*Oczami Katniss*
Od dwóch godzin szlajam się po ulicach Kapitolu. Nie chce wracać do Willi Haymitcha ,ponieważ nie ma tam za miłej atmosfery. Mogłabym się zaszyć w sypialni mojej i Peety, ale nie mam ochoty wytrzymywać jego humorków. Pójście do domu mamy też odpada - Jest tam Effie, co równa się z moim pocieszaniem jej i słuchaniu obelg na życie. Mogłabym również spędzić czas z którąś z moich przyjaciółek, ale oczywiście dziś są zbyt zajęte swoimi facetami.
Mój telefon cały czas dzwonił. Był to Peeta. W ciągu mojej dwugodzinnej nieobecności zdążył zadzwonić już dwadzieścia razy. W końcu wkurzyłam się i wyłączyłam telefon.
Przechodzę koło sklepu z zabawkami dla dzieci. Weszłam na chwilę do środka, bo nie oszukujmy się, na dworze ciepło nie jest. Zaczęłam przeglądać pluszowe misie stojące na jasnoróżowej półce. W oko wpadł mi mały, biały miś przewiązany różową kokardką na szyi. Wzięłam go do ręki i lekko przycisnęłam do klatki piersiowej. Jest taki miękki. Przyłożyłam pluszaka do policzka i wtuliłam się w niego. Włożyłam dłoń do kieszeni i wyjęłam z niej portfel. Zerknęłam na cenę pluszaka i tyle samo wyjęłam z kawałka materiału. Podeszłam do kasy i zapłaciłam za niego. Miła starsza kobieta zapakowała pluszowego misia w przesłodką, różową torebkę i mi ją podała. Ciepło się do niej uśmiechnęłam i wyszłam ze sklepu.
Postanowiłam iść jeszcze do kawiarni na kawę. Im później wrócę do domu - tym lepiej.
Do domu wróciłam około 23.00. Powiesiłam na wieszaku kurtkę, zdjęłam buty i weszłam po schodach na górę. Cicho przeszłam obok pokoi współlokatorów i weszłam do sypialni mojej i Peety.
Delikatnie otworzyłam drzwi by nie obudzić mojego narzeczonego. Ku mojemu zdziwieniu, blondyn nie spał. Leżał z rękami pod głową i patrzył się na zegar wiszący nad drzwiami, by zaraz po moim wejściu do pokoju posłać mi zdenerwowane spojrzenie. Nic nie mówiąc, podeszłam do garderoby, zostawiłam tam pluszowego misia i wzięłam koszulę nocną. Wyszłam z pomieszczenia, zgasiłam światło i podeszłam do drzwi od łazienki. Gdy otworzyłam drzwi, mój narzeczony się odezwał.
- Gdzie byłaś? - spytał cicho.
- Na mieście. - odpowiedziałam obojętnie.
- Tak długo?
- Najwidoczniej.
- Katniss, do cholery jest już strasznie późno! Może u jakiegoś gacha siedziałaś, co? Wmawiasz mi ,że mnie kochasz, a rozkładasz nogi przed jakimiś innymi facetami! - krzyknął. Drzwi od naszej sypialni się otworzyły, a do pokoju wpadł Finnick.
- Peeta, do kurwy zamknij się! Jest środek nocy a ty robisz jej awanturę za to ,że później wróciła! Przez twój mądry móżdżek William się obudził i Annie musi go uspokajać!
- To nie moja wina ,że zapłodniłeś Annie!
Odair zrobił się cały czerwony. Zaczął szybciej oddychać i zacisnął dłonie w pięść. Powolnym krokiem szedł do łóżka. Widząc to, szybko podbiegłam do Peety i stanęłam przed nim.
- On nie miał tego na myśli. W sensie... nie chciał powiedzieć nic złego. Wiesz, ma zły dzień i w ogóle. - wzruszyłam ramionami. - Lepiej już idź i pomóż Annie w usypianiu Will'a. - uśmiechnęłam się niewinnie. Chłopak mruknął coś jeszcze pod nosem i wyszedł z pokoju. Rzuciłam Peecie wściekłe spojrzenie i bez słowa weszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Gorąca woda zmywała ze mnie smutki i żale dzisiejszego dnia. Przymknęłam oczy i oddałam się w ręce relaksu.
Po dość długim prysznicu, opuściłam łazienkę. Peeta leżał na łóżku, odwrócony plecami do mnie. Wślizgnęłam się na łóżko i szczelnie przykryłam kołdrą. Gdy już miałam oddać się w objęcia Morfeusza, poczułam męską rękę na brzuchu i twarz przyciśniętą do mojego ramienia. Gdy próbowałam ściągnąć dłoń Peety, chłopak zacisnął ją w pięść gniotąc moją koszulę nocną.
- Przepraszam. Zachowałem się jak idiota. - wyszeptał w moje ramie.
- Z grzeczności nie zaprzeczę. - warknęłam.
- Dziś mam jakiś dziwny dzień. Wszystko co się rusza, wkurza mnie. - wyznał.
- To nie powód żeby się wyżywać na mnie i Odairze.
- Przepraszam, zachowałem się jak kompletny kretyn. - wtulił się w zagłębienie mojej szyi.
- Wiem, ale idź już spać. Jutro porozmawiamy. - dłoń Peety która leży na moim brzuchu, przykryłam swoją.
- Kochanie, proszę nie bądź zła. - wymruczał całując moją szyję.
- Nie jestem. Po prostu jest mi przykro - mocniej ścisnęłam jego dłoń. Postanowiłam spytać go o to, co gryzie mnie odkąd położyłam się w łóżku. - Naprawdę masz mnie za taką, co rozkłada nogi przed facetami? Tak w ogóle to skąd to wziąłeś? Przecież doskonale wiesz ,że kocham tylko Ciebie, a poza tym nie jestem jakąś dziwką. Naprawdę mi przykro ,że uważasz inaczej. - powiedziałam łamiącym głosem. Chłopak oderwał się od całowania mojej szyi i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Doskonale wiesz ,że nie mam Cię za kogoś takiego. Byłem zdenerwowany i gadałem co mi ślina na język przyniesie. Naprawdę przepraszam. - mimo ,że w pokoju jest ciemno, widzę ,że zeszkliły mu się oczy. Serce mi się kraja gdy widzę go takiego smutnego. - Wiem ,że mi tego nie wybaczysz ale naprawdę Cię za to przepraszam. - schował twarz w swoich dużych dłoniach.
- Peeta, spokojnie. - chwyciłam go za rękę i splotłam nasze palce razem. - Uznajmy ,że tego dnia nie było. Uznajmy ,że nic nie mówiłeś, dobrze? - spytałam cicho. Chłopak kiwnął głową i mocno mnie przytulił. - Wiesz ,że Odair też zasługuje na przeprosiny? - wplotłam palce w jego włosy i delikatnie masowałam jego głowę.
- Wiem, Katniss. Przeproszę go jutro. - wyszeptał.
- A teraz chodź już spać, jest strasznie późno. - pocałowałam go w skroń. Odsunęłam się od niego i położyłam twarzą do drzwi od łazienki. Chłopak położył się za mną, objął mnie ramieniem i wtulił się w moje plecy. Położyłam swoją dłoń na jego i splotłam nasze palce. Przyciągnęłam je do twarzy i lekko pocałowałam. Wtulona w ramie Peety, nie myślałam o żadnych przykrych sytuacjach dzisiejszego dnia.
- Kocham Cię, księżniczko. - wyszeptał blondyn i cmoknął mój kręgosłup.
Rano obudził mnie ciężar na brzuchu. Mozolnie otworzyłam oczy i zobaczyłam Peete leżącego z głową na moim brzuchu i ręką na moim udzie. Położyłam rękę na jego głowie i zaczęłam nią lekko jeździć w górę i w dół. Nie wiem jak on to zrobił ,że wylądował głową na moim brzuchu, ale na razie wolę go nie budzić i nie pytać oto. Dzisiaj jesteśmy umówieni na sesję ślubną którą załatwiła nam Effie. W tym tygodniu poza tą sesją mamy jeszcze trzy. Po jutrze mamy wieczorową, za trzy dni świąteczną a za pięć sylwestrową. Ten tydzień jest w miarę luźny. Za tydzień zaczyna się już ciężka praca czyli bankiety, przemówienie Peety, otwarcia jakiś sklepów na których oczywiście nasza obecność jest "obowiązkowa" oraz sesje zdjęciowe "Igrzyskowe". W sesjach zdjęciowych o tematyce Głodowych Igrzysk muszą wziąć udział wszyscy żyjący zwycięzcy. Będziemy ubrani w jakieś głupie stroje i odtwarzali różne sceny z igrzysk w których zwyciężyliśmy. Tej sesji boję się najbardziej.
Z zamyśleń wyrywa mnie masująca moje udo, dłoń Peety. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam widząc ,że nadal ma zamknięte oczy i co jakiś czas słodko mruczy z aprobatą.
- Nie za wygodnie Ci, kotku? - zachichotałam.
- Masz bardzo wygodny brzuszek. - ciepło się do mnie uśmiechnął i pogłaskał mój brzuch.
- Dzisiaj mamy sesję ślubną. - na twarzy chłopaka pojawił się grymas. Podniósł się, położył koło mnie i pociągnął tak ,że leżę na nim.
- Będziesz pięknie wyglądać w każdej sukni ślubnej i to będzie dla mnie zaszczyt ,że będę mógł Cię taką zobaczyć ale jednak wolałbym żeby zamiast robić nam zdjęcia w jakimś studiu, robili nam je przed ołtarzem na naszym ślubie. - szepnął patrząc mi w oczy.
- Jeszcze tylko pół roku. - pocałowałam go w policzek.
- To jak wieczność. - jego dłonie zsunęły się na moje pośladki. - Przepraszam ,że czasami jestem takim idiotą. - schował twarz w zagłębieniu mojej szyi.
- Peeta, każdy czasem popełnia błędy. A teraz chodź na śniadanie bo niedługo na sesję zdjęciową jedziemy. - pocałowałam go w skroń i wstałam. Weszłam do garderoby i wzięłam z niej czarno-białą koszulę flanelową oraz czarne legginsy, po czym poszłam do łazienki.
*Oczami Peety*
Leżę na łóżku z rękoma pod głową i tempo patrzę się na sufit. Jest mi strasznie głupio za to jak wczoraj potraktowałem Katniss i Finnicka. Wygląda na to ,że moja narzeczona mi wybaczyła. Niestety to tylko podnosi moje wyrzuty sumienia. Byłem tak okropny w stosunku do niej, a ona tak po prostu mi wybaczyła. Powinna na mnie nawrzeszczeć, wykrzyczeć jakim idiotom jestem. Nie jestem jej wart. Katniss zasługuje na kogoś kto nie sprawi jej przykrości, kogoś kto będzie ją uszczęśliwiał. Ja stanowczo nie zaliczam się do takich osób. Powinienem zostawić ją w spokoju, dać wolność i szczęście, ale tego nie robię. Czemu? Bo jestem cholernym egoistą.
Z zamyśleń wyrwały mnie ciepłe usta na moim policzku.
- Wszystko dobrze? - zapytała Katniss melodyjnym głosem.
- Tak. - słabo się uśmiechnąłem.
- Słabo wyglądasz. Może powinniśmy odwołać tą sesje?
- Kochanie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. - Lekko się uśmiechnąłem. Wstałem z łóżka i poszedłem do garderoby. Może i Katniss nie ma tylu ciuchów co Effie, ale jej ubrania i tak zajmują tą większą część pomieszczenia. Można powiedzieć ,że moje ubrania zajmują jedną czwartą część całej garderoby.
Z garderoby wyjąłem czarne spodnie oraz czarną koszulkę. W rękę chwyciłem też szarą, sportową czapkę, którą kiedyś dała mi Johanna z tekstem w stylu "W końcu będziesz wyglądał minimalnie normalnie, ale normalnie." Ta czapka nazywa się chyba beanie czy coś w tym stylu.
Moją uwagę przykuła różowa torebka, z której wystawały pluszowe uszy. Może nie powinienem, ale ciekawość wzięła górę i chwyciłem w ręce torebkę. Z środka wyciągnąłem pluszowego misia. Definitywnie nie jest on ode mnie, nie kupiłem Katniss nic od dobrego miesiąca. Cholera, a zapewniała mnie ,że mnie nie zdradza.
*Oczami Katniss*
Zdenerwowany Peeta wyszedł z garderoby. W ręce trzymał torebkę z pluszakiem którego kupiłam wczoraj.
- Katniss, możesz mi wyjaśnić co to jest?! - krzyknął.
- Pluszowy miś, ładny, prawda? - posłałam mu ciepły uśmiech.
- Co on robił w garderobie?! - wrzasnął. Posłałam mu zmieszane spojrzenie.
- A co miał robić?
- Od kogo go dostałaś?!
- Kupiłam go wczoraj. - wzruszyłam ramionami.
- Przyznaj się ,że mnie zdradzasz! Dostałaś do od jakiegoś gacha! Już wiem czemu wczoraj wróciłaś tak późno! - rzucił pluszakiem o obraz, który spadł na komodę, rozwalając wazon.
- Peeta, uspokój się! Z nikim Cię nie zdradzam! - powiedziałam podchodząc do komody.
- Cholera, nie ma nawet dwunastej, a wy już zdążyliście się pokłócić?! - do naszej sypialni wpadła rozzłoszczona Johanna. Jeszcze była w piżamie, a jej włosy żyły własnym życiem.
- Nie wtrącaj się! - ryknął Peeta.
- Ktoś, kurwa musi! Blondynku, o co ty do cholery robisz jej awanturę?
- Patrz! - ręką wskazał na pluszaka leżącego na komodzie koło obrazu. - Dostała to od jakiegoś facecika!
- Co ty pieprzysz? Piłeś coś? - popatrzyła na niego rozbawiona. - To pluszak ze sklepu dla dzieci, kretynie. - wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Skąd to niby wiesz?
- Byłam ostatnio w jednym sklepie z zabawkami i tam kupiłam takiego samego pluszaka Willowi.
- Katniss... - chłopak spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Odpuśćmy sobie tą sesję ślubną. W ogóle... powinniśmy sobie zrobić przerwę. - powiedziałam łamiącym głosem.
- Katniss, o czym ty mówisz?
- Peeta, nie ma miłości bez zaufania. Gdybyś mi choć trochę ufał, nie posądzałbyś mnie o zdradę.
---
DRAMA TIME.
Rozdział jest niesprawdzony. W ogóle rozdział wyszedł dupnie i do tego pomieszałam czasy ;-; Jutro postaram się jakoś naprawić ten rozdział :')
Nie miałam w ogóle pomysłu na niego. Mam nadzieję ,że choć minimalnie wam się on podoba ;>
sobota, 12 grudnia 2015
środa, 9 grudnia 2015
Informacje.
Witajcie!
Dziś odpowiem wam na pytanie, które cały czas zadajecie mi oraz Julii a mianowicie "Kiedy rozdział".
Dziś odpowiem wam na pytanie, które cały czas zadajecie mi oraz Julii a mianowicie "Kiedy rozdział".
PO KOSOGŁOSIE
Rozdział pojawi się prawdopodobnie w sobotę. Przez szkołę oraz problemy rodzinne, rozdziały nie będą się pojawiały tak często jakbym chciała. Żeby więc ułatwić życie mi oraz Wam, od razu mówię ,że rozdziały na tym blogu będą pojawiały się w soboty. BONUSIK - W niedzielę (13.12.) postaram się dodać jakiś specjalny rozdzialik c;
LOSY PO REBELII
Tutaj pojawia się problem, ponieważ nie wiem kiedy coś się tam pojawi. Rozdział jest skończony w połowie, w wolnym czasie coś dopisujemy. Problem jest w tym ,że w ogóle nie mamy pomysłu na ten rozdział i wychodzi dupnie. Jakbyście chcieli, mogłybyśmy wstawić ten rozdział, tylko ,że byłby on strasznie krótki.
Szczerze mówiąc to zastanawiamy się nad zakończeniem tego bloga. Wszystkie pomysły na tego bloga prysnęły jak bańka mydlana.
Pozdrawiam
Yuuki (Yoo9622)
sobota, 28 listopada 2015
Rozdział 86 "Zły dzień"
Effie patrzy się przestraszonym wzrokiem na Haymitcha. Ona nie może mu tego powiedzieć przed świętami, po prostu nie może. Musze jakoś ją uratować...
- Effie chciała powiedzieć ,że... Mia zapisała się w szkole na konkurs plastyczny. - Wow, Katniss. Udało Ci się jakoś z tego wybrnąć.
- To fantastycznie! Tego kochanie tak bałaś mi się powiedzieć? - Abernathy zwraca się do kobiety.
- W zasadzie to...
- Effie, każdy jest dumny z Mii, ale teraz chodźmy do domu bo trochę zimno jest. - Peeta lekko się uśmiecha. Kobieta rzuca mi wściekłe spojrzenie, kiwa głową i łapie narzeczonego pod ramie.
Do willi Haymitcha dochodzimy po niecałych dwudziestu minutach. Właściciel domu od razu pokazał nam nasze pokoje. Ja oczywiście mam pokój z Peetą, Annie z Finnickiem i Willem, Johanna z Peterem a Effie ze swoim narzeczonym.
My mamy piękny pokój z balkonem oraz tak jak każdy w tym domu - z łazienką i garderobą. Ściany w naszej sypialni są w odcieniu kawy z mlekiem. Przed ścianą obok drzwi od dużego balkonu, stoi wielkie, brązowe łóżko z białą pościelą, na którym Peeta zdążył się już uwalić. Po obu stronach łóżka stoją dwie, ciemnobrązowe etażerki które dekorują dwie, białe, małe serwetki. Na etażerkach z lewej strony stoi piękny falenopsis a po prawej - biała lampka nocna. Na środku pokoju leży puchaty, beżowy dywan. Okna przysłonięte są ciemnobrązowymi zasłonami które sięgają aż do podłogi. Ścianie obok okna wisi obraz który przedstawia... coś bliżej nieznanego.
Łazienka jest w brązowa kafelki z tym szczegółem ,że są tam beżowe dodatki. Pomieszczenie nie jest za duże. Po lewej stronie stoi beżowa umywalka pod którą wisi brązowy ręcznik. Obok niej stoi półka na której stoją kosmetyki do higieny łazienkowej. Na końcu łazienki jest wielki prysznic. Wszystkie ściany oprócz jednej która jest jasnobeżowa, są ciemnobrązowe. Na przeciwko zlewu stoi jasnobeżowy kibel. Garderoba jak zwykła garderoba. Masa wolnych półek oraz wieszaków na których będziemy musieli powiesić lub położyć nasze ubrania.
Bardzo podoba nam się styl naszej sypialni oraz łazienki. Są proste ale nie staromodne. Chyba kiedyś też umebluję tak dom mój i Peety.
Leżę na łóżku i czytam książkę którą dostałam kiedyś od Johanny. Peeta bierze prysznic.
Głośny krzyk blondyna stawia mnie na równe nogi. Bez zastanowienia wbiegam do łazienki. Moim oczom ukazuje się Peeta leżący pod prysznicem. Jeszcze bardziej przeraziła mnie krew wymieszana z wodą.
- Peeta, wszystko dobrze? - Krzyczę przerażona.
- Chyba tak. Tylko trochę noga mnie boli. - Podchodzę do niego, pomagam mu wstać. Słyszę jak cicho syczy. Pomagam mu usiąść na toalecie i podaję mu ręcznik. Zakręcam wodę z prysznica i podchodzę do narzeczonego zobaczyć jego nogę. Moim oczom ukazuje się rozcięta, mocno krwawiąca noga.
- Jak ty sobie rozciąłeś nogę? - Pytam zdziwiona. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby ktoś rozciął robię nogę pod prysznicem.
- Myję się a tu nagle leżę i czuję ból w nodze. - Wzrusza ramionami. Peeta jest odporny na ból więc prawdopodobnie stało się coś złego z jego nogą.
- To powinien sprawdzić lekarz, wiesz o tym? - Patrzę mu w oczy.
- Katniss...
- Prawdopodobnie złamałeś sobie nogę, ktoś musi to zobaczyć. Siedź tu, zadzwonię po mamę. - Móię pewnie.
- W takim razie chociaż bokserki mi przynieś. Wolałbym żeby twoja mama nie widziała... tego. - Kiwam na znak zgody i wychodzę z łazienki.
- Effie go zamorduje. - Słyszę cichy szept Johanny za mną.
- Co ty tu robisz? I czemu ma go zamordować? - Pytam.
- Z tego co widzę, stoję. Mellark jednej nogi nie ma a drugą se złamał. Przecież on chodzić nie będzie mógł. - Wzrusza ramionami. Patrzę na nią pytającym wzrokiem dlatego kontynuuje. - Peeta z protezą lekko kuleje a raczej ten kawał żelaza nie utrzyma jego ciała podczas gdy ta druga noga nie będzie jej pomagać.
- Może to zwykłe rozcięcie. - Mówię z nadzieją.
- W cuda wierzysz? Dobra, dzwoń po Marianne bo Mellark się tam wykrwawi.
- Skąd wiesz o jego nodze i o tym ,że będę do niej dzwonić? - Pytam zdziwiona.
- Przechodziłam obok waszego pokoju i pomyślałam ,że zajrzę. Ja zadzwonie po Marianne a ty idź mu zanieś te bokserki bo zaraz mu jaja zamarzną.
Idę do garderoby i biorę z nich bokserki Peety po czym wracam do łazienki. Mój narzeczony siedzi tam gdzie siedział. Podchodzę do niego i podaję mu bieliznę. Pomagam mu je założyć.
- Peeta, dzieciaku. Za chwile przyjedzie Marianne. - Do łazienki wchodzi Johanna.
- Super. - Fuka.
- Czyżby Peetuś bał się teściowej? - Mason wybucha głośnym śmiechem. Piorunuję ją wzrokiem. - A może ty się lekarzy boisz, co? - Duka przez śmiech.
- Johanno, zobacz czy Cię nie ma na dole. - Warczę.
- Serio? - Wyciera łzy które spłynęły podczas śmiania się. - On się boi... - Ponownie wybucha śmiechem. - Lekarzy?! - Łapie się za brzuch i nadal się śmiejąc kładzie się na kafelkach.
- Bardzo śmieszne. - Staram się być poważna jednak czuję lekki uśmiech który wkradł się na moje usta. Zerkam na blondyna który mierzy mnie wściekłym wzrokiem. Nachylam się nad nim i lekko całuję w czoło. Do łazienki wchodzi moja mama, nie zauważając Johanny, skutkiem czego Mason dostała drzwiami w ramie i biodro.
- Przepraszam. - Moja mama pomaga jej wstać a Johanna nadal się śmieje. - Wszystko w porządku? - Pyta.
- Tak... tylko on się ich boi. - Wybucha jeszcze większym śmiechem i chwiejnym krokiem opuszcza łazienkę.
- Peeta, możesz ruszać nogą? - Kuca obok niego.
- Mogę i nie rozumiem po co takie wielkie halo z tego robicie. - Warczy.
- Zawsze mogło Ci się stać coś poważniejszego. - Kładę rękę na jego ramieniu.
- Gdybym się skaleczył w palec też wezwałabyś lekarza?
- Gdyby było to coś poważnego to tak. - Mówię pewnie.
- Noga nie jest złamana. Jest tylko poważnie rozcięta więc trzeba szyć. - Mama wyjmuje ze swojej torby apteczkę i wyciąga z niej igłę i nitkę.
- Mamo, daj mu coś znieczulającego.
- Dam radę, Katniss. Nie jestem dzieckiem. Nie chce nic znieczulającego. - Cedzi.
- Dobrze, ale ostrzegam ,że będzie bardzo boleć. - Mama zaczyna szyć. Widzę jak Peeta zaciska pięści. Chciałabym mu jakoś pomóc, niestety nie mogę. Kładę rękę na jego głowie i delikatnie go głaszczę. Patrzy na mnie zdenerwowanym wzrokiem. Nachylam się i delikatnie całuję go w policzek.
Mimo ,że rana nie była duża, szycie zajęło pół godziny. Mama chciała przywieść mu kule ale on kategorycznie odmówił. Nie wiem co go ugryzło. Cały czas jest zdenerwowany i nic nie mówi. Leży na łóżku i tępo patrzy się w ścianę. Siedziałam z nim godzinę, nieraz próbowałam nawiązać z nim rozmowę, jednak on nie odpowiadał.
Teraz siedzę z Annie, Johanną i Willem w salonie. Chłopaki poszli do Peety a Haymitch i Effie... pewnie robią coś interesującego.
- Ten Mellark to kawał cioty i tyle. - Kwituje Johanna.
- Peeta nie jest ciotą. - Bronię go.
- Jak nie to jak wytłumaczysz ,że lekarzy się boi?
- Hmm, może dlatego ,że był osaczony? - Warczę.
- No i co to ma wspólnego? - Dopytuje.
- Ktoś mu ten jad musiał wstrzykiwać! - Krzyczę.
- Katniss, na miłość boską, nie krzycz tak. - Do salonu wchodzi szczęśliwa Effie. - Z Haymitchem chcemy wziąć ślub po świętach! - Piszczy uradowana. Annie słodko zachichotała, podeszła do kobiety i mocno ją uścisnęła.
- Haymitch już wie ,że nie jest ojcem Mii? - Pyta Johanna.
- Jeszcze nie. - Spuściła głowę. Do salonu wparował wściekły Abernathy.
- Effie? Co Mason mówi? - Warczy.
- Nie jesteś ojcem Mii, pacanie. - Johanna wstała, poprawiła bluzkę i wyszła.
- Haymitch, to nie tak. - Po jej policzkach spływają łzy.
- A do cholery jak?! Effie, przez rok zajmowałem się twoim dzieckiem myśląc ,że jest też moje! Jak mogłaś mnie wrobić w dziecko?! Jesteś taka sama jak przez tymi cholernymi igrzyskami! Myślisz tylko o sobie i nie obchodzi Cię zdanie innych! - Wrzeszczy.
- Ale to nie tak... ja myślałam ,że to ty jesteś jej tatą. - Szlocha.
- Skąd niby to wiedziałaś?! Szukałaś darmowej opiekunki dla dziecka, to Ci się udało! Jak chcesz to mogę Ci dać listę bogatych mężczyzn który chętnie zajmą się twoim dzieckiem!
- Haymitch, naprawdę myślałam ,że...
- Zamknij się! Nie obchodzi mnie co teraz z nią zrobisz ale nie chcę was więcej widzieć! Masz czas do jutra żeby się wyprowadzić! - Wściekły wychodzi z domu.
Patrzę na Effie, która klępa na podłodze z twarzą schowaną w dłoniach. Nim zdążę cokolwiek powiedzieć, kobieta jest mocno ściskana przed Annie. Patrzę na nie przez chwilę.
- Effie, musisz się uspokoić. Na razie będziesz mieszkała z moją mamą. Mii jeszcze nie ściągaj, nie powinna widzieć Cię w takim stanie. Zrobię wszystko żeby was pogodzić, tylko musisz dać mu czas. - Mówię po chwili.
- Zniszczyłam sobie życie. - Szlocha. Podchodzę do niej i lekko przytulam.
- Będzie dobrze. - Annie delikatnie głaszcze ją po plecach.
Leżę w łóżku koło Peety. Chłopak jest odwrócony do mnie plecami. Gdy po kłótni Haymitcha i Effie, przyszłam do blondyna opowiedzieć mu o tym, uznał ,że jest zmęczony i idzie spać. Wiem ,że jest zły ale nie wiem na co. Przecież nie zrobiłam nic złego... chyba. Doskonale wiem ,że nie śpi, dlatego postanawiam spróbować z nim porozmawiać.
Podnoszę rękę, kładę na ramieniu blondyna i delikatnie jadę nią w górę i dół. Peeta niemal od razu odsuwa się ode mnie. Mocno wkurzona, siadam na łóżku.
- Przestań zachowywać się jak małe dziecko i powiedz mi o co Ci chodzi. - Warczę.
- Nic, po prostu mam zły dzień. - Odwdzięczył się tym samym.
- To może nie wyżywaj się na mnie. Z tego co wiem to nie przeze mnie rozwaliłeś sobie nogę! - Krzyczę.
- Matko, Katniss, chyba mam prawo mieć zły dzień. Zresztą Haymitch też nie ma najlepszego. - Ostatnie zdanie dodał nieco ciszej.
- Wiesz chociaż czemu Haymitch chodzi taki wkurzony? - Warczę przez zaciśnięte zęby. Chłopak w odpowiedzi pokręcił głową. - Bo do cholery dowiedział się ,że nie jest ojcem Mii!
- Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?
- A chciałeś ze mną rozmawiać? - Rzuciłam mu wściekłe spojrzenie. Wstałam z łóżka, podeszłam do garderoby, wyciągnęłam z niej kurtkę i wyszłam z pokoju. Nie mam zamiaru spędzić dnia na znoszeniu humorków Peety. Jeżeli ma zły dzień, nie musi wyżywać się na mnie.
- Effie chciała powiedzieć ,że... Mia zapisała się w szkole na konkurs plastyczny. - Wow, Katniss. Udało Ci się jakoś z tego wybrnąć.
- To fantastycznie! Tego kochanie tak bałaś mi się powiedzieć? - Abernathy zwraca się do kobiety.
- W zasadzie to...
- Effie, każdy jest dumny z Mii, ale teraz chodźmy do domu bo trochę zimno jest. - Peeta lekko się uśmiecha. Kobieta rzuca mi wściekłe spojrzenie, kiwa głową i łapie narzeczonego pod ramie.
Do willi Haymitcha dochodzimy po niecałych dwudziestu minutach. Właściciel domu od razu pokazał nam nasze pokoje. Ja oczywiście mam pokój z Peetą, Annie z Finnickiem i Willem, Johanna z Peterem a Effie ze swoim narzeczonym.
My mamy piękny pokój z balkonem oraz tak jak każdy w tym domu - z łazienką i garderobą. Ściany w naszej sypialni są w odcieniu kawy z mlekiem. Przed ścianą obok drzwi od dużego balkonu, stoi wielkie, brązowe łóżko z białą pościelą, na którym Peeta zdążył się już uwalić. Po obu stronach łóżka stoją dwie, ciemnobrązowe etażerki które dekorują dwie, białe, małe serwetki. Na etażerkach z lewej strony stoi piękny falenopsis a po prawej - biała lampka nocna. Na środku pokoju leży puchaty, beżowy dywan. Okna przysłonięte są ciemnobrązowymi zasłonami które sięgają aż do podłogi. Ścianie obok okna wisi obraz który przedstawia... coś bliżej nieznanego.
Łazienka jest w brązowa kafelki z tym szczegółem ,że są tam beżowe dodatki. Pomieszczenie nie jest za duże. Po lewej stronie stoi beżowa umywalka pod którą wisi brązowy ręcznik. Obok niej stoi półka na której stoją kosmetyki do higieny łazienkowej. Na końcu łazienki jest wielki prysznic. Wszystkie ściany oprócz jednej która jest jasnobeżowa, są ciemnobrązowe. Na przeciwko zlewu stoi jasnobeżowy kibel. Garderoba jak zwykła garderoba. Masa wolnych półek oraz wieszaków na których będziemy musieli powiesić lub położyć nasze ubrania.
Bardzo podoba nam się styl naszej sypialni oraz łazienki. Są proste ale nie staromodne. Chyba kiedyś też umebluję tak dom mój i Peety.
Leżę na łóżku i czytam książkę którą dostałam kiedyś od Johanny. Peeta bierze prysznic.
Głośny krzyk blondyna stawia mnie na równe nogi. Bez zastanowienia wbiegam do łazienki. Moim oczom ukazuje się Peeta leżący pod prysznicem. Jeszcze bardziej przeraziła mnie krew wymieszana z wodą.
- Peeta, wszystko dobrze? - Krzyczę przerażona.
- Chyba tak. Tylko trochę noga mnie boli. - Podchodzę do niego, pomagam mu wstać. Słyszę jak cicho syczy. Pomagam mu usiąść na toalecie i podaję mu ręcznik. Zakręcam wodę z prysznica i podchodzę do narzeczonego zobaczyć jego nogę. Moim oczom ukazuje się rozcięta, mocno krwawiąca noga.
- Jak ty sobie rozciąłeś nogę? - Pytam zdziwiona. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby ktoś rozciął robię nogę pod prysznicem.
- Myję się a tu nagle leżę i czuję ból w nodze. - Wzrusza ramionami. Peeta jest odporny na ból więc prawdopodobnie stało się coś złego z jego nogą.
- To powinien sprawdzić lekarz, wiesz o tym? - Patrzę mu w oczy.
- Katniss...
- Prawdopodobnie złamałeś sobie nogę, ktoś musi to zobaczyć. Siedź tu, zadzwonię po mamę. - Móię pewnie.
- W takim razie chociaż bokserki mi przynieś. Wolałbym żeby twoja mama nie widziała... tego. - Kiwam na znak zgody i wychodzę z łazienki.
- Effie go zamorduje. - Słyszę cichy szept Johanny za mną.
- Co ty tu robisz? I czemu ma go zamordować? - Pytam.
- Z tego co widzę, stoję. Mellark jednej nogi nie ma a drugą se złamał. Przecież on chodzić nie będzie mógł. - Wzrusza ramionami. Patrzę na nią pytającym wzrokiem dlatego kontynuuje. - Peeta z protezą lekko kuleje a raczej ten kawał żelaza nie utrzyma jego ciała podczas gdy ta druga noga nie będzie jej pomagać.
- Może to zwykłe rozcięcie. - Mówię z nadzieją.
- W cuda wierzysz? Dobra, dzwoń po Marianne bo Mellark się tam wykrwawi.
- Skąd wiesz o jego nodze i o tym ,że będę do niej dzwonić? - Pytam zdziwiona.
- Przechodziłam obok waszego pokoju i pomyślałam ,że zajrzę. Ja zadzwonie po Marianne a ty idź mu zanieś te bokserki bo zaraz mu jaja zamarzną.
Idę do garderoby i biorę z nich bokserki Peety po czym wracam do łazienki. Mój narzeczony siedzi tam gdzie siedział. Podchodzę do niego i podaję mu bieliznę. Pomagam mu je założyć.
- Peeta, dzieciaku. Za chwile przyjedzie Marianne. - Do łazienki wchodzi Johanna.
- Super. - Fuka.
- Czyżby Peetuś bał się teściowej? - Mason wybucha głośnym śmiechem. Piorunuję ją wzrokiem. - A może ty się lekarzy boisz, co? - Duka przez śmiech.
- Johanno, zobacz czy Cię nie ma na dole. - Warczę.
- Serio? - Wyciera łzy które spłynęły podczas śmiania się. - On się boi... - Ponownie wybucha śmiechem. - Lekarzy?! - Łapie się za brzuch i nadal się śmiejąc kładzie się na kafelkach.
- Bardzo śmieszne. - Staram się być poważna jednak czuję lekki uśmiech który wkradł się na moje usta. Zerkam na blondyna który mierzy mnie wściekłym wzrokiem. Nachylam się nad nim i lekko całuję w czoło. Do łazienki wchodzi moja mama, nie zauważając Johanny, skutkiem czego Mason dostała drzwiami w ramie i biodro.
- Przepraszam. - Moja mama pomaga jej wstać a Johanna nadal się śmieje. - Wszystko w porządku? - Pyta.
- Tak... tylko on się ich boi. - Wybucha jeszcze większym śmiechem i chwiejnym krokiem opuszcza łazienkę.
- Peeta, możesz ruszać nogą? - Kuca obok niego.
- Mogę i nie rozumiem po co takie wielkie halo z tego robicie. - Warczy.
- Zawsze mogło Ci się stać coś poważniejszego. - Kładę rękę na jego ramieniu.
- Gdybym się skaleczył w palec też wezwałabyś lekarza?
- Gdyby było to coś poważnego to tak. - Mówię pewnie.
- Noga nie jest złamana. Jest tylko poważnie rozcięta więc trzeba szyć. - Mama wyjmuje ze swojej torby apteczkę i wyciąga z niej igłę i nitkę.
- Mamo, daj mu coś znieczulającego.
- Dam radę, Katniss. Nie jestem dzieckiem. Nie chce nic znieczulającego. - Cedzi.
- Dobrze, ale ostrzegam ,że będzie bardzo boleć. - Mama zaczyna szyć. Widzę jak Peeta zaciska pięści. Chciałabym mu jakoś pomóc, niestety nie mogę. Kładę rękę na jego głowie i delikatnie go głaszczę. Patrzy na mnie zdenerwowanym wzrokiem. Nachylam się i delikatnie całuję go w policzek.
Mimo ,że rana nie była duża, szycie zajęło pół godziny. Mama chciała przywieść mu kule ale on kategorycznie odmówił. Nie wiem co go ugryzło. Cały czas jest zdenerwowany i nic nie mówi. Leży na łóżku i tępo patrzy się w ścianę. Siedziałam z nim godzinę, nieraz próbowałam nawiązać z nim rozmowę, jednak on nie odpowiadał.
Teraz siedzę z Annie, Johanną i Willem w salonie. Chłopaki poszli do Peety a Haymitch i Effie... pewnie robią coś interesującego.
- Ten Mellark to kawał cioty i tyle. - Kwituje Johanna.
- Peeta nie jest ciotą. - Bronię go.
- Jak nie to jak wytłumaczysz ,że lekarzy się boi?
- Hmm, może dlatego ,że był osaczony? - Warczę.
- No i co to ma wspólnego? - Dopytuje.
- Ktoś mu ten jad musiał wstrzykiwać! - Krzyczę.
- Katniss, na miłość boską, nie krzycz tak. - Do salonu wchodzi szczęśliwa Effie. - Z Haymitchem chcemy wziąć ślub po świętach! - Piszczy uradowana. Annie słodko zachichotała, podeszła do kobiety i mocno ją uścisnęła.
- Haymitch już wie ,że nie jest ojcem Mii? - Pyta Johanna.
- Jeszcze nie. - Spuściła głowę. Do salonu wparował wściekły Abernathy.
- Effie? Co Mason mówi? - Warczy.
- Nie jesteś ojcem Mii, pacanie. - Johanna wstała, poprawiła bluzkę i wyszła.
- Haymitch, to nie tak. - Po jej policzkach spływają łzy.
- A do cholery jak?! Effie, przez rok zajmowałem się twoim dzieckiem myśląc ,że jest też moje! Jak mogłaś mnie wrobić w dziecko?! Jesteś taka sama jak przez tymi cholernymi igrzyskami! Myślisz tylko o sobie i nie obchodzi Cię zdanie innych! - Wrzeszczy.
- Ale to nie tak... ja myślałam ,że to ty jesteś jej tatą. - Szlocha.
- Skąd niby to wiedziałaś?! Szukałaś darmowej opiekunki dla dziecka, to Ci się udało! Jak chcesz to mogę Ci dać listę bogatych mężczyzn który chętnie zajmą się twoim dzieckiem!
- Haymitch, naprawdę myślałam ,że...
- Zamknij się! Nie obchodzi mnie co teraz z nią zrobisz ale nie chcę was więcej widzieć! Masz czas do jutra żeby się wyprowadzić! - Wściekły wychodzi z domu.
Patrzę na Effie, która klępa na podłodze z twarzą schowaną w dłoniach. Nim zdążę cokolwiek powiedzieć, kobieta jest mocno ściskana przed Annie. Patrzę na nie przez chwilę.
- Effie, musisz się uspokoić. Na razie będziesz mieszkała z moją mamą. Mii jeszcze nie ściągaj, nie powinna widzieć Cię w takim stanie. Zrobię wszystko żeby was pogodzić, tylko musisz dać mu czas. - Mówię po chwili.
- Zniszczyłam sobie życie. - Szlocha. Podchodzę do niej i lekko przytulam.
- Będzie dobrze. - Annie delikatnie głaszcze ją po plecach.
Leżę w łóżku koło Peety. Chłopak jest odwrócony do mnie plecami. Gdy po kłótni Haymitcha i Effie, przyszłam do blondyna opowiedzieć mu o tym, uznał ,że jest zmęczony i idzie spać. Wiem ,że jest zły ale nie wiem na co. Przecież nie zrobiłam nic złego... chyba. Doskonale wiem ,że nie śpi, dlatego postanawiam spróbować z nim porozmawiać.
Podnoszę rękę, kładę na ramieniu blondyna i delikatnie jadę nią w górę i dół. Peeta niemal od razu odsuwa się ode mnie. Mocno wkurzona, siadam na łóżku.
- Przestań zachowywać się jak małe dziecko i powiedz mi o co Ci chodzi. - Warczę.
- Nic, po prostu mam zły dzień. - Odwdzięczył się tym samym.
- To może nie wyżywaj się na mnie. Z tego co wiem to nie przeze mnie rozwaliłeś sobie nogę! - Krzyczę.
- Matko, Katniss, chyba mam prawo mieć zły dzień. Zresztą Haymitch też nie ma najlepszego. - Ostatnie zdanie dodał nieco ciszej.
- Wiesz chociaż czemu Haymitch chodzi taki wkurzony? - Warczę przez zaciśnięte zęby. Chłopak w odpowiedzi pokręcił głową. - Bo do cholery dowiedział się ,że nie jest ojcem Mii!
- Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?
- A chciałeś ze mną rozmawiać? - Rzuciłam mu wściekłe spojrzenie. Wstałam z łóżka, podeszłam do garderoby, wyciągnęłam z niej kurtkę i wyszłam z pokoju. Nie mam zamiaru spędzić dnia na znoszeniu humorków Peety. Jeżeli ma zły dzień, nie musi wyżywać się na mnie.
sobota, 21 listopada 2015
Rozdział 85 "Kapitol"
Następny rozdział będzie w sobotę (28.XI.2015)
*Oczami Katniss*Budzę się cała odrętwiała. Peeta nadal śpi wtulony we mnie. Spoglądam na Annie. Dziewczyna śpi na poduszce a Finnick nadal leży przytulony do jej pleców. Lekko się przeciągam. Czuję ,że Peeta się porusza.
- Maatko, moje plecy. - marudzi.
- Czekamy aż się obudzą czy idziemy do domu? - szepczę.
- Nie chce mi się. - wtula się we mnie.
- Można ciszej? Ludzie tu śpią. - Rudowłosa poprawia poduszkę.
- Annie, nie bolą Cię plecy? - pytam.
- Nie. Wiesz... jego głowa jest pozbawiona mózgu skutkiem czego jest leciutka. - chichocze.
- Kto nie ma mózgu? - mówi Finnick ziewając.
- Ty, a teraz złaź z moich pleców.
- Widzisz Peeta? Kobieta mnie wyzywa od bez mózgów, przytul! - Odair wstaje i przytula się do mojego narzeczonego.
- Puszczaj. - śmieje się.
- Doszłam do wniosku ,że Finnick to idealna, darmowa niańka. Małym dzieckiem się zajmie, dużym też nie pogardzi. Nie chce pieniędzy a jak dziecko zwraca to nawet podziękuje za to ,że mógł się nim zająć. - chichoczę.
- Szczerze mówiąc, mała wypłata byłaby mile widziana. - szczerzy się.
- Zajmujemy Ci czas i ratujemy od nudy, nie wystarczy? - Peeta obejmuje mnie ramieniem.
- Oj... no nie wiem.
Chłopaki robią śniadanie a ja i Annie składamy koce i chowamy poduszki. Sprzątanie tego zajmuje nam dobre pół godziny. Gdy wszystko jest na miejscu, grzecznie idziemy na śniadanie.
Finnick stoi przy kuchence i gotuje chyba omlet a Peeta zaparza kawę. Podchodzę do narzeczonego i delikatnie całuję go w policzek.
- Złożyłyście już koce? - odwraca się w moją stronę i kładzie swoje ręce na mojej talii.
- Tak. Nawet poduszki schowałyśmy. - zarzucam mu ręce na szyję.
- Katniss, chodź do łóżka! - mówi Finnick uwodzicielskim głosem.
- Co ty bredzisz? - pyta Annie.
- Jestem jasnowidzem i wiem ,że zaraz Peeta to powie. - Odair podchodzi do żony, podnosi ją i obraca się wokół całując ją w szyję.
- Robi się niebezpiecznie. - śmieje się mój narzeczony obejmując mnie ramieniem. Pukanie do drzwi zmusza Finnicka do odstawienia Annie i otworzenia gościowi. Peeta podchodzi do kuchenki i wyłącza gaz.
- Witaj Finnick! - to trajkotanie rozpoznam wszędzie. Effie postanowiła odwiedzić Odairów. - Jest u Ciebie Katniss lub Peeta? - pyta.
- Jest i Katniss i Peeta. Zapraszam. - słyszę obcasy kobiety stukające o podłogę. Już po chwili pierwsza dama pojawia się w kuchni.
- Och, Katniss, Peeto! Mam dla was świetną wiadomość! - cała aż tryska radością. - W sumie to nie tylko dla was! Cała wasza czwórka oraz twój brat Peeto i Johanna wraz ze mną polecicie do Kapitolu!
- Po co? - pytam.
- Niektórzy zapomnieli o Głodowych Igrzyskach oraz o tym co wy przeszliście.
- To chyba dobrze ,że ludzie starają się o tym zapomnieć, prawda? - na twarzy Annie pojawia się grymas.
- No właśnie nie! Doszło do tego ,że ludzie już nie wiedzą kim są Nieszczęśliwi Kochankowie z Dwunastego Dystryktu!
- Chyba rozumiem o co Ci chodzi, Effie. Ludzie zapominają o osobach które umarły na arenie. - Peeta podchodzi do mnie i obejmuje od tyłu w pasie.
- Dokładnie tak macie sobie to tłumaczyć! A teraz idźcie się spakować bo za dwie godziny lecimy.
- A co z Willem, Lily i Mią? - pytam.
- Finnick i Annie muszą wziąć Willa ze sobą. Mia zostanie w dwunastce z moją dobrą przyjaciółką która przyjedzie tu z Kapitolu. Katniss jak chcesz to mogę jej wcisnąć Lily.
- Chyba nie mam wyjścia. - wzdycham.
- Tu macie grafiki na najbliższy miesiąc. - każdemu podaje mały zeszycik.
- Na miesiąc?! - pytam zdziwiona.
- Tak, na miesiąc. - szeroko się uśmiecha.
- Przecież za miesiąc są święta. - odzywa się Annie.
- Święta Bożego Narodzenia spędzimy w Kapitolu w Willi Haymitcha.
- A Lily i Mia mają spędzić święta same, tak? - warczę.
- Oczywiście ,że nie! Przecież do świąt został miesiąc a lepiej żeby chodziły ten miesiąc do szkoły. Tydzień przed świętami moja przyjaciółka z nimi przyjedzie do Kapitolu. - szczerzy się. - Macie jeszcze jakieś pytania? - uważnie nam się przygląda.
- Czemu tak długo tam mamy być? - pytam cicho.
- Bo przecież w tydzień nie uda wam się być na wszystkich sesjach, wywiadach oraz bankietach.
- Serio? Muszę być na bankietach? - patrzę na nią błagalnie.
- Oczywiście. Peeta nie może wygłaszać przemówienia.
- Słucham?! Jakiego przemówienia? - dziwi się chłopak.
- Wygłosisz przemowę na bankiecie ku czci zmarłym podczas rebelii.
- Nie może Finnick jej wygłosić? - marudzi.
- Nie może ,ponieważ on nie ma takiego daru do mówienia jak ty. A teraz wybaczcie mi muszę spakować jeszcze kosmetyki. Widzimy się za dwie godziny przy bramie Wioski Zwycięzców.A i jeszcze jedno małe pytanko. Co się stało z waszymi twarzami? - zerka na chłopaków.
- Zabawy dzieci, Effie. - chichoczę.
- Dobrze... dam wam specjalne kosmetyki które powinny to na jakiś czas zakryć. Matko, jak ktoś was zobaczy to jeszcze puści jakieś zbereźne plotki! - ze swojej torby wyciąga coś co wygląda jak plastelina i coś podobnego do pudru. - Robiliście kiedyś wazony z gliny? - pyta.
- Tak. - odpowiadamy chórkiem. Pamiętam jak kiedyś tata zabrał mnie do swojej koleżanki. Mieliśmy jej pomóc robić naczynia z gliny. Muszę przyznać ,że to było bardzo przyjemne.
- Super. Tu macie plastelinę charakteryzatorską. Musicie ją rozgrzać i bez problemu przyklei się do skóry. Potem pokryjcie to kamuflażem odpowiednim do ich karnacji i pokryjcie pudrem. Dacie radę czy ja mam to zrobić? - pyta podając mi tą plastelinę i parę małych pojemniczków.
- Spokojnie, Effie, damy radę. - uśmiecham się do niej.
- W takim razie widzimy się za dwie godziny. - odwzajemnia uśmiech i wychodzi.
- Katniss, ty to im nałóż a ja pójdę spakować mnie, Willa i Finnicka, okey? - Annie uśmiecha się do mnie. Odwzajemniam uśmiech i kiwam głową. Rudowłosa całuje swojego męża w policzek i wychodzi.
- To kto pierwszy? - pytam machając do nich ręką w której trzymam plastelinę charakteryzatorską. Chłopaki rzucają sobie krótkie spojrzenie. - Peeta? - ciepło się do niego uśmiecham. Chłopak wzdycha i siada na krześle. Odrywam kawałek plasteliny, rozgrzewam ją i przykładam do jego policzka. Delikatnie wyrównuję brzegi tak aby nie było różnicy między jego skórą a policzkiem. Nie znajduję koloru w kamuflażach podobnego do karnacji Peety, dlatego mieszam ze sobą dwa odcienie. Ku mojej uciesze wychodzi kolor zbliżony do jego skóry. Dodaję jeszcze trochę jaśniejszego odcieniu. Kolor który wyszedł z tej mieszaniny jest bardzo podobny do karnacji blondyna. Delikatnie wklepuję mu maź na policzek.
- Widzisz, Mellark? Już nie musisz panikować ,że masz na policzku... coś co przemilczę bo jestem dżentelmenem. - Finnick dumnie się uśmiecha.
Spakowani stoimy przed bramą do Wioski Zwycięzców. W naszym kierunku idzie Effie z czterema mężczyznami którzy trzymają jej walizki i torby oraz Mią i jakąś kobietą. Podejrzewam ,że ta kobieta to jej przyjaciółka. Lily stoi przede mną i mocno się do mnie przytula. Chciała lecieć z nami ale niestety nie może. Za mną stoi Peeta z głową na moim ramieniu.
- Katniss, nie jedźcie. - szepcze Lily wtulona we mnie. Kucam i mocno ją przytulam.
- Zobaczymy się zanim się obejrzysz. - całuję ją w policzek. - Jak tylko wrócimy, pojedziemy do czwórki na wakacje. - głaszczę ją po głowie.
- Ja też? - pyta cicho.
- Bez Ciebie nigdzie się nie ruszamy. - lekko się uśmiecham.
- Kochani, to jest Clementina, moja przyjaciółka. - przyjaciółka Effie jest ubrana cała na różowo. Różowe włosy ma mocno tapirowane, dzięki czemu wyglądają jak wata cukrowa. Ciemno różowa garsonka skutecznie zniekształca jej ramiona, biodra oraz piersi. Oczywiście jakby to mogło być gdyby tego stroju nie dopełniały wysokie, jasnoróżowe szpilki. - A teraz chodźcie bo się spóźnimy na poduszkowiec. - trajkocze. Obraca się na pięcie i idzie w kierunku z którego przyszła.
- Zaraz, zawracamy? - pyta jeden z mężczyzn którzy noszą bagaże Trinket.
- A widzi gdzieś tu Pan poduszkowiec? - chichocze.
- Pani wybaczy ale już nie możemy tego nieść. - stawia na betonie jej cztery torby.
- A to niby dlaczego?
- Za dwie minuty kończy się czas i musimy wracać.
- Zapłacę wam podwójnie.
- Przykro nam, nie możemy już Pani pomóc. - mężczyźni stawiają na ziemi formy oraz walizki i odchodzą.
- No i co ja mam teraz z tym zrobić? Przecież tego nie uniosę. - skrzeczy. - Peeta, Finnick, Peter weźcie to. - ręką wskazuje na swój bagaż.
- Jakbyś nie widziała już dźwigamy bagaże. - Peter wskazuje głową na torby.
- Musisz sobie sama radzić. - mówi Finnick.
- Przecież nie zostawię tu tych walizek! Tam jest moja cała kolekcja kosmetyków, suszarek oraz biżuterii! - trajkocze.
- Nie panikuj już tylko pomóż mi to nieść. - podchodzę do jej bagażu i biorę dwie torby oraz dwie walizki. Johanna bierze dwie duże torby i cztery małą walizki a Annie ze względu na to ,że na rękach ma synka, bierze jedną torbę. Resztę bierze Effie, dziewczynki oraz Peeta.
Siedzimy w poduszkowcu już od dwóch godzin. Zerkam na Peetę który leży z głową na moich kolanach i patrzy w sufit. Delikatnie odgarniam mu głosy z czoła a on przenosi na mnie swój wzrok. Posyłam mu delikatny uśmiech. Łapie mnie za rękę, kładzie ją na swojej klatce piersiowej i przykrywa swoją. Wolną dłoń kładę na jego głowie i delikatnie głaszczę. Chłopak przymyka oczy i lekko się uśmiecha.
- Matko, jak jesteście tacy stęsknieni za swoimi.,. ciałami to idźcie do kibla. Możecie to robić nawet w sterowni ale błagam - oszczędźcie mi tego widoku. - na koniec swojej wypowiedzi, Johanna udaje ,że wymiotuje.
- O, a jeśli chodzi o kibel to... idziemy. - Peter figlarnie się uśmiecha, przerzuca Mason przez ramie i idzie z nią do toalety.
- Chciałabym być już w Kapitolu. - szepcze rudowłosa wtulona w męża.
Swoją drogą jestem ciekawa czemu akurat teraz musimy lecieć do Kapitolu. Nie moglibyśmy zrobić tego po świętach? Szczerze mówiąc wolałabym spędzić święta w dwunastce niż w stolicy Panem. Wątpię bym potrafiła się tam wczuć w świąteczny klimat. Znając mieszkańców Kapitolu pewnie będą wyglądać jak choinki - dosłownie. Ulice w stolicy Panem podczas świątecznego okresu, wyobrażam sobie jak cukierkową krainę. Spod ziemi będą wyrastać wielkie, cukrowe laski, na drzewach będzie rosnąć wata cukrowa a wszystkie domy będą wyglądać jak z piernika. Mam nadzieję ,że moje wyobrażenia co do świąt w Kapitolu się nie sprawdzą.
Ciepłe usta muskające moją szyję wyrywają mnie z objęć Morfeusza. Mozolnie otwieram oczy. Peeta stoi przede mną i z szerokim uśmiechem mi się przygląda. Zakłada mi włosy za ucho i lekko cmoka w czubek nosa.
- Już jesteśmy w Kapitolu, kochanie. - uśmiecha się. Wstaję z kanapy i razem z Peetą opuszczamy poduszkowiec.
Przed poduszkowcem stoi około dziesięciu mężczyzn trzymających nasze bagaże. Widzę Haymitcha mocno ściskającego swoją narzeczoną. Lekko się uśmiecham na ten widok.
- Stoisz koło Peety Mellark'a a gapisz się na Haymitcha? - Johanna lekko mnie klepnęła w plecy. - Jak będziesz mu to wynagradzać to nie jęcz za głośno. - obejmuje mnie ramieniem. Czuję ,że się rumienię.
- Haymitch, muszę Ci coś powiedzieć... - Zaczęła Effie.
wtorek, 10 listopada 2015
Rozdział 84 "Noc Filmowa"
Wyrywam dłoń z uścisku Peety i idę w stronę wysokiego mężczyzny. Słyszę wołanie blondyna ale nie reaguje. Gdy Peeta woła mnie jeszcze raz, o wiele głośniej, mężczyzna odwraca się w moją stronę. Nie wierzę... to...
- Finnick! - W moim głosie słychać nadzieję i strach przed tym ,że to tylko kolejny, głupi sen.
- Katniss! - Mężczyzna szeroko się uśmiecha. Gdy jesteśmy już wystarczająco blisko, przytulamy się.
- Finnick, gdzie ty byłeś przez te dwa lata? - Pytam łamiącym głosem.
- W szpitalu na rehabilitacji. Twoja strzała odgoniła zmiechy. Myślałem ,że tam umrę. Zresztą... nie wiem jakim cudem przeżyłem. Widzisz tą bliznę? - Palcem wskazuje na swoją szyję. - To pamiątka po paskudnym zmiechu. W ostatniej chwili pojawiła się Muriel i właściwie to dzięki niej żyję.
- Katniss! - Słyszę krzyk Peety za sobą.
- Peeta, to Finnick! - Czuję ,że po policzkach spływają mi łzy.
- Przecież Finnick nie... - Przerywa. - Matko... Odair... - Patrzy na niego jakby zobaczył ducha.
- Tak trochę zimno tu jest. Możemy iść do domu czy wolicie tak stać i patrzeć na mnie jak na ducha? - Patrzy na nas z uśmiechem.
- Jasne... chodźmy. Wolisz iść do nas czy od razu do Annie? - Lekko się uśmiecham.
- Annie tu jest? - W jego oczach pojawił się jakiś dziwny blask.
- Nie tylko ona. Twój syn również.
- Jak... jak to mój? Przecież nie było mnie dwa lata...
- A nasz chrześniak ma ładne dwa latka. - Peeta szeroko się uśmiecha.
- Jesteście jego rodzicami chrzestnymi? - Pyta z szeroko otwartymi oczami.
- Nie było Ci zimno? Chodź, zaraz zobaczysz swojego syna. - Chwytam go za nadgarstek i ciągnę w stronę domu Annie.
Otrzepuję buty i pukam do drzwi. Annie najwyraźniej jest zajęta ,ponieważ krzyczy "Drzwi są otwarte". Wchodzę do środka i ściągam buty.
- Przyprowadziliśmy Ci gościa. Mam nadzieję ,że się nie gniewasz. - Mówię.
- Oczywiście ,że nie. - Wychodzi z salonu z Willem na rękach. - Witam. - Mówi patrząc na syna.
- Witaj, kochanie. - Finnick szeroko się uśmiecha. Annie podnosi głowę i patrzy na Odaira. Przykłada rękę do ust i zaczyna cicho chlipać. Podchodzę do niej i biorę Willa na ręce.
Finnick rozkłada ręce i patrzy wyczekująco na swoją żonę. Rudowłosa niemal od razu biegnie do niego i mocno go przytula.
- Finnick, idioto czemu się nie odzywałeś! - Odzywa się po chwili.
- Wiesz... tak jakby nie miałem jak. - Lekko się uśmiecha.
- Jak nie miałeś jak? - Szepcze. Odair odsuwa ją od siebie i wskazuje na bliznę na szyi.
- Trochę trudno było mówić z grubym bandażem na szyi. - Na jego twarzy pojawia się grymas. Annie staje na palcach i lekko cmoka ustami jego bliznę na szyi.
- Finnick, ktoś jeszcze chciałby Cię zobaczyć. - Oczy wszystkich są skierowane na mnie. Ruchem głowy wskazuję na Willa.
- To nasz syn. - Mówi cicho rudowłosa. Odair podchodzi do mnie a ja podaję mu Williama. Na początku chłopiec uważnie przygląda się tacie, ale już po chwili go poznaje i mocno się w niego wtula.
Od powrotu Finnicka minął tydzień. Zamieszkał u Annie i swojego synka. Mały szybko się przywiązał do taty. Odair sprawuje się świetnie w roli ojca. Annie ma teraz o wiele więcej czasu ,ponieważ jak to uznał ojciec jej dziecka za dużo go ominęło by mógł sobie pozwolić na niezajmowanie się synem. Od dawna nie widziałam tak szczęśliwej Annie. Od niej po prostu czuć radość.
Dzisiaj Lily śpi u Johanny i Petera, tak jak William. Z Annie postanowiłyśmy zrobić sobie noc filmową a jako ,że chłopaki nie mieli wyboru - będą nam towarzyszyć. Z początku Finnick był sceptycznie nastawiony do zostawienia syna pod opieką kogoś innego niż kogoś z naszej czwórki ale po długich namowach Annie, uległ.
Ja i Annie miałyśmy zając się wybieraniem filmów. Wybrałyśmy trzy dramaty romantyczne oraz trzy horrory. Chłopaki mieli zająć się jedzeniem. Nasza noc filmowa ma się zacząć o 20.00. Męska część ustaliła ,że będą siedzieć w bokserkach i jakiś śmiesznych koszulkach które miała załatwić im Johanna.
Robię z Annie małe kanapeczki a chłopaki rozkładają w salonie koce na których będziemy siedzieć. Kładę przekąski na talerz i zanoszę do salonu. Gdy przekraczam próg pokoju moim oczom ukazuje się Peeta wojujący z kocem.
- Peeta, co ty robisz? - Wybucham śmiechem.
- Staram się rozłożyć ten koc.
Odwracam się i kładę na stoliku który teraz jest podsunięty pod okno, talerz.
Huk jest tak głośny ,że aż podskakuję przestraszona. Odwracam się i moim oczom ukazuje się Peeta leżący jak długi na podłodze zawinięty w koc. Wybucham głośnym, niepohamowanym śmiechem.
- Katniss, pomóż mi. - Mówi przez śmiech. Kiwam głową i podchodzę do niego. - Pomóż mi a nie się chichrasz! - Śmieje się.
- Peeta, czemu się tak... - Do pokoju wchodzi Finnick i wybucha głośnym śmiechem. - Miałeś rozłożyć ten koc a nie się w niego zawinąć! - Duka przez śmiech.
- Nie planowałem tego. A teraz mi pomóżcie. - Chichra się.
Cały czas się śmiejąc pomagamy wydostać się Peecie z koca. Udając obrażonego siada na kanapie i ogłasza ,że nie będzie już nigdy więcej rozkładał koców.
Nasza noc filmowa zaczęła się z lekkim opóźnieniem. Finnick chciał zrobić jakąś sztuczkę i tak ją zrobił ,że połamał stół oraz zbił talerz z kanapkami które wylądowały na podłodze. W nagrodę dostał ścierkę, mopa oraz młotek i gwoździe. Oczywiście okazało się ,że stołu nie da się naprawić i jutro ma robić nowy z Peetą.
Teraz siedzimy na kocach i oglądamy jakiś horror. Annie siedzi oparta o kanapę, schowana za wielką poduszką, Finnick siedzi koło swojej żony chichrając się z różowej koszulki Peety z napisem "Bzzzyk doradza: Bzykanie odmładza". Odair dla odmiany ma jasnoróżową koszulkę z napisem "Najlepsza babcia na świecie!". Siedzę oparta o kolana Annie a Peeta leży z głową na moim brzuchu. Mój narzeczony bawi się w "zbawiciela" i co jakiś czas daje złote rady głównemu bohaterowi filmu w stylu "Nie idź tam" lub "On tam jest".
Po jakimś czasie Peeta zasypia. Oczywiście Finnick wpadł na genialny pomysł i szuka teraz czarnego mazaka. Po jakimś czasie Odair wraca z flamastrem z ręce.
- Katniss, przytrzymaj mu głowę. - Szepcze. Delikatnie głaszczę go po policzku jednocześnie pilnując by nie ruszał głową. Finnick rysuje mu monobrew, wąsy oraz męskie przyrodzenie na policzku.
- Mam nadzieję ,że to nie jest mazak permanentny. - Mówię cicho uważnie przyglądając się Finnickowi. Chłopak patrzy na mnie dziwnym wzrokiem.
- Ym... oczywiście ,że nie. Jakby się pytał kto go wymazał to nie ja! - Podaje mi marker i wybiega z pokoju.
Na moje nieszczęście Peeta budzi się niemal od razu. Jego wzrok zatrzymuje się na mazaku który trzymam w ręce.
- Po co Ci to? - Pyta.
- Prezent od Finnicka. - Chichocze Annie.
- Co on z tym chciał zrobić? - Chłopak jest mocno zdezorientowany.
- Kochanie, nie co chciał zrobić a co zrobił. Na twoim miejscu poszłabym zobaczyć się w lustrze i więcej nie zasypiać w towarzystwie Odaira. - Całuję go w czysty policzek.
Peeta szybko się podnosi i idzie do łazienki. Ja i Annie oczywiście idziemy na nim.
Chłopak nie zamyka drzwi, więc widzimy jego reakcję na "dekorację" na jego twarzy.
- Gdzie jest Odair? - Pyta udając obrażonego, jednak w jego głosie słychać śmiech.
- Nie ma mnie! - Krzyczy Finnick wybiegając na dwór. Peeta rusza za nim. Nie zdążył nawet założyć butów. Z Annie zakładamy kurtki, buty i wychodzimy za chłopakami.
- Pobiegli tam. - Rudowłosa wskazuje na mojego narzeczonego biegnącego w stronę bramy od Wioski Zwycięzców.
- No to pięknie. - Wzdycham. - Biegniemy po nich czy czekamy? - Pytam.
- O nie, ja nigdzie nie idę. Katniss, jest zimno a oni są w samych koszulkach i gaciach, zaraz wrócą. - Annie lekko się uśmiecha i wchodzi do domu. Stoję jeszcze chwilę przed drzwiami. Kiedy mam wejść do środka, słyszę krzyk Peety "Odair, i tak Cię dopadnę!". Momentalnie odwracam się w stronę chłopaków. Wymazany Finnick ucieka przez moim narzeczonym który trzyma w ręce czarny marker.
Peeta zauważając mnie, potyka się o coś skutkiem czego wypada mu marker. Finnick szybko go podnosi i zaczyna gonić Mellarka. Mój ukochany biegnie w moją stronę a Odair zaraz za nim. Nim zdążę cokolwiek zrobić, staję się żywą tarczą.
- Katniss, chroń mnie! - Chichra się Peeta.
- Szczerze mówiąc jest mi zimno. Możecie się dokończyć bawić w domu? - Pytam pocierając dłońmi ramiona.
Peeta nadal chowając się za mną, wchodzi do domu. Idę do salonu i siadam koło Annie.
- Uspokoili się? - Pyta widząc wchodzącego do pokoju Peete.
- Bardzo. - Wzdycham. Dopiero teraz zauważam zdarte kolano Peety i podartą koszulkę. - Kochanie, ty się tam z kimś biłeś? - Zwracam się do blondyna.
- Szczerze Ci powiem ,że bieganie po ciemku nie jest zbytnio bezpieczne. - Siada koło mnie.
- Ooo, mój mały Peetuś. - Przytulam go, śmiejąc się.
- Nigdy więcej nic mu nie zrobię jak będzie spał. - Do pokoju wchodzi zrezygnowany Finnick.
- Co Ci się stało z twarzą? - Annie wybucha śmiechem.
- Ten osobnik. - Ręką wskazuje na Peete. - Się stał. Czym mogę to zmyć?
- Olejkiem z drzewa herbacianego. Will parę razy się umazał markerem i musiałam mu to zmywać. Niestety właśnie mi się skończył, więc rano pójdziesz z Peetą do sklepu po niego. - Rudowłosa szeroko się uśmiecha.
- Jak to ja i Peeta? Przecież staniemy się pośmiewiskiem dystryktu. - Marudzi.
- Było się nie mazać. - Mówię z uśmiechem. - Ale popatrzcie na to z drugiej strony. Nikt w tym dystrykcie Was nie zapomni. - Wybucham śmiechem.
Annie włącza jakiś dramat romantyczny. Chłopaki szybko zasypiają. Peeta śpi z głową na moim ramieniu a Finnick śpi z głową na plecach Annie, która leży na kocu, na brzuchu i z zaciekawieniem ogląda film. Opieram się o głowę Peety i zamykam oczy. Zasypiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)