*Oczami Katniss*
Od ponad trzech tygodni mieszkam u mamy. Nie byłam w stanie codziennie mijać Peety w domu. Effie odwołała wszystkie sesje związane ze mną i Mellarkiem. Długo ją o to błagałam, jednak w końcu się zgodziła. Przez najbliższe tygodnie będę widywać się z blondynem tylko na bankietach oraz na wigilii, otwarciach różnych obiektów kulturowych oraz występach. Tylko lub aż. Następnym wydarzeniem na którym spotkam Peete jest bankiet za tydzień dni. Szczerze mówiąc, najchętniej nie wychodziłabym z pokoju. Ostatnio Johanna uznała ,że wyglądam jak chodząca depresja a łóżko to moja nowa miłość. Mama, Effie, Annie i Johanna próbują mnie przekonać do powrotu do Mellarka. Wręcz wymagają tego ode mnie. One nie rozumieją tego jak się czuję słuchając oskarżeń Peety ,że niby go zdradzam. Nie wiedzą jak to jest gdy osoba którą kocha się nad życie nie ufa Ci. Poza tym, dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. W moim przypadku byłby to bodajże trzeci raz. Każdy zasługuje na szansę tylko czy Mellark nie dostał ich już za dużo?
Za dwa dni są święta Bożego Narodzenia, które Haymitch organizuje u siebie w domu. Na początku Abernathy nie chciał zapraszać Effie, jednak po paru godzinnym wykładzie, który zrobiłam mu wraz z Annie i Johanną, zgodził się.
Podczas mojej krótkiej nieobecności w życiu Will'a, mój chrześniak zaczął mówić. Oczywiście nie mówi płynnie jak dzieci starsze od niego o rok czy dwa, jednak zarówno ja jak i jego rodzice, jestem bardzo z niego dumna. Finnick kazał Johannie przystopować z przeklinaniem oraz mówieniem niecenzuralnych słów czy jego synu. Ze zdziwieniem wszyscy muszą przyznać ,że Mason nie przeklina już w ogóle i zrobiła się jakaś milsza.
Po jutrze do Kapitolu przyjeżdża Delly z Josh'em, którzy święta Bożego Narodzenia spędzą wraz z nami. Zatrzymają się w Willi Haymitcha i szczerze mówiąc nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Chociaż z drugiej strony, nie muszę spotykać się z nią akurat tam. Zawsze możemy się spotkać na mieście, prawda?
Siedzę w salonie, oglądając jakiś denny film. W ręce trzymam pudło lodów truskawkowych które w zastraszająco szybkim tempie, znajdują się w moim brzuchu. Nigdy nie zwracałam uwagi na to co jem i ile, ale w tym momencie cieszę się ,że lody nie mają dużo kalorii. W innym przypadku pewnie zamiast chodzić, toczyłabym się. Za jakieś piętnaście minut ma do mnie przyjść Annie z Johanną. Szczerze mówiąc, od mojej "wyprowadzki", nie widziałam się ani z Finnickiem ani z Peterem. Pytałam się dziewczyn czemu nie odzywają się do mnie ani nic, a one dały mi odpowiedź która wcale mnie nie pocieszyła, a mianowicie "Koło Peety trzeba teraz chodzić jak koło dziecka". Podobno, jak to ujęła Johanna, "Zachowuje się jak laska podczas okresu". Nie wiem do końca o co jej chodziło, ale chyba wolę nie wiedzieć.
Odstawiam puste już opakowanie po lodach, poprawiam bluzkę która podwinęła mi się na brzuchu i idę do kuchni. Podchodzę do szafki nad zlewem i wyjmuję z niej kubek. Wsypuję do niego cukier oraz wrzucam piramidkę herbaty i zaparzam herbatę. Z innej szafki wyjmuję czekoladowego batona i zaczynam go jeść. Gdy chcę wyrzucić papierek po smakołyku, słyszę głośne walenie w drzwi. Gdybym nie wiedziała kto to, pewnie teraz umierałabym ze strachu. Niechlujnie podchodzę do drzwi i je otwieram. Annie od razu rzuca mi się na szyję a Johanna jak zawsze zmierzyła mnie współczującym wzrokiem, którego szczerze nienawidzę. Te cholerne współczujące spojrzenia w cale mi nie pomagają, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej mnie dobijają.
- Jak się czujesz? - pyta cicho Annie.
- Tak samo jak wczoraj, przed wczoraj i trzy dni temu. - warczę.
- Ej, nie musisz być niemiła. - odzywa się Johanna. Dziewczyna się na chwilę zamyśliła. - Wiem! - krzyknęła. Z Annie posłałam jej pytające spojrzenie. - Idziemy na imprezę! - krzyknęła.
- Po co? - pytam zirytowana.
- W klocku mieszkasz czy co? No po co się chodzi na imprezy? - popatrzyła na mnie jak na kosmitę.
- Ja nie idę. - oznajmiła Annie. Johanna posłała jej zdenerwowane spojrzenie. - Muszę się zaopiekować Willem. Nie wiem czy pamiętasz, ale mam dziecko.
- Ja też nie idę. - powiedziałam.
- A mieszkajcie sobie dalej w tym klocku. - warknęła.
- O co Ci chodzi z tym klockiem? - pyta rudowłosa.
- Mieszkacie w szklanym klocku z, którego tylko patrzycie na ludzi ale same nic nie robicie. To smutne. - wyjaśniła. - Na starość będziecie żałować ,że całe życie spędziliście w domu i w ogóle się nie bawiłyście. Katniss, nie jesteś po ślubie, matką też nie jesteś, więc nie marnuj życia, rusz dupę i się zabaw!
- Czyli ja już nie będę mieć ciekawego życia ani żadnych przygód? - fuknęła Annie.
- Jezus Maria, nie łap mnie za słowa. Wciskamy się w obcisłe kiecki ,które ledwo zasłaniają nam dupy i w ,których cycki wychodzą górą i idziemy się zabawić!
- Nigdzie nie idę. - wzruszyłam ramionami.
- Okej. - machnęła ręką. - Dalej cierp po swoim jakże udanym związku z Mellarkiem i żyj w tym całym gównie.
- Johanna! - krzyknęła Annie.
- Zachowujecie się jak pieprzone emerytki! Ruszcie dupy, zaszalejcie i nie patrzcie na przeszłość!
- Chyba jednak wybieram opcje z lodami, książkami i filmami całe dnie. - powiedziałam zmieszana.
- Trzy tygodnie, Katniss. - powiedziała już spokojniej. - Trzy tygodnie zachowujesz się jak chodząca depresja. Jesteś blada, masz podkrążone oczy, wżerasz masę słodyczy mimo to nie możesz przytyć, tylko chudniesz. Nie pozwól żeby jeden nieudany związek popsuł Ci resztę życia. Nie mogę, ciemna maso, patrzeć jak staczasz się na dno. Nawet nie wiesz jak bardzo boli, patrzeć na przyjaciółkę w takim stanie. Poznaj kogoś, zaszalej, nie trzymaj się na siłę czegoś co może już nigdy nie wrócić. Postaraj się o nim zapomnieć. - położyła mi rękę na ramieniu.
- Czemu miłość jest taka do dupy? - pytam łamiącym się głosem.
- W miłości zawsze jest osoba cierpiąca. Nieważne czy cierpiała już wcześnie, czy nie, prędzej czy później będzie wyła przez swoją miłość. - powiedziała wpatrując się w punkt za mną.
- Johanno, między tobą a Peterem wszystko jest okej? - spytała cicho Annie.
- Tak, tak. Tylko lekko się posprzeczaliśmy. - starała się uśmiechnąć ale krzywo jej to wyszło.
- Mam pomysł. Pojedziemy do willi Haymitcha i tam zrobimy sobie noc filmową. Co wy na to? - pisnęła radośnie Annie.
- Przecież tam Peeta jest... - wymamrotałam.
- Nie musisz zwracać na niego uwagi. Dawno nie widziałaś się z chłopakami a Will bardzo za tobą tęskni.
- Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.
- To idealny pomysł! A teraz rusz dupę się ogarnąć i wychodzimy! - krzyknęła Johanna. Zrezygnowana zostawiłam dziewczyny na dole i poszłam do swojego pokoju się ogarnąć. Przecież Peety nie musi tam być, prawda?
*Oczami Peety*
Właściwie to jaki jest sens życia? Rodzimy się po to by umrzeć. Rodzimy się po to by popełniać błędy i ranić innych. Życie jest bardzo kruche, jedna niewłaściwa decyzja może je zniszczyć a co gorzej pozbawić. Jedna zła decyzja może zniszczyć wszystko. Słowa bolą o wiele bardziej niż czyny. Ból psychiczny jest o wiele gorszy od bólu fizycznego. Rany w psychice pozostają o wiele dłużej niż te cielesne. Złamana kość się zagoi i nie będzie po niej śladu, jednak przykre sytuacje zostaną z nami już do końca życia. Czy to jest odpowiednia kara za złe słowa i czyny? Czy nie jest ona za ostra?
Od paru dni leżę w tej samej pozycji na łóżku ,w którym jeszcze miesiąc temu spałem razem z Katniss. Jeszcze miesiąc temu byłem z Katniss ,która jednocześnie była moją najlepszą przyjaciółką i narzeczoną ,którą kochałem nad życie. Nadal kocham ją nad życie.
Patrzę na zdjęcie w mojej dłoni. Jestem na nim ja oraz Katniss. Stoimy na plaży w czwórce śmiejąc się z Will'a bawiącego się w morzu. Moja ukochana stoi koło mnie trzymając się za brzuch i głośno śmiejąc a ja stoję obok niej z szerokim uśmiechem i obejmuję ją ramieniem. Byliśmy szczęśliwi. Czemu to szczęście nie mogłoby trwać już zawsze?
Odkładam zdjęcie na szafkę nocną i chowam twarz w dłoniach. Tak bardzo za nią tęsknię.
- Ej Mellark, nie uwierzysz! - do mojego pokoju wpakował Finnick.
- Czego? - warknąłem. Od mniej więcej trzech tygodni, zapomniałem jak to być miłym dla innych.
- Zgadnij kto przyszedł! - krzyknął uradowany.
- Anne z żelkami? - spojrzałem na niego z nadzieją.
- Nie, twoja panna!
- Katniss? - spojrzałem na niego zszokowany.
- Nie, Effie. - powiedział spokojnie. Zawiedziony spuściłem głowę. - No jasne ,że Katniss!
- Co ona tu robi? - szybko wstałem z łóżka.
- Skąd mam wiedzieć? Słyszę ,że ktoś wchodzi do domu a jako ten dobry pan domu. - wyszczerzył się. - poszedłem sprawdzić. I co? Annie z Johanną przyprowadziły tu Katniss! - zaczął pchać mnie w stronę garderoby.
- Co mam robić?
- Idź się umyj bo cuchniesz gorzej jak na kanały w Kapitolu i ubierz się jakoś w miarę normalnie. - zlustrował mnie wzrokiem. - i się ogól.
- Okej. - zostawiłem go w mojej sypialni i pobiegłem do łazienki.
----
Nie było rozdziału od ponad miesiąca za co bardzo was przepraszam.
Wiem, rozdział jest krótki i kiepski. Nie mam w ogóle weny dlatego nie wiem kiedy pojawi się następna część. Postaram się wstawić jakiś rozdział w ferie (1.02. - 14.02)
Pozdrawiam,
Yoo9622.
sobota, 23 stycznia 2016
piątek, 22 stycznia 2016
Liebster Blog Award
Zostałam nominowana przez Marcela Weasley, za co bardzo dziękuję :).
1. Co lubisz robić w wolnym czasie.
W wolnym czasie lubię słuchać muzyki i czytać.
2. Czemu zaczęłaś pisać bloga?
Zaczęłam pisać go głównie z tego powodu ,że nie miałam co robić. Ogólnie wtedy kiedy zaczynałam pisać były wakacje, więc miałam mnóstwo wolnego czasu. Czytałam wtedy baaardzo dużo. Miałam mnóstwo pomysłów co do opowiadań i zaczęłam to zapisywać. W końcu po pewnym czasie pomyślałam ,że moje wypociny mogłyby zostać w pewnym sensie przez kogoś "docenione" i tak oto założyłam bloga i zaczęłam pisać.
3. Czytasz mojego bloga? Jak tak to co byś poprawiła?
Przepraszam, ale niestety nie czytam twojego bloga. Mniej więcej od około trzech miesięcy przerzuciłam się na czytanie na wattpadzie i teraz nie czytam prawie w ogóle na blogerze.
4. Podaj jeśli masz swoje ulubione filmy?
Uwielbiam ekranizację Igrzysk Śmierci, choć moim zdaniem jest ona mocno skrócona i poprzemieniana. Kocham też ekranizację Harrego Pottera (Podnosimy różdżki za Alana :'c). Z pojedynczych filmów to Dla Ciebie Wszystko, Twój na Zawsze, Poradnik Pozytywnego Myślenia, Love, Rosie oraz Dom nad Jeziorem.
Jeżeli jednak miałabym wybrać jeden ulubiony film to zdecydowanie byłby to "Dla Ciebie Wszystko"
5. Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga?
Byłam ciekawa opinii innych na moje opowiadania.
6. Jak masz naprawdę na imię?
Zuzia.
Nominuję:
1. Love Dream
2. Dolly
3. Rue Alison
5. Gabriela
6. Aaliyah Hunger Games
Pytania:
1. Ulubiony zespół?
2. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
3. Jakie jest twoje ulubione zwierze?
4. Jaki jest twój ulubiony kolor?
5. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
6. Co skłoniło Cię do pisania?
7. Jaka jest twoja ulubiona książka?
8. Jesteś optymistką, pesymistką czy realistką?
9. Jakie jest twoje ulubione polskie miasto?
10. Jaki jest twój ulubiony aktor/aktorka?
11. Jakich typów ludzi nie lubisz?
Pytania:
1. Ulubiony zespół?
2. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
3. Jakie jest twoje ulubione zwierze?
4. Jaki jest twój ulubiony kolor?
5. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
6. Co skłoniło Cię do pisania?
7. Jaka jest twoja ulubiona książka?
8. Jesteś optymistką, pesymistką czy realistką?
9. Jakie jest twoje ulubione polskie miasto?
10. Jaki jest twój ulubiony aktor/aktorka?
11. Jakich typów ludzi nie lubisz?
sobota, 12 grudnia 2015
Rozdział 87 "Nie ma miłości bez zaufania"
*Oczami Katniss*
Od dwóch godzin szlajam się po ulicach Kapitolu. Nie chce wracać do Willi Haymitcha ,ponieważ nie ma tam za miłej atmosfery. Mogłabym się zaszyć w sypialni mojej i Peety, ale nie mam ochoty wytrzymywać jego humorków. Pójście do domu mamy też odpada - Jest tam Effie, co równa się z moim pocieszaniem jej i słuchaniu obelg na życie. Mogłabym również spędzić czas z którąś z moich przyjaciółek, ale oczywiście dziś są zbyt zajęte swoimi facetami.
Mój telefon cały czas dzwonił. Był to Peeta. W ciągu mojej dwugodzinnej nieobecności zdążył zadzwonić już dwadzieścia razy. W końcu wkurzyłam się i wyłączyłam telefon.
Przechodzę koło sklepu z zabawkami dla dzieci. Weszłam na chwilę do środka, bo nie oszukujmy się, na dworze ciepło nie jest. Zaczęłam przeglądać pluszowe misie stojące na jasnoróżowej półce. W oko wpadł mi mały, biały miś przewiązany różową kokardką na szyi. Wzięłam go do ręki i lekko przycisnęłam do klatki piersiowej. Jest taki miękki. Przyłożyłam pluszaka do policzka i wtuliłam się w niego. Włożyłam dłoń do kieszeni i wyjęłam z niej portfel. Zerknęłam na cenę pluszaka i tyle samo wyjęłam z kawałka materiału. Podeszłam do kasy i zapłaciłam za niego. Miła starsza kobieta zapakowała pluszowego misia w przesłodką, różową torebkę i mi ją podała. Ciepło się do niej uśmiechnęłam i wyszłam ze sklepu.
Postanowiłam iść jeszcze do kawiarni na kawę. Im później wrócę do domu - tym lepiej.
Do domu wróciłam około 23.00. Powiesiłam na wieszaku kurtkę, zdjęłam buty i weszłam po schodach na górę. Cicho przeszłam obok pokoi współlokatorów i weszłam do sypialni mojej i Peety.
Delikatnie otworzyłam drzwi by nie obudzić mojego narzeczonego. Ku mojemu zdziwieniu, blondyn nie spał. Leżał z rękami pod głową i patrzył się na zegar wiszący nad drzwiami, by zaraz po moim wejściu do pokoju posłać mi zdenerwowane spojrzenie. Nic nie mówiąc, podeszłam do garderoby, zostawiłam tam pluszowego misia i wzięłam koszulę nocną. Wyszłam z pomieszczenia, zgasiłam światło i podeszłam do drzwi od łazienki. Gdy otworzyłam drzwi, mój narzeczony się odezwał.
- Gdzie byłaś? - spytał cicho.
- Na mieście. - odpowiedziałam obojętnie.
- Tak długo?
- Najwidoczniej.
- Katniss, do cholery jest już strasznie późno! Może u jakiegoś gacha siedziałaś, co? Wmawiasz mi ,że mnie kochasz, a rozkładasz nogi przed jakimiś innymi facetami! - krzyknął. Drzwi od naszej sypialni się otworzyły, a do pokoju wpadł Finnick.
- Peeta, do kurwy zamknij się! Jest środek nocy a ty robisz jej awanturę za to ,że później wróciła! Przez twój mądry móżdżek William się obudził i Annie musi go uspokajać!
- To nie moja wina ,że zapłodniłeś Annie!
Odair zrobił się cały czerwony. Zaczął szybciej oddychać i zacisnął dłonie w pięść. Powolnym krokiem szedł do łóżka. Widząc to, szybko podbiegłam do Peety i stanęłam przed nim.
- On nie miał tego na myśli. W sensie... nie chciał powiedzieć nic złego. Wiesz, ma zły dzień i w ogóle. - wzruszyłam ramionami. - Lepiej już idź i pomóż Annie w usypianiu Will'a. - uśmiechnęłam się niewinnie. Chłopak mruknął coś jeszcze pod nosem i wyszedł z pokoju. Rzuciłam Peecie wściekłe spojrzenie i bez słowa weszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Gorąca woda zmywała ze mnie smutki i żale dzisiejszego dnia. Przymknęłam oczy i oddałam się w ręce relaksu.
Po dość długim prysznicu, opuściłam łazienkę. Peeta leżał na łóżku, odwrócony plecami do mnie. Wślizgnęłam się na łóżko i szczelnie przykryłam kołdrą. Gdy już miałam oddać się w objęcia Morfeusza, poczułam męską rękę na brzuchu i twarz przyciśniętą do mojego ramienia. Gdy próbowałam ściągnąć dłoń Peety, chłopak zacisnął ją w pięść gniotąc moją koszulę nocną.
- Przepraszam. Zachowałem się jak idiota. - wyszeptał w moje ramie.
- Z grzeczności nie zaprzeczę. - warknęłam.
- Dziś mam jakiś dziwny dzień. Wszystko co się rusza, wkurza mnie. - wyznał.
- To nie powód żeby się wyżywać na mnie i Odairze.
- Przepraszam, zachowałem się jak kompletny kretyn. - wtulił się w zagłębienie mojej szyi.
- Wiem, ale idź już spać. Jutro porozmawiamy. - dłoń Peety która leży na moim brzuchu, przykryłam swoją.
- Kochanie, proszę nie bądź zła. - wymruczał całując moją szyję.
- Nie jestem. Po prostu jest mi przykro - mocniej ścisnęłam jego dłoń. Postanowiłam spytać go o to, co gryzie mnie odkąd położyłam się w łóżku. - Naprawdę masz mnie za taką, co rozkłada nogi przed facetami? Tak w ogóle to skąd to wziąłeś? Przecież doskonale wiesz ,że kocham tylko Ciebie, a poza tym nie jestem jakąś dziwką. Naprawdę mi przykro ,że uważasz inaczej. - powiedziałam łamiącym głosem. Chłopak oderwał się od całowania mojej szyi i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Doskonale wiesz ,że nie mam Cię za kogoś takiego. Byłem zdenerwowany i gadałem co mi ślina na język przyniesie. Naprawdę przepraszam. - mimo ,że w pokoju jest ciemno, widzę ,że zeszkliły mu się oczy. Serce mi się kraja gdy widzę go takiego smutnego. - Wiem ,że mi tego nie wybaczysz ale naprawdę Cię za to przepraszam. - schował twarz w swoich dużych dłoniach.
- Peeta, spokojnie. - chwyciłam go za rękę i splotłam nasze palce razem. - Uznajmy ,że tego dnia nie było. Uznajmy ,że nic nie mówiłeś, dobrze? - spytałam cicho. Chłopak kiwnął głową i mocno mnie przytulił. - Wiesz ,że Odair też zasługuje na przeprosiny? - wplotłam palce w jego włosy i delikatnie masowałam jego głowę.
- Wiem, Katniss. Przeproszę go jutro. - wyszeptał.
- A teraz chodź już spać, jest strasznie późno. - pocałowałam go w skroń. Odsunęłam się od niego i położyłam twarzą do drzwi od łazienki. Chłopak położył się za mną, objął mnie ramieniem i wtulił się w moje plecy. Położyłam swoją dłoń na jego i splotłam nasze palce. Przyciągnęłam je do twarzy i lekko pocałowałam. Wtulona w ramie Peety, nie myślałam o żadnych przykrych sytuacjach dzisiejszego dnia.
- Kocham Cię, księżniczko. - wyszeptał blondyn i cmoknął mój kręgosłup.
Rano obudził mnie ciężar na brzuchu. Mozolnie otworzyłam oczy i zobaczyłam Peete leżącego z głową na moim brzuchu i ręką na moim udzie. Położyłam rękę na jego głowie i zaczęłam nią lekko jeździć w górę i w dół. Nie wiem jak on to zrobił ,że wylądował głową na moim brzuchu, ale na razie wolę go nie budzić i nie pytać oto. Dzisiaj jesteśmy umówieni na sesję ślubną którą załatwiła nam Effie. W tym tygodniu poza tą sesją mamy jeszcze trzy. Po jutrze mamy wieczorową, za trzy dni świąteczną a za pięć sylwestrową. Ten tydzień jest w miarę luźny. Za tydzień zaczyna się już ciężka praca czyli bankiety, przemówienie Peety, otwarcia jakiś sklepów na których oczywiście nasza obecność jest "obowiązkowa" oraz sesje zdjęciowe "Igrzyskowe". W sesjach zdjęciowych o tematyce Głodowych Igrzysk muszą wziąć udział wszyscy żyjący zwycięzcy. Będziemy ubrani w jakieś głupie stroje i odtwarzali różne sceny z igrzysk w których zwyciężyliśmy. Tej sesji boję się najbardziej.
Z zamyśleń wyrywa mnie masująca moje udo, dłoń Peety. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam widząc ,że nadal ma zamknięte oczy i co jakiś czas słodko mruczy z aprobatą.
- Nie za wygodnie Ci, kotku? - zachichotałam.
- Masz bardzo wygodny brzuszek. - ciepło się do mnie uśmiechnął i pogłaskał mój brzuch.
- Dzisiaj mamy sesję ślubną. - na twarzy chłopaka pojawił się grymas. Podniósł się, położył koło mnie i pociągnął tak ,że leżę na nim.
- Będziesz pięknie wyglądać w każdej sukni ślubnej i to będzie dla mnie zaszczyt ,że będę mógł Cię taką zobaczyć ale jednak wolałbym żeby zamiast robić nam zdjęcia w jakimś studiu, robili nam je przed ołtarzem na naszym ślubie. - szepnął patrząc mi w oczy.
- Jeszcze tylko pół roku. - pocałowałam go w policzek.
- To jak wieczność. - jego dłonie zsunęły się na moje pośladki. - Przepraszam ,że czasami jestem takim idiotą. - schował twarz w zagłębieniu mojej szyi.
- Peeta, każdy czasem popełnia błędy. A teraz chodź na śniadanie bo niedługo na sesję zdjęciową jedziemy. - pocałowałam go w skroń i wstałam. Weszłam do garderoby i wzięłam z niej czarno-białą koszulę flanelową oraz czarne legginsy, po czym poszłam do łazienki.
*Oczami Peety*
Leżę na łóżku z rękoma pod głową i tempo patrzę się na sufit. Jest mi strasznie głupio za to jak wczoraj potraktowałem Katniss i Finnicka. Wygląda na to ,że moja narzeczona mi wybaczyła. Niestety to tylko podnosi moje wyrzuty sumienia. Byłem tak okropny w stosunku do niej, a ona tak po prostu mi wybaczyła. Powinna na mnie nawrzeszczeć, wykrzyczeć jakim idiotom jestem. Nie jestem jej wart. Katniss zasługuje na kogoś kto nie sprawi jej przykrości, kogoś kto będzie ją uszczęśliwiał. Ja stanowczo nie zaliczam się do takich osób. Powinienem zostawić ją w spokoju, dać wolność i szczęście, ale tego nie robię. Czemu? Bo jestem cholernym egoistą.
Z zamyśleń wyrwały mnie ciepłe usta na moim policzku.
- Wszystko dobrze? - zapytała Katniss melodyjnym głosem.
- Tak. - słabo się uśmiechnąłem.
- Słabo wyglądasz. Może powinniśmy odwołać tą sesje?
- Kochanie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. - Lekko się uśmiechnąłem. Wstałem z łóżka i poszedłem do garderoby. Może i Katniss nie ma tylu ciuchów co Effie, ale jej ubrania i tak zajmują tą większą część pomieszczenia. Można powiedzieć ,że moje ubrania zajmują jedną czwartą część całej garderoby.
Z garderoby wyjąłem czarne spodnie oraz czarną koszulkę. W rękę chwyciłem też szarą, sportową czapkę, którą kiedyś dała mi Johanna z tekstem w stylu "W końcu będziesz wyglądał minimalnie normalnie, ale normalnie." Ta czapka nazywa się chyba beanie czy coś w tym stylu.
Moją uwagę przykuła różowa torebka, z której wystawały pluszowe uszy. Może nie powinienem, ale ciekawość wzięła górę i chwyciłem w ręce torebkę. Z środka wyciągnąłem pluszowego misia. Definitywnie nie jest on ode mnie, nie kupiłem Katniss nic od dobrego miesiąca. Cholera, a zapewniała mnie ,że mnie nie zdradza.
*Oczami Katniss*
Zdenerwowany Peeta wyszedł z garderoby. W ręce trzymał torebkę z pluszakiem którego kupiłam wczoraj.
- Katniss, możesz mi wyjaśnić co to jest?! - krzyknął.
- Pluszowy miś, ładny, prawda? - posłałam mu ciepły uśmiech.
- Co on robił w garderobie?! - wrzasnął. Posłałam mu zmieszane spojrzenie.
- A co miał robić?
- Od kogo go dostałaś?!
- Kupiłam go wczoraj. - wzruszyłam ramionami.
- Przyznaj się ,że mnie zdradzasz! Dostałaś do od jakiegoś gacha! Już wiem czemu wczoraj wróciłaś tak późno! - rzucił pluszakiem o obraz, który spadł na komodę, rozwalając wazon.
- Peeta, uspokój się! Z nikim Cię nie zdradzam! - powiedziałam podchodząc do komody.
- Cholera, nie ma nawet dwunastej, a wy już zdążyliście się pokłócić?! - do naszej sypialni wpadła rozzłoszczona Johanna. Jeszcze była w piżamie, a jej włosy żyły własnym życiem.
- Nie wtrącaj się! - ryknął Peeta.
- Ktoś, kurwa musi! Blondynku, o co ty do cholery robisz jej awanturę?
- Patrz! - ręką wskazał na pluszaka leżącego na komodzie koło obrazu. - Dostała to od jakiegoś facecika!
- Co ty pieprzysz? Piłeś coś? - popatrzyła na niego rozbawiona. - To pluszak ze sklepu dla dzieci, kretynie. - wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Skąd to niby wiesz?
- Byłam ostatnio w jednym sklepie z zabawkami i tam kupiłam takiego samego pluszaka Willowi.
- Katniss... - chłopak spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Odpuśćmy sobie tą sesję ślubną. W ogóle... powinniśmy sobie zrobić przerwę. - powiedziałam łamiącym głosem.
- Katniss, o czym ty mówisz?
- Peeta, nie ma miłości bez zaufania. Gdybyś mi choć trochę ufał, nie posądzałbyś mnie o zdradę.
---
DRAMA TIME.
Rozdział jest niesprawdzony. W ogóle rozdział wyszedł dupnie i do tego pomieszałam czasy ;-; Jutro postaram się jakoś naprawić ten rozdział :')
Nie miałam w ogóle pomysłu na niego. Mam nadzieję ,że choć minimalnie wam się on podoba ;>
Od dwóch godzin szlajam się po ulicach Kapitolu. Nie chce wracać do Willi Haymitcha ,ponieważ nie ma tam za miłej atmosfery. Mogłabym się zaszyć w sypialni mojej i Peety, ale nie mam ochoty wytrzymywać jego humorków. Pójście do domu mamy też odpada - Jest tam Effie, co równa się z moim pocieszaniem jej i słuchaniu obelg na życie. Mogłabym również spędzić czas z którąś z moich przyjaciółek, ale oczywiście dziś są zbyt zajęte swoimi facetami.
Mój telefon cały czas dzwonił. Był to Peeta. W ciągu mojej dwugodzinnej nieobecności zdążył zadzwonić już dwadzieścia razy. W końcu wkurzyłam się i wyłączyłam telefon.
Przechodzę koło sklepu z zabawkami dla dzieci. Weszłam na chwilę do środka, bo nie oszukujmy się, na dworze ciepło nie jest. Zaczęłam przeglądać pluszowe misie stojące na jasnoróżowej półce. W oko wpadł mi mały, biały miś przewiązany różową kokardką na szyi. Wzięłam go do ręki i lekko przycisnęłam do klatki piersiowej. Jest taki miękki. Przyłożyłam pluszaka do policzka i wtuliłam się w niego. Włożyłam dłoń do kieszeni i wyjęłam z niej portfel. Zerknęłam na cenę pluszaka i tyle samo wyjęłam z kawałka materiału. Podeszłam do kasy i zapłaciłam za niego. Miła starsza kobieta zapakowała pluszowego misia w przesłodką, różową torebkę i mi ją podała. Ciepło się do niej uśmiechnęłam i wyszłam ze sklepu.
Postanowiłam iść jeszcze do kawiarni na kawę. Im później wrócę do domu - tym lepiej.
Do domu wróciłam około 23.00. Powiesiłam na wieszaku kurtkę, zdjęłam buty i weszłam po schodach na górę. Cicho przeszłam obok pokoi współlokatorów i weszłam do sypialni mojej i Peety.
Delikatnie otworzyłam drzwi by nie obudzić mojego narzeczonego. Ku mojemu zdziwieniu, blondyn nie spał. Leżał z rękami pod głową i patrzył się na zegar wiszący nad drzwiami, by zaraz po moim wejściu do pokoju posłać mi zdenerwowane spojrzenie. Nic nie mówiąc, podeszłam do garderoby, zostawiłam tam pluszowego misia i wzięłam koszulę nocną. Wyszłam z pomieszczenia, zgasiłam światło i podeszłam do drzwi od łazienki. Gdy otworzyłam drzwi, mój narzeczony się odezwał.
- Gdzie byłaś? - spytał cicho.
- Na mieście. - odpowiedziałam obojętnie.
- Tak długo?
- Najwidoczniej.
- Katniss, do cholery jest już strasznie późno! Może u jakiegoś gacha siedziałaś, co? Wmawiasz mi ,że mnie kochasz, a rozkładasz nogi przed jakimiś innymi facetami! - krzyknął. Drzwi od naszej sypialni się otworzyły, a do pokoju wpadł Finnick.
- Peeta, do kurwy zamknij się! Jest środek nocy a ty robisz jej awanturę za to ,że później wróciła! Przez twój mądry móżdżek William się obudził i Annie musi go uspokajać!
- To nie moja wina ,że zapłodniłeś Annie!
Odair zrobił się cały czerwony. Zaczął szybciej oddychać i zacisnął dłonie w pięść. Powolnym krokiem szedł do łóżka. Widząc to, szybko podbiegłam do Peety i stanęłam przed nim.
- On nie miał tego na myśli. W sensie... nie chciał powiedzieć nic złego. Wiesz, ma zły dzień i w ogóle. - wzruszyłam ramionami. - Lepiej już idź i pomóż Annie w usypianiu Will'a. - uśmiechnęłam się niewinnie. Chłopak mruknął coś jeszcze pod nosem i wyszedł z pokoju. Rzuciłam Peecie wściekłe spojrzenie i bez słowa weszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Gorąca woda zmywała ze mnie smutki i żale dzisiejszego dnia. Przymknęłam oczy i oddałam się w ręce relaksu.
Po dość długim prysznicu, opuściłam łazienkę. Peeta leżał na łóżku, odwrócony plecami do mnie. Wślizgnęłam się na łóżko i szczelnie przykryłam kołdrą. Gdy już miałam oddać się w objęcia Morfeusza, poczułam męską rękę na brzuchu i twarz przyciśniętą do mojego ramienia. Gdy próbowałam ściągnąć dłoń Peety, chłopak zacisnął ją w pięść gniotąc moją koszulę nocną.
- Przepraszam. Zachowałem się jak idiota. - wyszeptał w moje ramie.
- Z grzeczności nie zaprzeczę. - warknęłam.
- Dziś mam jakiś dziwny dzień. Wszystko co się rusza, wkurza mnie. - wyznał.
- To nie powód żeby się wyżywać na mnie i Odairze.
- Przepraszam, zachowałem się jak kompletny kretyn. - wtulił się w zagłębienie mojej szyi.
- Wiem, ale idź już spać. Jutro porozmawiamy. - dłoń Peety która leży na moim brzuchu, przykryłam swoją.
- Kochanie, proszę nie bądź zła. - wymruczał całując moją szyję.
- Nie jestem. Po prostu jest mi przykro - mocniej ścisnęłam jego dłoń. Postanowiłam spytać go o to, co gryzie mnie odkąd położyłam się w łóżku. - Naprawdę masz mnie za taką, co rozkłada nogi przed facetami? Tak w ogóle to skąd to wziąłeś? Przecież doskonale wiesz ,że kocham tylko Ciebie, a poza tym nie jestem jakąś dziwką. Naprawdę mi przykro ,że uważasz inaczej. - powiedziałam łamiącym głosem. Chłopak oderwał się od całowania mojej szyi i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Doskonale wiesz ,że nie mam Cię za kogoś takiego. Byłem zdenerwowany i gadałem co mi ślina na język przyniesie. Naprawdę przepraszam. - mimo ,że w pokoju jest ciemno, widzę ,że zeszkliły mu się oczy. Serce mi się kraja gdy widzę go takiego smutnego. - Wiem ,że mi tego nie wybaczysz ale naprawdę Cię za to przepraszam. - schował twarz w swoich dużych dłoniach.
- Peeta, spokojnie. - chwyciłam go za rękę i splotłam nasze palce razem. - Uznajmy ,że tego dnia nie było. Uznajmy ,że nic nie mówiłeś, dobrze? - spytałam cicho. Chłopak kiwnął głową i mocno mnie przytulił. - Wiesz ,że Odair też zasługuje na przeprosiny? - wplotłam palce w jego włosy i delikatnie masowałam jego głowę.
- Wiem, Katniss. Przeproszę go jutro. - wyszeptał.
- A teraz chodź już spać, jest strasznie późno. - pocałowałam go w skroń. Odsunęłam się od niego i położyłam twarzą do drzwi od łazienki. Chłopak położył się za mną, objął mnie ramieniem i wtulił się w moje plecy. Położyłam swoją dłoń na jego i splotłam nasze palce. Przyciągnęłam je do twarzy i lekko pocałowałam. Wtulona w ramie Peety, nie myślałam o żadnych przykrych sytuacjach dzisiejszego dnia.
- Kocham Cię, księżniczko. - wyszeptał blondyn i cmoknął mój kręgosłup.
Rano obudził mnie ciężar na brzuchu. Mozolnie otworzyłam oczy i zobaczyłam Peete leżącego z głową na moim brzuchu i ręką na moim udzie. Położyłam rękę na jego głowie i zaczęłam nią lekko jeździć w górę i w dół. Nie wiem jak on to zrobił ,że wylądował głową na moim brzuchu, ale na razie wolę go nie budzić i nie pytać oto. Dzisiaj jesteśmy umówieni na sesję ślubną którą załatwiła nam Effie. W tym tygodniu poza tą sesją mamy jeszcze trzy. Po jutrze mamy wieczorową, za trzy dni świąteczną a za pięć sylwestrową. Ten tydzień jest w miarę luźny. Za tydzień zaczyna się już ciężka praca czyli bankiety, przemówienie Peety, otwarcia jakiś sklepów na których oczywiście nasza obecność jest "obowiązkowa" oraz sesje zdjęciowe "Igrzyskowe". W sesjach zdjęciowych o tematyce Głodowych Igrzysk muszą wziąć udział wszyscy żyjący zwycięzcy. Będziemy ubrani w jakieś głupie stroje i odtwarzali różne sceny z igrzysk w których zwyciężyliśmy. Tej sesji boję się najbardziej.
Z zamyśleń wyrywa mnie masująca moje udo, dłoń Peety. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam widząc ,że nadal ma zamknięte oczy i co jakiś czas słodko mruczy z aprobatą.
- Nie za wygodnie Ci, kotku? - zachichotałam.
- Masz bardzo wygodny brzuszek. - ciepło się do mnie uśmiechnął i pogłaskał mój brzuch.
- Dzisiaj mamy sesję ślubną. - na twarzy chłopaka pojawił się grymas. Podniósł się, położył koło mnie i pociągnął tak ,że leżę na nim.
- Będziesz pięknie wyglądać w każdej sukni ślubnej i to będzie dla mnie zaszczyt ,że będę mógł Cię taką zobaczyć ale jednak wolałbym żeby zamiast robić nam zdjęcia w jakimś studiu, robili nam je przed ołtarzem na naszym ślubie. - szepnął patrząc mi w oczy.
- Jeszcze tylko pół roku. - pocałowałam go w policzek.
- To jak wieczność. - jego dłonie zsunęły się na moje pośladki. - Przepraszam ,że czasami jestem takim idiotą. - schował twarz w zagłębieniu mojej szyi.
- Peeta, każdy czasem popełnia błędy. A teraz chodź na śniadanie bo niedługo na sesję zdjęciową jedziemy. - pocałowałam go w skroń i wstałam. Weszłam do garderoby i wzięłam z niej czarno-białą koszulę flanelową oraz czarne legginsy, po czym poszłam do łazienki.
*Oczami Peety*
Leżę na łóżku z rękoma pod głową i tempo patrzę się na sufit. Jest mi strasznie głupio za to jak wczoraj potraktowałem Katniss i Finnicka. Wygląda na to ,że moja narzeczona mi wybaczyła. Niestety to tylko podnosi moje wyrzuty sumienia. Byłem tak okropny w stosunku do niej, a ona tak po prostu mi wybaczyła. Powinna na mnie nawrzeszczeć, wykrzyczeć jakim idiotom jestem. Nie jestem jej wart. Katniss zasługuje na kogoś kto nie sprawi jej przykrości, kogoś kto będzie ją uszczęśliwiał. Ja stanowczo nie zaliczam się do takich osób. Powinienem zostawić ją w spokoju, dać wolność i szczęście, ale tego nie robię. Czemu? Bo jestem cholernym egoistą.
Z zamyśleń wyrwały mnie ciepłe usta na moim policzku.
- Wszystko dobrze? - zapytała Katniss melodyjnym głosem.
- Tak. - słabo się uśmiechnąłem.
- Słabo wyglądasz. Może powinniśmy odwołać tą sesje?
- Kochanie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. - Lekko się uśmiechnąłem. Wstałem z łóżka i poszedłem do garderoby. Może i Katniss nie ma tylu ciuchów co Effie, ale jej ubrania i tak zajmują tą większą część pomieszczenia. Można powiedzieć ,że moje ubrania zajmują jedną czwartą część całej garderoby.
Z garderoby wyjąłem czarne spodnie oraz czarną koszulkę. W rękę chwyciłem też szarą, sportową czapkę, którą kiedyś dała mi Johanna z tekstem w stylu "W końcu będziesz wyglądał minimalnie normalnie, ale normalnie." Ta czapka nazywa się chyba beanie czy coś w tym stylu.
Moją uwagę przykuła różowa torebka, z której wystawały pluszowe uszy. Może nie powinienem, ale ciekawość wzięła górę i chwyciłem w ręce torebkę. Z środka wyciągnąłem pluszowego misia. Definitywnie nie jest on ode mnie, nie kupiłem Katniss nic od dobrego miesiąca. Cholera, a zapewniała mnie ,że mnie nie zdradza.
*Oczami Katniss*
Zdenerwowany Peeta wyszedł z garderoby. W ręce trzymał torebkę z pluszakiem którego kupiłam wczoraj.
- Katniss, możesz mi wyjaśnić co to jest?! - krzyknął.
- Pluszowy miś, ładny, prawda? - posłałam mu ciepły uśmiech.
- Co on robił w garderobie?! - wrzasnął. Posłałam mu zmieszane spojrzenie.
- A co miał robić?
- Od kogo go dostałaś?!
- Kupiłam go wczoraj. - wzruszyłam ramionami.
- Przyznaj się ,że mnie zdradzasz! Dostałaś do od jakiegoś gacha! Już wiem czemu wczoraj wróciłaś tak późno! - rzucił pluszakiem o obraz, który spadł na komodę, rozwalając wazon.
- Peeta, uspokój się! Z nikim Cię nie zdradzam! - powiedziałam podchodząc do komody.
- Cholera, nie ma nawet dwunastej, a wy już zdążyliście się pokłócić?! - do naszej sypialni wpadła rozzłoszczona Johanna. Jeszcze była w piżamie, a jej włosy żyły własnym życiem.
- Nie wtrącaj się! - ryknął Peeta.
- Ktoś, kurwa musi! Blondynku, o co ty do cholery robisz jej awanturę?
- Patrz! - ręką wskazał na pluszaka leżącego na komodzie koło obrazu. - Dostała to od jakiegoś facecika!
- Co ty pieprzysz? Piłeś coś? - popatrzyła na niego rozbawiona. - To pluszak ze sklepu dla dzieci, kretynie. - wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Skąd to niby wiesz?
- Byłam ostatnio w jednym sklepie z zabawkami i tam kupiłam takiego samego pluszaka Willowi.
- Katniss... - chłopak spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Odpuśćmy sobie tą sesję ślubną. W ogóle... powinniśmy sobie zrobić przerwę. - powiedziałam łamiącym głosem.
- Katniss, o czym ty mówisz?
- Peeta, nie ma miłości bez zaufania. Gdybyś mi choć trochę ufał, nie posądzałbyś mnie o zdradę.
---
DRAMA TIME.
Rozdział jest niesprawdzony. W ogóle rozdział wyszedł dupnie i do tego pomieszałam czasy ;-; Jutro postaram się jakoś naprawić ten rozdział :')
Nie miałam w ogóle pomysłu na niego. Mam nadzieję ,że choć minimalnie wam się on podoba ;>
środa, 9 grudnia 2015
Informacje.
Witajcie!
Dziś odpowiem wam na pytanie, które cały czas zadajecie mi oraz Julii a mianowicie "Kiedy rozdział".
Dziś odpowiem wam na pytanie, które cały czas zadajecie mi oraz Julii a mianowicie "Kiedy rozdział".
PO KOSOGŁOSIE
Rozdział pojawi się prawdopodobnie w sobotę. Przez szkołę oraz problemy rodzinne, rozdziały nie będą się pojawiały tak często jakbym chciała. Żeby więc ułatwić życie mi oraz Wam, od razu mówię ,że rozdziały na tym blogu będą pojawiały się w soboty. BONUSIK - W niedzielę (13.12.) postaram się dodać jakiś specjalny rozdzialik c;
LOSY PO REBELII
Tutaj pojawia się problem, ponieważ nie wiem kiedy coś się tam pojawi. Rozdział jest skończony w połowie, w wolnym czasie coś dopisujemy. Problem jest w tym ,że w ogóle nie mamy pomysłu na ten rozdział i wychodzi dupnie. Jakbyście chcieli, mogłybyśmy wstawić ten rozdział, tylko ,że byłby on strasznie krótki.
Szczerze mówiąc to zastanawiamy się nad zakończeniem tego bloga. Wszystkie pomysły na tego bloga prysnęły jak bańka mydlana.
Pozdrawiam
Yuuki (Yoo9622)
sobota, 28 listopada 2015
Rozdział 86 "Zły dzień"
Effie patrzy się przestraszonym wzrokiem na Haymitcha. Ona nie może mu tego powiedzieć przed świętami, po prostu nie może. Musze jakoś ją uratować...
- Effie chciała powiedzieć ,że... Mia zapisała się w szkole na konkurs plastyczny. - Wow, Katniss. Udało Ci się jakoś z tego wybrnąć.
- To fantastycznie! Tego kochanie tak bałaś mi się powiedzieć? - Abernathy zwraca się do kobiety.
- W zasadzie to...
- Effie, każdy jest dumny z Mii, ale teraz chodźmy do domu bo trochę zimno jest. - Peeta lekko się uśmiecha. Kobieta rzuca mi wściekłe spojrzenie, kiwa głową i łapie narzeczonego pod ramie.
Do willi Haymitcha dochodzimy po niecałych dwudziestu minutach. Właściciel domu od razu pokazał nam nasze pokoje. Ja oczywiście mam pokój z Peetą, Annie z Finnickiem i Willem, Johanna z Peterem a Effie ze swoim narzeczonym.
My mamy piękny pokój z balkonem oraz tak jak każdy w tym domu - z łazienką i garderobą. Ściany w naszej sypialni są w odcieniu kawy z mlekiem. Przed ścianą obok drzwi od dużego balkonu, stoi wielkie, brązowe łóżko z białą pościelą, na którym Peeta zdążył się już uwalić. Po obu stronach łóżka stoją dwie, ciemnobrązowe etażerki które dekorują dwie, białe, małe serwetki. Na etażerkach z lewej strony stoi piękny falenopsis a po prawej - biała lampka nocna. Na środku pokoju leży puchaty, beżowy dywan. Okna przysłonięte są ciemnobrązowymi zasłonami które sięgają aż do podłogi. Ścianie obok okna wisi obraz który przedstawia... coś bliżej nieznanego.
Łazienka jest w brązowa kafelki z tym szczegółem ,że są tam beżowe dodatki. Pomieszczenie nie jest za duże. Po lewej stronie stoi beżowa umywalka pod którą wisi brązowy ręcznik. Obok niej stoi półka na której stoją kosmetyki do higieny łazienkowej. Na końcu łazienki jest wielki prysznic. Wszystkie ściany oprócz jednej która jest jasnobeżowa, są ciemnobrązowe. Na przeciwko zlewu stoi jasnobeżowy kibel. Garderoba jak zwykła garderoba. Masa wolnych półek oraz wieszaków na których będziemy musieli powiesić lub położyć nasze ubrania.
Bardzo podoba nam się styl naszej sypialni oraz łazienki. Są proste ale nie staromodne. Chyba kiedyś też umebluję tak dom mój i Peety.
Leżę na łóżku i czytam książkę którą dostałam kiedyś od Johanny. Peeta bierze prysznic.
Głośny krzyk blondyna stawia mnie na równe nogi. Bez zastanowienia wbiegam do łazienki. Moim oczom ukazuje się Peeta leżący pod prysznicem. Jeszcze bardziej przeraziła mnie krew wymieszana z wodą.
- Peeta, wszystko dobrze? - Krzyczę przerażona.
- Chyba tak. Tylko trochę noga mnie boli. - Podchodzę do niego, pomagam mu wstać. Słyszę jak cicho syczy. Pomagam mu usiąść na toalecie i podaję mu ręcznik. Zakręcam wodę z prysznica i podchodzę do narzeczonego zobaczyć jego nogę. Moim oczom ukazuje się rozcięta, mocno krwawiąca noga.
- Jak ty sobie rozciąłeś nogę? - Pytam zdziwiona. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby ktoś rozciął robię nogę pod prysznicem.
- Myję się a tu nagle leżę i czuję ból w nodze. - Wzrusza ramionami. Peeta jest odporny na ból więc prawdopodobnie stało się coś złego z jego nogą.
- To powinien sprawdzić lekarz, wiesz o tym? - Patrzę mu w oczy.
- Katniss...
- Prawdopodobnie złamałeś sobie nogę, ktoś musi to zobaczyć. Siedź tu, zadzwonię po mamę. - Móię pewnie.
- W takim razie chociaż bokserki mi przynieś. Wolałbym żeby twoja mama nie widziała... tego. - Kiwam na znak zgody i wychodzę z łazienki.
- Effie go zamorduje. - Słyszę cichy szept Johanny za mną.
- Co ty tu robisz? I czemu ma go zamordować? - Pytam.
- Z tego co widzę, stoję. Mellark jednej nogi nie ma a drugą se złamał. Przecież on chodzić nie będzie mógł. - Wzrusza ramionami. Patrzę na nią pytającym wzrokiem dlatego kontynuuje. - Peeta z protezą lekko kuleje a raczej ten kawał żelaza nie utrzyma jego ciała podczas gdy ta druga noga nie będzie jej pomagać.
- Może to zwykłe rozcięcie. - Mówię z nadzieją.
- W cuda wierzysz? Dobra, dzwoń po Marianne bo Mellark się tam wykrwawi.
- Skąd wiesz o jego nodze i o tym ,że będę do niej dzwonić? - Pytam zdziwiona.
- Przechodziłam obok waszego pokoju i pomyślałam ,że zajrzę. Ja zadzwonie po Marianne a ty idź mu zanieś te bokserki bo zaraz mu jaja zamarzną.
Idę do garderoby i biorę z nich bokserki Peety po czym wracam do łazienki. Mój narzeczony siedzi tam gdzie siedział. Podchodzę do niego i podaję mu bieliznę. Pomagam mu je założyć.
- Peeta, dzieciaku. Za chwile przyjedzie Marianne. - Do łazienki wchodzi Johanna.
- Super. - Fuka.
- Czyżby Peetuś bał się teściowej? - Mason wybucha głośnym śmiechem. Piorunuję ją wzrokiem. - A może ty się lekarzy boisz, co? - Duka przez śmiech.
- Johanno, zobacz czy Cię nie ma na dole. - Warczę.
- Serio? - Wyciera łzy które spłynęły podczas śmiania się. - On się boi... - Ponownie wybucha śmiechem. - Lekarzy?! - Łapie się za brzuch i nadal się śmiejąc kładzie się na kafelkach.
- Bardzo śmieszne. - Staram się być poważna jednak czuję lekki uśmiech który wkradł się na moje usta. Zerkam na blondyna który mierzy mnie wściekłym wzrokiem. Nachylam się nad nim i lekko całuję w czoło. Do łazienki wchodzi moja mama, nie zauważając Johanny, skutkiem czego Mason dostała drzwiami w ramie i biodro.
- Przepraszam. - Moja mama pomaga jej wstać a Johanna nadal się śmieje. - Wszystko w porządku? - Pyta.
- Tak... tylko on się ich boi. - Wybucha jeszcze większym śmiechem i chwiejnym krokiem opuszcza łazienkę.
- Peeta, możesz ruszać nogą? - Kuca obok niego.
- Mogę i nie rozumiem po co takie wielkie halo z tego robicie. - Warczy.
- Zawsze mogło Ci się stać coś poważniejszego. - Kładę rękę na jego ramieniu.
- Gdybym się skaleczył w palec też wezwałabyś lekarza?
- Gdyby było to coś poważnego to tak. - Mówię pewnie.
- Noga nie jest złamana. Jest tylko poważnie rozcięta więc trzeba szyć. - Mama wyjmuje ze swojej torby apteczkę i wyciąga z niej igłę i nitkę.
- Mamo, daj mu coś znieczulającego.
- Dam radę, Katniss. Nie jestem dzieckiem. Nie chce nic znieczulającego. - Cedzi.
- Dobrze, ale ostrzegam ,że będzie bardzo boleć. - Mama zaczyna szyć. Widzę jak Peeta zaciska pięści. Chciałabym mu jakoś pomóc, niestety nie mogę. Kładę rękę na jego głowie i delikatnie go głaszczę. Patrzy na mnie zdenerwowanym wzrokiem. Nachylam się i delikatnie całuję go w policzek.
Mimo ,że rana nie była duża, szycie zajęło pół godziny. Mama chciała przywieść mu kule ale on kategorycznie odmówił. Nie wiem co go ugryzło. Cały czas jest zdenerwowany i nic nie mówi. Leży na łóżku i tępo patrzy się w ścianę. Siedziałam z nim godzinę, nieraz próbowałam nawiązać z nim rozmowę, jednak on nie odpowiadał.
Teraz siedzę z Annie, Johanną i Willem w salonie. Chłopaki poszli do Peety a Haymitch i Effie... pewnie robią coś interesującego.
- Ten Mellark to kawał cioty i tyle. - Kwituje Johanna.
- Peeta nie jest ciotą. - Bronię go.
- Jak nie to jak wytłumaczysz ,że lekarzy się boi?
- Hmm, może dlatego ,że był osaczony? - Warczę.
- No i co to ma wspólnego? - Dopytuje.
- Ktoś mu ten jad musiał wstrzykiwać! - Krzyczę.
- Katniss, na miłość boską, nie krzycz tak. - Do salonu wchodzi szczęśliwa Effie. - Z Haymitchem chcemy wziąć ślub po świętach! - Piszczy uradowana. Annie słodko zachichotała, podeszła do kobiety i mocno ją uścisnęła.
- Haymitch już wie ,że nie jest ojcem Mii? - Pyta Johanna.
- Jeszcze nie. - Spuściła głowę. Do salonu wparował wściekły Abernathy.
- Effie? Co Mason mówi? - Warczy.
- Nie jesteś ojcem Mii, pacanie. - Johanna wstała, poprawiła bluzkę i wyszła.
- Haymitch, to nie tak. - Po jej policzkach spływają łzy.
- A do cholery jak?! Effie, przez rok zajmowałem się twoim dzieckiem myśląc ,że jest też moje! Jak mogłaś mnie wrobić w dziecko?! Jesteś taka sama jak przez tymi cholernymi igrzyskami! Myślisz tylko o sobie i nie obchodzi Cię zdanie innych! - Wrzeszczy.
- Ale to nie tak... ja myślałam ,że to ty jesteś jej tatą. - Szlocha.
- Skąd niby to wiedziałaś?! Szukałaś darmowej opiekunki dla dziecka, to Ci się udało! Jak chcesz to mogę Ci dać listę bogatych mężczyzn który chętnie zajmą się twoim dzieckiem!
- Haymitch, naprawdę myślałam ,że...
- Zamknij się! Nie obchodzi mnie co teraz z nią zrobisz ale nie chcę was więcej widzieć! Masz czas do jutra żeby się wyprowadzić! - Wściekły wychodzi z domu.
Patrzę na Effie, która klępa na podłodze z twarzą schowaną w dłoniach. Nim zdążę cokolwiek powiedzieć, kobieta jest mocno ściskana przed Annie. Patrzę na nie przez chwilę.
- Effie, musisz się uspokoić. Na razie będziesz mieszkała z moją mamą. Mii jeszcze nie ściągaj, nie powinna widzieć Cię w takim stanie. Zrobię wszystko żeby was pogodzić, tylko musisz dać mu czas. - Mówię po chwili.
- Zniszczyłam sobie życie. - Szlocha. Podchodzę do niej i lekko przytulam.
- Będzie dobrze. - Annie delikatnie głaszcze ją po plecach.
Leżę w łóżku koło Peety. Chłopak jest odwrócony do mnie plecami. Gdy po kłótni Haymitcha i Effie, przyszłam do blondyna opowiedzieć mu o tym, uznał ,że jest zmęczony i idzie spać. Wiem ,że jest zły ale nie wiem na co. Przecież nie zrobiłam nic złego... chyba. Doskonale wiem ,że nie śpi, dlatego postanawiam spróbować z nim porozmawiać.
Podnoszę rękę, kładę na ramieniu blondyna i delikatnie jadę nią w górę i dół. Peeta niemal od razu odsuwa się ode mnie. Mocno wkurzona, siadam na łóżku.
- Przestań zachowywać się jak małe dziecko i powiedz mi o co Ci chodzi. - Warczę.
- Nic, po prostu mam zły dzień. - Odwdzięczył się tym samym.
- To może nie wyżywaj się na mnie. Z tego co wiem to nie przeze mnie rozwaliłeś sobie nogę! - Krzyczę.
- Matko, Katniss, chyba mam prawo mieć zły dzień. Zresztą Haymitch też nie ma najlepszego. - Ostatnie zdanie dodał nieco ciszej.
- Wiesz chociaż czemu Haymitch chodzi taki wkurzony? - Warczę przez zaciśnięte zęby. Chłopak w odpowiedzi pokręcił głową. - Bo do cholery dowiedział się ,że nie jest ojcem Mii!
- Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?
- A chciałeś ze mną rozmawiać? - Rzuciłam mu wściekłe spojrzenie. Wstałam z łóżka, podeszłam do garderoby, wyciągnęłam z niej kurtkę i wyszłam z pokoju. Nie mam zamiaru spędzić dnia na znoszeniu humorków Peety. Jeżeli ma zły dzień, nie musi wyżywać się na mnie.
- Effie chciała powiedzieć ,że... Mia zapisała się w szkole na konkurs plastyczny. - Wow, Katniss. Udało Ci się jakoś z tego wybrnąć.
- To fantastycznie! Tego kochanie tak bałaś mi się powiedzieć? - Abernathy zwraca się do kobiety.
- W zasadzie to...
- Effie, każdy jest dumny z Mii, ale teraz chodźmy do domu bo trochę zimno jest. - Peeta lekko się uśmiecha. Kobieta rzuca mi wściekłe spojrzenie, kiwa głową i łapie narzeczonego pod ramie.
Do willi Haymitcha dochodzimy po niecałych dwudziestu minutach. Właściciel domu od razu pokazał nam nasze pokoje. Ja oczywiście mam pokój z Peetą, Annie z Finnickiem i Willem, Johanna z Peterem a Effie ze swoim narzeczonym.
My mamy piękny pokój z balkonem oraz tak jak każdy w tym domu - z łazienką i garderobą. Ściany w naszej sypialni są w odcieniu kawy z mlekiem. Przed ścianą obok drzwi od dużego balkonu, stoi wielkie, brązowe łóżko z białą pościelą, na którym Peeta zdążył się już uwalić. Po obu stronach łóżka stoją dwie, ciemnobrązowe etażerki które dekorują dwie, białe, małe serwetki. Na etażerkach z lewej strony stoi piękny falenopsis a po prawej - biała lampka nocna. Na środku pokoju leży puchaty, beżowy dywan. Okna przysłonięte są ciemnobrązowymi zasłonami które sięgają aż do podłogi. Ścianie obok okna wisi obraz który przedstawia... coś bliżej nieznanego.
Łazienka jest w brązowa kafelki z tym szczegółem ,że są tam beżowe dodatki. Pomieszczenie nie jest za duże. Po lewej stronie stoi beżowa umywalka pod którą wisi brązowy ręcznik. Obok niej stoi półka na której stoją kosmetyki do higieny łazienkowej. Na końcu łazienki jest wielki prysznic. Wszystkie ściany oprócz jednej która jest jasnobeżowa, są ciemnobrązowe. Na przeciwko zlewu stoi jasnobeżowy kibel. Garderoba jak zwykła garderoba. Masa wolnych półek oraz wieszaków na których będziemy musieli powiesić lub położyć nasze ubrania.
Bardzo podoba nam się styl naszej sypialni oraz łazienki. Są proste ale nie staromodne. Chyba kiedyś też umebluję tak dom mój i Peety.
Leżę na łóżku i czytam książkę którą dostałam kiedyś od Johanny. Peeta bierze prysznic.
Głośny krzyk blondyna stawia mnie na równe nogi. Bez zastanowienia wbiegam do łazienki. Moim oczom ukazuje się Peeta leżący pod prysznicem. Jeszcze bardziej przeraziła mnie krew wymieszana z wodą.
- Peeta, wszystko dobrze? - Krzyczę przerażona.
- Chyba tak. Tylko trochę noga mnie boli. - Podchodzę do niego, pomagam mu wstać. Słyszę jak cicho syczy. Pomagam mu usiąść na toalecie i podaję mu ręcznik. Zakręcam wodę z prysznica i podchodzę do narzeczonego zobaczyć jego nogę. Moim oczom ukazuje się rozcięta, mocno krwawiąca noga.
- Jak ty sobie rozciąłeś nogę? - Pytam zdziwiona. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby ktoś rozciął robię nogę pod prysznicem.
- Myję się a tu nagle leżę i czuję ból w nodze. - Wzrusza ramionami. Peeta jest odporny na ból więc prawdopodobnie stało się coś złego z jego nogą.
- To powinien sprawdzić lekarz, wiesz o tym? - Patrzę mu w oczy.
- Katniss...
- Prawdopodobnie złamałeś sobie nogę, ktoś musi to zobaczyć. Siedź tu, zadzwonię po mamę. - Móię pewnie.
- W takim razie chociaż bokserki mi przynieś. Wolałbym żeby twoja mama nie widziała... tego. - Kiwam na znak zgody i wychodzę z łazienki.
- Effie go zamorduje. - Słyszę cichy szept Johanny za mną.
- Co ty tu robisz? I czemu ma go zamordować? - Pytam.
- Z tego co widzę, stoję. Mellark jednej nogi nie ma a drugą se złamał. Przecież on chodzić nie będzie mógł. - Wzrusza ramionami. Patrzę na nią pytającym wzrokiem dlatego kontynuuje. - Peeta z protezą lekko kuleje a raczej ten kawał żelaza nie utrzyma jego ciała podczas gdy ta druga noga nie będzie jej pomagać.
- Może to zwykłe rozcięcie. - Mówię z nadzieją.
- W cuda wierzysz? Dobra, dzwoń po Marianne bo Mellark się tam wykrwawi.
- Skąd wiesz o jego nodze i o tym ,że będę do niej dzwonić? - Pytam zdziwiona.
- Przechodziłam obok waszego pokoju i pomyślałam ,że zajrzę. Ja zadzwonie po Marianne a ty idź mu zanieś te bokserki bo zaraz mu jaja zamarzną.
Idę do garderoby i biorę z nich bokserki Peety po czym wracam do łazienki. Mój narzeczony siedzi tam gdzie siedział. Podchodzę do niego i podaję mu bieliznę. Pomagam mu je założyć.
- Peeta, dzieciaku. Za chwile przyjedzie Marianne. - Do łazienki wchodzi Johanna.
- Super. - Fuka.
- Czyżby Peetuś bał się teściowej? - Mason wybucha głośnym śmiechem. Piorunuję ją wzrokiem. - A może ty się lekarzy boisz, co? - Duka przez śmiech.
- Johanno, zobacz czy Cię nie ma na dole. - Warczę.
- Serio? - Wyciera łzy które spłynęły podczas śmiania się. - On się boi... - Ponownie wybucha śmiechem. - Lekarzy?! - Łapie się za brzuch i nadal się śmiejąc kładzie się na kafelkach.
- Bardzo śmieszne. - Staram się być poważna jednak czuję lekki uśmiech który wkradł się na moje usta. Zerkam na blondyna który mierzy mnie wściekłym wzrokiem. Nachylam się nad nim i lekko całuję w czoło. Do łazienki wchodzi moja mama, nie zauważając Johanny, skutkiem czego Mason dostała drzwiami w ramie i biodro.
- Przepraszam. - Moja mama pomaga jej wstać a Johanna nadal się śmieje. - Wszystko w porządku? - Pyta.
- Tak... tylko on się ich boi. - Wybucha jeszcze większym śmiechem i chwiejnym krokiem opuszcza łazienkę.
- Peeta, możesz ruszać nogą? - Kuca obok niego.
- Mogę i nie rozumiem po co takie wielkie halo z tego robicie. - Warczy.
- Zawsze mogło Ci się stać coś poważniejszego. - Kładę rękę na jego ramieniu.
- Gdybym się skaleczył w palec też wezwałabyś lekarza?
- Gdyby było to coś poważnego to tak. - Mówię pewnie.
- Noga nie jest złamana. Jest tylko poważnie rozcięta więc trzeba szyć. - Mama wyjmuje ze swojej torby apteczkę i wyciąga z niej igłę i nitkę.
- Mamo, daj mu coś znieczulającego.
- Dam radę, Katniss. Nie jestem dzieckiem. Nie chce nic znieczulającego. - Cedzi.
- Dobrze, ale ostrzegam ,że będzie bardzo boleć. - Mama zaczyna szyć. Widzę jak Peeta zaciska pięści. Chciałabym mu jakoś pomóc, niestety nie mogę. Kładę rękę na jego głowie i delikatnie go głaszczę. Patrzy na mnie zdenerwowanym wzrokiem. Nachylam się i delikatnie całuję go w policzek.
Mimo ,że rana nie była duża, szycie zajęło pół godziny. Mama chciała przywieść mu kule ale on kategorycznie odmówił. Nie wiem co go ugryzło. Cały czas jest zdenerwowany i nic nie mówi. Leży na łóżku i tępo patrzy się w ścianę. Siedziałam z nim godzinę, nieraz próbowałam nawiązać z nim rozmowę, jednak on nie odpowiadał.
Teraz siedzę z Annie, Johanną i Willem w salonie. Chłopaki poszli do Peety a Haymitch i Effie... pewnie robią coś interesującego.
- Ten Mellark to kawał cioty i tyle. - Kwituje Johanna.
- Peeta nie jest ciotą. - Bronię go.
- Jak nie to jak wytłumaczysz ,że lekarzy się boi?
- Hmm, może dlatego ,że był osaczony? - Warczę.
- No i co to ma wspólnego? - Dopytuje.
- Ktoś mu ten jad musiał wstrzykiwać! - Krzyczę.
- Katniss, na miłość boską, nie krzycz tak. - Do salonu wchodzi szczęśliwa Effie. - Z Haymitchem chcemy wziąć ślub po świętach! - Piszczy uradowana. Annie słodko zachichotała, podeszła do kobiety i mocno ją uścisnęła.
- Haymitch już wie ,że nie jest ojcem Mii? - Pyta Johanna.
- Jeszcze nie. - Spuściła głowę. Do salonu wparował wściekły Abernathy.
- Effie? Co Mason mówi? - Warczy.
- Nie jesteś ojcem Mii, pacanie. - Johanna wstała, poprawiła bluzkę i wyszła.
- Haymitch, to nie tak. - Po jej policzkach spływają łzy.
- A do cholery jak?! Effie, przez rok zajmowałem się twoim dzieckiem myśląc ,że jest też moje! Jak mogłaś mnie wrobić w dziecko?! Jesteś taka sama jak przez tymi cholernymi igrzyskami! Myślisz tylko o sobie i nie obchodzi Cię zdanie innych! - Wrzeszczy.
- Ale to nie tak... ja myślałam ,że to ty jesteś jej tatą. - Szlocha.
- Skąd niby to wiedziałaś?! Szukałaś darmowej opiekunki dla dziecka, to Ci się udało! Jak chcesz to mogę Ci dać listę bogatych mężczyzn który chętnie zajmą się twoim dzieckiem!
- Haymitch, naprawdę myślałam ,że...
- Zamknij się! Nie obchodzi mnie co teraz z nią zrobisz ale nie chcę was więcej widzieć! Masz czas do jutra żeby się wyprowadzić! - Wściekły wychodzi z domu.
Patrzę na Effie, która klępa na podłodze z twarzą schowaną w dłoniach. Nim zdążę cokolwiek powiedzieć, kobieta jest mocno ściskana przed Annie. Patrzę na nie przez chwilę.
- Effie, musisz się uspokoić. Na razie będziesz mieszkała z moją mamą. Mii jeszcze nie ściągaj, nie powinna widzieć Cię w takim stanie. Zrobię wszystko żeby was pogodzić, tylko musisz dać mu czas. - Mówię po chwili.
- Zniszczyłam sobie życie. - Szlocha. Podchodzę do niej i lekko przytulam.
- Będzie dobrze. - Annie delikatnie głaszcze ją po plecach.
Leżę w łóżku koło Peety. Chłopak jest odwrócony do mnie plecami. Gdy po kłótni Haymitcha i Effie, przyszłam do blondyna opowiedzieć mu o tym, uznał ,że jest zmęczony i idzie spać. Wiem ,że jest zły ale nie wiem na co. Przecież nie zrobiłam nic złego... chyba. Doskonale wiem ,że nie śpi, dlatego postanawiam spróbować z nim porozmawiać.
Podnoszę rękę, kładę na ramieniu blondyna i delikatnie jadę nią w górę i dół. Peeta niemal od razu odsuwa się ode mnie. Mocno wkurzona, siadam na łóżku.
- Przestań zachowywać się jak małe dziecko i powiedz mi o co Ci chodzi. - Warczę.
- Nic, po prostu mam zły dzień. - Odwdzięczył się tym samym.
- To może nie wyżywaj się na mnie. Z tego co wiem to nie przeze mnie rozwaliłeś sobie nogę! - Krzyczę.
- Matko, Katniss, chyba mam prawo mieć zły dzień. Zresztą Haymitch też nie ma najlepszego. - Ostatnie zdanie dodał nieco ciszej.
- Wiesz chociaż czemu Haymitch chodzi taki wkurzony? - Warczę przez zaciśnięte zęby. Chłopak w odpowiedzi pokręcił głową. - Bo do cholery dowiedział się ,że nie jest ojcem Mii!
- Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?
- A chciałeś ze mną rozmawiać? - Rzuciłam mu wściekłe spojrzenie. Wstałam z łóżka, podeszłam do garderoby, wyciągnęłam z niej kurtkę i wyszłam z pokoju. Nie mam zamiaru spędzić dnia na znoszeniu humorków Peety. Jeżeli ma zły dzień, nie musi wyżywać się na mnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)