradzić ze stratą. Dopóki Finnick nie będzie chciał czegoś sobie zrobić, nie będę starała się nic zrobić. Może jest to egoistyczne i chore, jednak po tak dużych stratach sama nienawidzę być pocieszana. Nienawidzę być pocieszana i pocieszać.

Schyliłam się przechodząc przez płot. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę wioski zwycięzców.

Przekraczając bramę, z lekkim uśmiechem przyglądałam się temu, jak przez te wszystkie lata zmieniła się ta dzielnica. Teraz, mimo bieli budynków, jest bardzo kolorowo. Najróżniejsze kwiaty kwitły na każdym podwórku, a nawet pięły się po kolumnach ganków. Większość domów było zamieszkanych, więc w domach często było widać ludzi. Nie sądziłam ,że kiedykolwiek to powiem, jednak wioska tętni życiem.

Weszłam do domu rzucając torbę na podłogę. Zdjęłam kurtkę, wieszając ją na wieszaku. Zdjąwszy buty, ruszyłam do kuchni.

- Jestem! - mój głos rozniósł się po domu. Od razu usłyszałam dźwięki stóp uderzających o stopnie schodów.

- Cześć mamo! - nim zdążyłam się obejrzeć, Alex wraz z Victorią na rękach. Moja wnuczka od razu zaczęła się cieszyć, wyciągając rączki do mnie. Szybko przechwyciłam ją, z uśmiechem dając małej buziaka. - Nawet nie wiesz jaka Vic jest dziś niegrzeczna. - zrobiła naburmuszoną minę. - Cały dzień płacze i krzyczy, a uśmiechnęła się dopiero teraz. - westchnęła.

- Ciekawe po kim to ma. - zaśmiałam się, sugestywnie patrząc na Alex.

- Byłam bardzo grzeczna! - zaprotestowała. Skinęłam głową, kierując się do kuchni.

- Peeta już wrócił? - spytałam, sadzając małą na podłodze. Podeszłam do szafki, wyciągając z niej kubek i nalewając do niego soku.

- Jeszcze nie, ale powinien zaraz wrócić. - zaczęła bawić się z córką. Skinęłam głową.



Leżałam wraz z Peetą, oglądając jakiś słaby horror. Moja głowa spoczywała na klatce piersiowej mężczyzny, a on bawił się moimi włosami. Czułam się tak, jak wtedy gdy jechaliśmy na siedemdziesiąte piąte głodowe igrzyska. Mimo ,że było to tak dawno, nadal pamiętam wszystko jakby było wczoraj.

- O czym myślisz? - szepnął przyciskając usta do czubka mojej głowy.

- Właściwie, o niczym konkretnym. - odpowiedziałam układając się wygodniej. - Peeta... cieszę się ,że mam Ciebie... ,że mam Was. - oznajmiłam cicho.

- A co to za wylewność? Ile wypiłaś z Odairem? - zaśmiał się, mocniej mnie obejmując. Lekko się uśmiechnęłam. - Ja też się cieszę. - lekko musnął moje usta. - Finnick zaprosił nas na grilla ,który będzie jutro.

- O nie, nigdy więcej nie idę na jedzenie do Odaira. - zaśmiałam się, w czym mężczyzna mi zawtórował. Po chwili oboje wróciliśmy do oglądania filmu, co jakiś czas wymieniając się całusami.

I tak powoli mijały dni. Staraliśmy się nie zmarnować żadnego na jakiekolwiek smutki czy kłótnie. Staraliśmy się po prostu żyć w zgodzie z każdym i z wszystkim.

piątek, 22 kwietnia 2016

Epilog

PRZECZYTAJ INFORMACJE NA DOLE
:::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: :::: 
Mój kochany, 
Na wstępie, przypomnę Ci ,że nie jestem najlepsza w pisaniu i nigdy nie byłam. Jednak mam nadzieję ,że przeczytasz ten list do końca. 
Wiem ,że nigdy nie byłam dobrą dziewczyną ani żoną. Zawsze miałeś ze mną pod górkę. Do tej pory, zastanawiam się, jak Ty ze mną wytrzymałeś. Mimo wszystko, dziękuję Ci za to. Może to zabrzmi tandetnie ,ale dzięki Tobie nauczyłam się okazywać uczucia. Dzięki Tobie, dowiedziałam się co to miłość. Byłeś ze mną w tych najgorszych jak i najlepszych chwilach. Mogłabym godzinami wypisywać, za co Ci dziękuję, jednak sądzę ,że nie starczyłoby kartek. Więc, z całego serca, dziękuję Ci za wszystko.
Potrafiliśmy godzinami siedzieć na ganku, rozmawiając o najróżniejszych rzeczach, przytuleni do siebie. Co jakiś czas skradałeś mi pocałunki i wyznawałeś miłość. Przytulałeś mocno do siebie, chcąc chronić przed zimnem. Nie raz oddawałeś mi też swoje bluzy i swetry, specjalnie po to, bym nie zmarzła. Troszczyłeś się o mnie, ryzykując swoim zdrowiem. Zresztą nie pierwszy raz, tak się o mnie troszczyłeś.
Niedługo po tym jak wróciłam do Ciebie, oświadczyłeś mi się ponownie. Zaakceptowałam to ,że miałeś córkę i pomogłam Ci ją wychowywać. Szczerze, była to jedna z moich lepszych decyzji. Gdy Alex, miała dwa latka, zaszłam w pierwszą ciążę. Niesamowicie się cieszyłeś, a ja byłam szczęśliwa, widząc twój szeroki uśmiech. Parę dni, przed naszym ślubem ,który w pełni był przygotowywany przez Anne oraz Johanne, na świat przyszła Willow. Mała, była oczkiem w głowie Haymitch'a Abernathy'ego. Codziennie, spędzał z nią czas, pomagał nam przy niej. Willow, od razu gdy zaczęła mówić, mówiła na niego ,,dziadku,,. Szczerze mówiąc, Haymitch, był dla nas jak ojciec. Moim zdaniem, zasługiwał na miano dziadka. Lecz, jakże kruche bywa szczęście, nasz były mentor, zmarł trzy lata po narodzinach naszej córki. Effie, mimo ,że nie była z nim od ponad czterech lat, była najbardziej załamana. Kochała go bardzo.
Po czterech latach naszego małżeństwa, ponownie zaszłam w ciążę. W między czasie, na świat przyszło dziecko Johanny i Petera, Agnes, której zostaliśmy rodzicami chrzestnymi. Niedługo po tym wydarzeniu, na świat przyszedł Rey, nasz syn. Od małego uwielbiał spędzać czas ze swoimi siostrami, siostrą cioteczną oraz Willem.
W wieku osiemnastu lat, Alex opuściła nasz dom, by móc kształcić się w Kapitolu. Z początku byłeś przeciwny, ponieważ chciała zamieszkać ze swoim chłopakiem, Michaelem, jednak po długich namowach zarówno córki, jak i moich, zgodziłeś się. Niedługo po tym, dowiedzieliśmy się o chorobie Anne. Chora na białaczkę, niestety nie miała szans na wyleczenie. Wykryli to za późno. Finnick, każdą wolną chwilę spędzał w szpitalu dotrzymując towarzystwa żonie. Trzymał ją za rękę ,aż nie zasnęła. Nasz przyjaciel, praktycznie mieszkał w tym szpitalu. Pewniej feralnej nocy, dostaliśmy telefon od Odaira ,iż koniecznie mamy w tej chwili przyjść do szpitala. Szlochający do słuchawki chłopak, był tak przekonujący ,że od razu wybiegliśmy. Niestety nie były to łzy szczęścia. Nasza dobra przyjaciółka zmarła.
Parę lat po tym, Willow poleciała do Kapitolu w poszukiwaniu pracy. Wręcz błagałeś ją, by pracowała u Ciebie w piekarni, jednak ona miała inne wizję na przyszłość. W stolicy, znalazła pracę jako nauczycielka plastyki w szkole podstawowej.
Przez te lata po śmierci Haymitcha, Panem stało się państwem czysto demokratycznym. Ludzie mogli sami podejmować decyzję, o Panem.
Rey, jako jedyny nigdy nie opuścił rodzinnego domu. Pomagał Ci w piekarni, wieczorami odwiedzając Amy, swoją dziewczynę. Pewnego dnia, przyprowadził do nas swoją ukochaną i oznajmił nam ,że zostaniemy dziadkami. Pozwoliliśmy dziewczynie wprowadzić się do nas.
Nasz wnuk był klonem ojca. Odziedziczył po nim blond włosy oraz błękitne oczy i jak nasz syn, uwielbiał pomagać Ci w piekarni.
Gdy Alan, miał dwa lata, Alex i Michael wraz z Rey'em i Amy, zrobili podwójny ślub. Równy rok po tym wydarzeniu, na świat przyszła na świat córka Alex, Victoria. Niestety nie widzieliśmy się z nią tak regularnie jak z Alanem, gdyż mieszkała z rodzicami w Kapitolu, jednak spotykaliśmy się gdy tylko był czas.
Paręnaście lat potem, większość naszych przyjaciół, dopadła starość. Zaczęli odchodzić, aż w końcu z naszej niegdyś "paczki" zostaliśmy tylko my. Ty trzymałeś się znakomicie, niestety ja zaczęłam chorować. Gdy zachorowałam na alzheimera, byłeś przy mnie cały czas. Starałeś się mi pomóc. Jednak ilekroć udawało Ci się przywrócić mi pamięć, zaraz znowu wszystko zapominałam. To tak cholernie okropne uczucie.
Dziękuję Ci ,że byłeś przy mnie, gdy choroba wyczyściła mi pamięć. Mimo ,że ja Ciebie nie pamiętałam, ty nadal mnie kochałeś i nie traciłeś nadziei.
Ten list piszę już dwa miesiące. Za każdym razem gdy sobie coś przypominałam, starałam się zapisać to na kartce i potem zlepić to w całość. Szanse na to ,że sobie coś przypomnę, maleją. Puki cokolwiek pamiętam, chcę Ci coś powiedzieć.
Peeto Mellarku, w całym życiu, nie spotkałam tak cudownej osoby, jaką jesteś ty. Kocham Cię całym sercem i obiecuję ,że nawet gdy nie będę Cię pamiętać, moje całe serce będzie należało do Ciebie. Mimo ,że nie okazywałam Ci za bardzo uczuć, wiedz ,że bardzo Cię kochałam.
Proszę, ucałuj ode mnie dzieci i naszych wnuków, powiedz im, jak bardzo ich kocham.
Gdy czytasz ten list, mnie już nie ma. Proszę, nie rób nic głupiego, ze względu na dzieci. Wiem, w tej chwili zachowuję się jak egoistka, ponieważ sama, na własne życzenie, odeszłam z tego świata. Jednak mimo wszystko, proszę, wybacz mi. Nie chciałam, nie potrafiłam dłużej żyć z tą chorobą.
Kocham Cię,
Katniss
Łzy strumykami płynęły po jego policzkach. Kochał ją całym sercem i nie chciał żeby odeszła, jednak uszanował jej decyzję. List dostał parę dni po śmierci żony. Ponoć został znaleziony w jej rzeczach prywatnych. 
Mimo ,iż od śmierci jego miłości minęły prawie cztery lata, on nadal czytał ten list. Wiedział ,że kobieta ominęła sporo wydarzeń z ich życia, jednak nie winił jej za to. Ten list był dla niego tak bolesny jak i szczęśliwy. Każde wydarzenie, zapisane na tej kartce, pamiętał jakby stało się to wczoraj. 
Otarł mokre policzki dłońmi, odłożył list na stół i położył się na kanapie. Poprawił nachodzące na jego oczy, przydługie, siwe włosy. Wyciągnął zza bluzki, broszkę kosogłosa ,którą zaczepioną miał na łańcuszku. Drżącymi rękoma, zdjął ją przez głowę i przypiął sobie broszkę nad piersią. Po jego policzkach, znowu zaczęły płynąć łzy. Nie próbował już z nimi walczyć, nie miał siły. Podniósł lewą rękę do ust, lekko muskając ją ustami i przyłożył do serca. Tak bardzo chciał, by śmierć postanowiła zabrać go se sobą, do jego miłości życia. 

::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: ::: :::

Boooże, ryczę :'D
Miałam mnóstwo pomysłów na Epilog, jednak zdecydowałam się na takie zakończenie. Generalnie to chciałam zrobić totalne sad end, związując Katniss z Ashtonem a Peeta'ę jakoś potem uśmiercić, jednak postanowiłam aż tak nie mieszać (。◕‿◕。)
Mimo wszystko, mam nadzieję ,że takie zakończenie Wam się podoba. W sumie to nawet wyszło takie Sad End heh.

Pierwszy rozdział tego opowiadania pojawił się 3.07.2015.
Do tej pory jest: 
Wyświetlenia : 65786
Komentarze : 943
DZIĘKUJĘ <3

Dla niektórych może to być mało, jednak dla mnie jest to w cholerę dużo. Jak zaczynałam to pisać, w życiu nie przypuszczałabym ,że tyle się tego uzbiera.

Dla tych ,którzy nie czytali poprzedniej notki (a dużo osób nie czytało, wstydźcie się :c):
Miało być jeszcze parę rozdziałów, jednak uznałam ,że bez sensu ciągnąć to na siłę. Znając mnie, następny rozdział pojawiłby się za miesiąc [*].
Tak jak już mówiłam, po skończeniu tego opowiadania, postanowiłam zacząć pisać nowe na wattpadzie :::KLIK:::

Ogólnie mam wrażenie ,że w luj pomieszałam coś z tą chorobą .-. 
Ps. koniec wcale nie zainspirowany Pamiętnikiem pfffff wcale.

Objaśnienie epilogu:
Katniss była chora na alzheimera a jak chyba każdy wie, ta choroba sprawia ,że wszystko się zapomina. Peeta usilnie starał się pomóc żonie wyzdrowieć. Gdy jego żonie udawało się coś przypomnieć, starała się zapisać to. Po dwóch miesiącach udało jej się napisać list, który po jej śmierci miał trafić do Mellarka. 

Pozdrawiam,
Yuuki (Yoo9622)



wtorek, 19 kwietnia 2016

Informacje -WAŻNE-

Wiem ,że rozdziału (znowu) nie ma w luj długo. Następny rozdział, epilog pojawi się na dniach. Miało być jeszcze parę rozdziałów, jednak doszłam do wniosku ,że nie ma co ciągnąć tego na siłę. Napisanie jednego rozdziału na tego bloga zajmuję mi mniej więcej miesiąc, jednak nie są one jakoś szczególnie ciekawe.
:::::: ::::::

Tak jak pisałam w poprzednim rozdziale, zaczęłam pisać nowe opowiadanie na wattpad. :::Hops:::
Jak chcesz dowiedzieć się więcej o tym opowiadaniu, klikoj w link. c; 



Miłego dnia (。◕‿◕。)

czwartek, 3 marca 2016

Rozdział 90 "Tego kwiatu co pół światu"

*Oczami Katniss*

Dziś mija równy rok od kiedy nie jestem z Peetą Mellarkiem. Mimo ,że zarzekałam się rękami i nogami iż nie wyprowadzę się z Dystryktu Dwunastego, jednak to zrobiłam. Wraz z Effie i Mią zamieszkałyśmy w Kapitolu. Cała reszta została w Dwunastce. 
Mimo ,że mieszkamy teoretycznie daleko i tak mamy ze sobą bardzo dobry kontakt i widzimy się tak często jak tylko możemy. Effie i Haymitch nie wrócili do siebie oraz nie utrzymują ze sobą kontaktu. Najbardziej ich rozstanie przeżyła chyba Mia. Bardzo przywiązała się do Abernathy'ego a teraz od roku nie ma z nim kontaktu. Trinket chciała aby mój były mentor nie odtrącał jej córki jednak dla niego to był zbyt duży cios i uznał ,że nie będzie potrafił na nią już patrzyć jak na swoją córkę. Po prostu uznał ,że jak urwie z nimi kontakt, będzie mniej bolało. 
Z tego co wiem, Peecie urodziła się zdrowa córka. Aktualnie ma lekko ponad miesiąc. Co do tego czy nadal jest singlem - podobno nie. Johanna opowiadała mi ,że związał się z Chloe i teraz mieszka z nią razem w naszym starym domu. Mellark uznał dziewczynkę za swoją córkę pomimo tego ,że trzymał się tego iż to nie jego dziecko. O testach ojcowskich chyba nie pomyślał. Mimo tego jak mnie zranił, życzę mu wszystkiego co najlepsze. 
Haymitch nadal jest prezydentem Panem. Mimo tego, cały czas przebywa w Dwunastce. Chodzą plotki ,że Dystrykt Dwunasty to nowa stolica Panem. Co do jego byłego uzależnienia, nadal nie pije. W ciągu roku próbował parę razy się napić, jednak skutecznie wybijaliśmy to mu z głowy. Peter chcąc mu pomóc, pokazał mu papierosy a Haymitch od razu je polubił. Tak więc od roku jego nałóg to nie alkohol a papierosy. 
Co do mnie - znalazłam pracę jako nauczycielka biologii w szkole średniej. W mojej pracy poznałam mnóstwo miłych osób, między innymi Ashtona Lewisa ,który aktualnie jest mi chyba najbliższy w Kapitolu. Ash jest nauczycielem wychowania fizycznego. 
Puki co jestem singlem i myślę ,że szybko się to nie zmieni. Mam dość związków do mniej więcej końca życia. 

Siedzę w swoim pokoju na parapecie i patrzę na przechodniów rozmawiając przez telefon z Johanną. Peter się jej oświadczył a ona odpowiada mi szczegółowo jak do tego doszło. Nawet nie obeszło się bez tego jak była ubrana i jaki makijaż miała. 
-... No i on wtedy mnie tak mocno przytulił i wyszeptał mi ,że jestem najważniejszą osobą w jego życiu i ,że mnie bardzo mocno kocha. - powiedziała rozmarzonym głosem.
- To super! - udałam entuzjazm.
- Potem zaczął mnie całować i zaniósł do sypialni i... 
- Johanno! - pisnęłam zniesmaczona. - Nie chcę Cię urazić ani nic ale jakoś nie bardzo interesuje mnie to co robiłaś w łóżku z Mellarkiem. - na mojej twarzy pojawił się grymas.
- ... i rozmawialiśmy o naszej przyszłości, zboczeńcu. - wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Bardzo śmieszne. - fuknęłam.
- Jakoś w lato chcemy wziąć ślub. - oznajmiła.
- Nie za szybko? 
- Niby tak ale chcemy to mieć jak najszybciej za sobą. 
- A może ty w ciąży jesteś i dlatego tak szybko chcecie wziąć ślub? - zachichotałam.
- To nie śmieszne. - powiedziała poważnie.
- Johanna? - spytałam zdziwiona.
- Nie, kretynko! Ja się nie bawię w rodzicielstwo! 
- Dobra, dobra, nie bulwersuj się tak bo Ci żyłka pęknie.
- Wiesz ,że mały Will zaczął mówić? - ożywiła się.
- On mówi już od ponad pół roku. 
- Ale nie tak płynnie jak teraz! To znaczy, te zdania nadal ciężko zrozumieć ale przynajmniej mówi więcej niż tylko "Tata, głupek". - zaczęłyśmy się śmiać. - Teraz mówi coś w stylu "Mamusiu, tatuś jest głupi" 
- Nie ma to jak miłość do ojca. - wydukałam przez śmiech.
- No dokładnie. - zaśmiała się. - Musisz nas odwiedzić, odkąd Will zaczął mówić a Peeta się okocił jest o wiele zabawniej. 
- Jak Peeta mógł się okocić? - spytałam zdziwiona.
- Ugh, no w sensie ,że okociła się ta Chloe ale on jest jej ojcem. 
- On jest ojcem Chloe? - zaśmiałam się.
- On jest ojcem dziecka Chloe. - zawtórowała mi.
- Może odwiedzę was jakoś w weekend. Teraz przy końcu roku szkolnego mam mnóstwo roboty. 
- Właśnie, jak tam twój Ashtonek? - zachichotała.
- On nie jest mój. 
- Przerabiałyśmy już to. - powiedziała radośnie.
- On też ma dużo roboty w pracy. Wiesz, uczniowie przez cały czas zwalniają się z powodu bólu brzucha, okresu, bólu głowy albo po prostu nie przynoszą stroju a potem wychodzi na to ,że omija ich połowa zaliczeń i muszą to nadrabiać. - westchnęłam.
- A jak tam u ciebie w pracy?
- Podobnie tyle ,że ja muszę sprawdzać testy. - udałam płacz. - Potem okazuje się ,że dostali niedostateczną i chcą to poprawiać a ja znowu muszę to sprawdzać.
- Czemu nie rzucisz tej pracy? Przecież jeszcze masz pieniądze. 
- Kiedyś się skończą a ja nie zamierzam na starość skończyć bez pieniędzy. Poza tym mam teraz dobrą pracę, dobrze płatną. 
- Ja puki co nie zamierzam pracować. Wolę się cieszyć tym co mam teraz a nie spędzić młodość w pracy.
- Wiem i szanuję twoje zdanie. - uśmiechnęłam się. 
- Muszę kończyć, Annie przyprowadziła mi Willa bo idzie się seksić z Finnickiem. - powiedziała obojętnie.
- Skąd wiesz ,że idą się seksić? - zaśmiałam się.
- Proszę Cię, co oni mogą innego robić? - zawtórowała mi. - To cześć. - powiedziała i rozłączyła się. 
Wstałam, przeciągnęłam się i zeszłam na dół. Pomimo tego ,że mieszkam tu od roku, i tak dziwnie się tu czuję. Cały czas mam wrażenie ,że chodzę po jednym wielkim grobie.

*Oczami Peety*
Siedzę na parapecie z małą Alex na kolanach. Mała leży oparta o mój brzuch a ja czekam aż Chloe wróci ze szkoły. Miała kupić pieluchy bo się skończyły a tym czasem spóźnia się godzinę. Powinienem do tego przywyknąć - ona nigdy nie przychodzi na czas. 
Wkładam moją córkę do wózeczka ,który stoi koło parapetu a sam wstaję. Ubieram Małą w ciepłe body a na małą główkę zakładam jej czapeczkę. Na koniec cmokam ją w czółko i sam idę się ubrać. 

Powolnym krokiem idę pod szkołę Chloe mając cichą nadzieję ,że tam jest. Alex zasnęła, więc starałem się tak bardzo nie trząść wózkiem. Zauważam moją dziewczynę siedzącą na kolanach jakiegoś typa. Zdenerwowany podchodzę do nich.
- Chloe, co ty do cholery robisz? - warknąłem.
- Peeta, nie denerwuj się, po prostu rozmawiam. - powiedziała obojętnie.
- I musisz siedzieć akurat na jego kolanach?! - krzyknąłem.
- Nie drzyj się, staruszku, bo bachora obudzisz. - zaśmiał się chłopak.
- Jeszcze raz coś powiesz a ty obudzisz się w szpitalu. - podszedłem do niego i złapałem kołnierz jego koszulki lekko podnosząc go do góry. 
- Nie wkurzaj się tak bo ci żyłka pęknie, staruszku. - uderzył mnie z kolanem w brzuch. Puściłem go zginając się w pół. - Chodź, Chloe, idziemy. - objął ją w pasie i zaczęli się oddalać.
- Chloe, co do jasnej cholery z dzieckiem! - krzyknąłem. 
- Nie obchodzi mnie, możesz sobie je wziąć! - odkrzyknęła a we mnie się zagotowało. Mała jakby wszystko rozumiała, zaczęła strasznie głośno płakać. Obolały podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce. Usiadłem z nią na ławce i zacząłem lekko ją kołysać. Mała cały czas płacząc, lekko walnęła mnie w obolałe miejsce rączką. Mimo ,że jej dotyk równał się z dotykiem motyla, ja i tak zgiąłem się w pół. 
- Peeta? - usłyszałem kobiecy głosik. Podniosłem głowę i zobaczyłem Annie i Finnicka. Głośno westchnąłem.
- Stary, co Ci się stało? - spytał zdziwiony Odair. 
- Chloe... - powiedziałem cicho. - Zdradziła mnie i powiedziała ,że nie obchodzi jej Alex i mam sobie ją wziąć. - wydukałem drżącym głosem. Annie wzięła ode mnie dziewczynkę i podała ją swojemu mężowi. Usiadła koło mnie i mocno przytuliła. 
- Co Ci się stało z brzuchem? - spytała cicho.
- Fagas Chloe ma mocne przyłożenie. - wzruszyłem ramionami.
- Będzie dobrze. - poklepała mnie po plecach.
- Zostałem samotnym ojcem, jak może być dobrze? - spytałem z wyrzutem.
- Tego kwiatu co pół światu a 3/4 chuja warte. - Finnick wzruszył ramionami.
- Potrafisz pocieszyć człowieka. - warknąłem.
- Gdybyś nie był takim idiotom, nie straciłbyś Katniss i nie miałbyś dziecka. - powiedział cicho.
- Finnick, zamknij się już! - krzyknęła Annie. - Peeta, dasz radę wstać? - pokiwałem głową. - Chodźmy do domu. - pomimo tego ,że wstałbym sam, dziewczyna mi pomogła i we czwórkę poszliśmy do ich mieszkania. 
-----
Tak oto rozdział 90-ty dobiegł końca. Powoli zbliżamy się do końca tej historii. 
Po zakończeniu tego opowiadania, planuję zacząć pisać nowe, tylko tym razem na wattpadzie i już nie o Igrzyskach Śmierci. 

poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział 89 "Będzie Royal Baby, cwele!"

*Oczami Peety*
W miarę ogarnięty schodzę na dół. Mam ulubioną, burgundową koszulę Katniss i zwykłe czarne spodnie. Muszę ją odzyskać. Zrobię wszystko żeby znowu mieć ją przy swoim boku.
Z kuchni dochodzą kobiece śmiechy dlatego też tam się kieruję. Poprawiam koszulę i już mam wejść do pomieszczenia gdy do domu wpada jakaś rudowłosa dziewczyna.
- Peeta! - piszczy i rzuca mi się na szyję. Jestem tak zdezorientowany ,że po prostu stoję jak słup soli. Wzrok wszystkich w tym Katniss ląduje na mnie. Gdy pierwszy szok już mija - odpycham dziewczynę.
- Kim ty jesteś? - dziwnie patrzę na rudowłosą.
- Jak to, nie pamiętasz mnie? - robi udawaną smutną minę. - Nie pamiętasz już naszej... wspaniałej nocy. - zalotnie się uśmiecha, palcem wskazującym przejeżdżając po moim torsie.
- Ja Cię nawet nie znam! - odtrącam jej dłoń. Zerkam w stronę Katniss. Na początku oczy są przepełnione smutkiem by zaraz potem zostały oblane falą obrzydzenia i wściekłości.
- Cholera, Mellark coś ty zrobił. - szarooka łapię się za głowę. - Ona ma piętnaście lat, idioto! - wrzeszczy.
- Skąd to wiesz? - wytrzeszczam oczy.
- To jest siostra Adama Telisa, Chloe! - bierze przypadkowe naczynie i nim we mnie rzuca. Na szczęście w porę się ocknąłem i kucnąłem a talerz rozbił na ścianie a nie na mnie.
- Co tu się dzieje?! - do pokoju wpadł Finnick.
- Ten idiota przespał się z piętnastolatką! - Katniss wskazała na rudowłosą.
- Ktoś poza tobą go chciał? - Odair wybuchnął głośnym śmiechem. - Poza tym rozdziewiczył dziecko? - pokazuje na mnie dusząc się ze śmiechu.
- Nie jestem dzieckiem! - Chloe oburzyła się.
- Masz piętnaście lat. Ty w ogóle masz już okres? - pyta cały czas się śmiejąc.
- A żebyś wiedział! - tupnęła nogą niczym obrażone dziecko.
- Dobra, a teraz tak serio. - spoważniał. - Co ty tu robisz? - przybrał groźną minę.
- O co Ci chodzi? - dziwnie się na niego spojrzała.
- Nie pamiętam momentu w którym przeszliśmy na "ty". Jestem od Ciebie starszy o jedenaście lat więc dla Ciebie jestem Pan Odair. - pogroził jej palcem. Dziewczyna spojrzała się na niego jak na idiotę.
- Dobrze, Panie Odair. - powiedziała wyraźnie akcentując ostatnie słowa.
- A teraz powiedz po co tu przyszłaś. - zmierzył ją groźnym wzrokiem.
- Chciałam porozmawiać z Peetą o tej wspaniałej nocy... - szeroko się do mnie uśmiechnęła. - I powiedzieć ,że będzie tatą naszego dzidziusia. - nadal się uśmiechając, pogładziła dłonią brzuch.
- No to pięknie. - Katniss nerwowo się zaśmiała.
- Mellark... - wydusiła Johanna przez śmiech. - Ty to masz, kurwa, pomysły. - zgięła się w pół nadal się śmiejąc. - Zapłodniłeś piętnastolatkę! - położyła się na ziemi i dosłownie zaczęła się tarzać po niej tarzać ze śmiechu. Do kuchni wszedł wściekły Haymitch.
- Mellark, ty pierdzielony bachorze! Miałeś odzyskać Katniss a nie zapłodnić jakąś małolatę! - podszedł do mnie i stanął naprzeciwko. Palcami odmierzył mniej więcej pięć centymetrów. - Wiesz co to jest? - spytał spokojnie. Pokiwałem przecząco głową. - To są rozmiary twojego mózgu... - jego oczy pociemniały ze zdenerwowania. - ... jak spuchnie. - dokończył.
- To nie moje dziecko! - wydusiłem w końcu. - Ja nawet jej nie znam! - wskazałem ręką na rudowłosą.
- Wiatropylna chyba nie jest. - warknęła Annie ,która do tej pory była cicho.
- Widzę ją drugi raz w moim życiu.  - powiedziałem desperacko.
- Bo pierwszy raz jak ją widziałeś to ją przeleciałeś! - krzyknął Haymitch.
- Nie! Kiedyś przyszła do domu mojego i Katniss! - warknąłem.
- Kurwa, Mellark, możesz się na chwilę zamknąć? - powiedziała spokojnie Johanna. Zamilknąłem. - Skoro jest w ciąży to chyba robiła test ciążowy. - wyjaśniła. - Masz go? - to pytanie skierowała do Chloe.
- Oczywiście. - zaczęła grzebać w swojej torbie. Spojrzałem na Katniss. Szarooka miała wzrok wlepiony w podłogę. Telis zaśmiała się nerwowo. - Zapomniałam go wziąć z domu. - uśmiechnęła się dumnie.
- W domu mamy dużo nieużywanych testów ciążowych. Możesz zrobić go tutaj. - Mason ironicznie się uśmiechnęła.
- Nie będę od was nic brać. - warknęła.
- Możemy się nawet przejść do apteki po całkowicie nowiutki. - Annie szeroko się uśmiechnęła.
- Nie mam pieniędzy. - wzruszyła ramionami.
- Zapłacimy za niego. - Katniss przewróciła oczami.
- Nie będę miała jak wam oddać.
- To jest prezent! - krzyknął wściekły Haymitch. Chloe spojrzała się na niego jak na psychopatę i przez chwilę nic nie mówiła. Po chwili wrednie się uśmiechnęła.
- Nie chcę nic od was. - z dumą poprawiła włosy. Katniss puściły nerwy. Podeszła do dziewczyny i złapała ją za kołnierz bluzki przyciskając do ściany.
- Nie mam całego dnia na słuchanie piszczenia jakiejś małolaty ,która próbuje nam wmówić ,że jest w ciąży z moim narzeczonym. - zaczęła cichym, opanowanym głosem. Słysząc to jak mnie nazwała, mimowolnie na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech. - Albo pójdziesz robić test ciążowy albo Peeta nie przyzna się do tego dziecka i nie będzie płacił żadnych alimentów. To jak? - uśmiechnęła się ironicznie.
- Dobrze, zrobię ten test. - warknęła. Katniss odsunęła się od niej a dziewczyna poprawiła bluzkę.

*Oczami Katniss*

Siedzimy przed łazienką i czekamy na Chloe ,która robi test ciążowy. Gdy tylko to się skończy, zamierzam opuścić ten dom raz na zawsze. Nie chcę mieć nic wspólnego z Peetą Mellarkiem. Nawet jeżeli ona nie będzie w ciąży, to i tak nie mam pewności czy on z nią nie spał. Wcześniej myślałam ,że to ja nie zasługuję na niego, jednak teraz zmieniłam zdanie. To on nie jest wart mnie.
Haymitch stoi koło mnie i opiekuńczo obejmuje ramieniem. Mam ochotę dać upust łzą ale nie chcę okazywać słabości. Nie przy Mellarku.
- Ktoś umarł? - zapytał Peter widząc nas. - Oo, szwagierka! - zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Nie nazywaj mnie tak. - jęknęłam.
- Coś się stało? - zapytał zmieszany.
- Prawdopodobnie zostaniesz wujkiem. - powiedziała cicho Annie. Chłopak na te słowa szeroko się uśmiechnął.
- W końcu! Będzie Royal Baby, cwele! - wrzasnął i zaczął wszystkich ściskać. - Który miesiąc? - pisnął uradowany.
- Idioto, możesz się zamknąć?! - warknęła Johanna. - Nie ona jest w ciąży, kretynie. Twój brat zapłodnij piętnastolatkę.
- Co zrobił?! - Jego dłonie zacisnęły się w pięść a oczy pociemniały ze wściekłości. - Co ty zrobiłeś?! - zwrócił się do Peety.
- Nie spałem z nią! Nawet jej nie znam! - bronił się.
- Sama zaszła w ciążę?! - krzyknął Haymitch.
- Skąd wiadomo ,że w ogóle w jakiejś jest? - spytał Finnick. W tym momencie drzwi od łazienki się otworzyły a nam ukazała się szeroko uśmiechnięta rudowłosa ,która trzyma w ręce test ciążowy. Annie podeszła do niej i wzięła przedmiot. Patrząc na wynik, głośno westchnęła. Podeszła do Peety i pokazała mu wynik.
- To niemożliwe! Ja jej nigdy nie widziałem! - wyrwał jej test i rzucił o ziemię. Jego wzrok szybko wylądował na mnie. - Katniss... - zaczął do mnie podchodzić. Ruchem ręki go zatrzymałam.
- Nie podchodź... - w jego oczach widziałam ból. - Teraz... powinieneś się zająć... swoim dzieckiem i Chloe. - starałam się by mój głos się nie łamał.

Dziś zamknęłam kolejny rozdział w życiu. Mimo ,że będę cierpieć, nie zamierzam wracać do Mellarka. Peeta będzie żył swoim życiem wraz z Chloe i ich dzieckiem. Nasza wspólna historia dziś dobiegła końca. Zamierzam wyjechać, odpocząć z daleka od wszystkiego. Jedno jest pewne, choćbym nieważne jak cierpiała, nie mogę wrócić do przeszłości.

--------

Wiem, rozdział jest strasznie krótki i nudny .-.
Ogólnie to wyszło coś w stylu "Moda Na Sukces" ale okej.. :d