sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 9 "Plan"

Następny rozdział pojawi się jak będą trzy komentarze.
Dzisiaj trybuci będą mieć ćwiczenia. Mentorzy nie muszą być obecni na nich. 
Ostatnio wstaje bardzo wcześnie - piąta, szósta. Tak też jest dzisiaj. Wstałam o piątej trzydzieści dwie i nie mogłam zasnąć. Może to nie jest takie złe, koszmary trwają o wiele krócej niż wcześniej. 
Blondyn jeszcze śpi. Nie będę go budzić, on zasługuje na sen. Po cichu wstałam z łóżka i poszłam wziąć prysznic. Z szafy wyciągnęłam granatowe, dopasowane spodnie oraz biały, gruby sweter. Wchodzę do łazienki i zdejmuje koszulę nocną. Wchodzę pod prysznic, ustawiam wodę żeby była ciepła. Używam nowego żelu o zapachu pomarańczy. Ten zapach kojarzy mi się z Peetą. Woda delikatnie otula moje ciało. Po godzinie wychodzę z kabiny i zaczynam się ubierać. Podchodzę do lustra w celu ogarnięcia twarzy. Nie będę robić makijażu, chce dziś wyglądać naturalnie. Przez te dwa dni i tak miałam już tego za dużo na twarzy. Robię sobie warkocza takiego jak zawsze. Gdy wyszłam z łazienki było około siódmej, Peety już nie było. To dziwne, zazwyczaj budzi się około dziewiątek, chyba ,że go obudzę. Postanowiłam ,że pójdę do pokoju Haymitcha zobaczyć czy jest tam Peeta. Idę długim, niebiesko-białym korytarzem. Gdy docieram do pokoju Haymitcha i Effie orientuje się ,że oni śpią. Cicho wychodzę i zamykam drzwi. Skoro nie ma go u nich to pewnie jest u któregoś z naszych trybutów. Pewnie jest w pokoju Yuuny, ona się jeszcze nie pogodziła z nieuchronną śmiercią. Zanim dotrę do pokoju dziewczynki sprawdzam jeszcze raz naszą sypialnie. W naszym pokoju go nie ma więc ruszam w stronę sypialni dziewczynki. Tak jak myślałam on tam jest.
Zapłakana dziewczynka siedzi na kolanach blondyna i się do niego przytula. Kucam przed Yuuną i Peetą. 
- Co się stało? - Pytam się blondyna.
Chłopak rzuca na mnie smutnym spojrzeniem co powoduje ,że wiem o co chodzi. Siadam koło Peety i łapię dziewczynkę za rękę. Yuuna podniosła swoją głowę i spojrzała na mnie swoimi zapłakanymi oczami. Żeby jej nie smucić szeroko się do niej uśmiecham. Dziewczynka odwzajemnia uśmiech i mnie mocno przytula nadal płacząc. 
- Już lepiej? - Pytam dziewczynkę troskliwym głosem.
- Tak, dziękuje - Odpowiada Yuuna ocierając łzy.
Dziewczynka kładzie się na łóżku i zasypia. Blondyn wstaje i łapie mnie za rękę. Wychodzimy z pokoju dziewczynki i idziemy do naszej sypialni. Uwielbiam nasz pomarańczowy korytarz. Gdy przechodzę z nim razem z Peetą mogę patrzeć na jego uśmiech. Przekraczając próg naszego moim oczom ukazuje się Beetee, Haymitch, Johanna, Enobaria oraz Effie. Nie zdążyliśmy nawet usiąść gdy
Johanna zaczyna na nas wrzeszczeć. 
- Gdzie wy byliście!! Musimy porozmawiać! Mamy mało czasu na wymyślenie planu!! - Wrzeszczy Jo.
-W pokoju Yuuny - Odpowiadam
- Nie obchodzi mnie to!! Teraz musimy wymyślić plan jak wydostać trybutów z areny!! - Krzyczy Johanna.
- Ale pytałaś gdzie byliś..
- Nie obchodzi mnie to! - Syczy Jo.
Peeta siada na fotelu a ja na koło niego na oparciu.
- Musimy ich wydostać przed startem igrzysk. Na początku zawsze jest wielka sieczka - Mówi Beetee
- Moglibyśmy zebrać wszystkich trybutów i schronić się w trzynastce - Dodaje Peeta.
- Lepiej teraz nie mówić trybutom ,że ich uratujemy. - Piszczy Effie 
- Lepiej żeby się jeszcze męczyli te parę dni, tak? - Mówi spokojnie Johanna
- W tedy nie będą się starać a Paylor się zorientuje ,że coś się dzieje - Wyjaśnia Effie 
- Masz racje, powiemy im o tym pare godzin przed startem igrzysk - Dodaje Haymitch
- Jeśli pojedziemy pociągiem to od razu się zorientuje ,że nas nie ma. A poza tym za długo by trwała podróż. - Mówię 
- Dlatego polecimy poduszkowcem - Wyjaśnia Haymitch 
Haymitch wstał i wyszedł. Tak się skończyła nasza dzisiejsza rozmowa. Zaraz po nim wyszła cała reszta. Położyłam się na łóżku myśląc o tegorocznych igrzyskach. Zasnęłam.

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 8 "Nie chce umierać"

Następny rozdział pojawi się jak będą trzy komentarze.
Wszyscy trybuci są już w Kapitolu. Ich ostatnie dni życia będą pełne ćwiczeń. Zrobię wszystko by wydostać trybutów z areny nawet jeżeli ma to grozić kolejną wojną. Będę bronić te dzieci. 
Idę niebiesko-białym korytarzem do pokoju Haymitcha i Effie. Zapewne jest tam też Peeta oraz Johanna, nigdzie nie mogę ich znaleźć. W części gdzie mieszka Haymitch z Effie jest popsute światło, cały czas miga. Przechodząc przez ten przechodzą mnie ciarki, chociaż w swoim życiu przeżyłam już o wiele gorsze rzeczy. Otwieram skrzypiące drzwi do ich pokoju i wszyscy tam są. 
Peeta siedzi koło Haymitcha i Johanny. Nie ma już miejsca na kanapie więc siadam na kolanach blondyna. Nie protestuje i oplata moją talię swoimi rękami. Jego ciepłe dłonie są jak klatka z której nie zamierzam wychodzić. Nasze usta delikatnie się stykają.
- Musicie robić to nawet teraz? - Wrzeszczy Johanna. 
Nasze usta się rozłączają i naszym oczom ukazuje się Johanna która udaje ,że wymiotuje. Wole teraz nie denerwować ani jej ani reszty mentorów.
- Musimy wymyślić plan dzięki któremu uda nam się ocalić trybutów. Chcecie ich uratować za wszelką cenę prawda? - Pyta się Haymitch 
- Że też takie głupie pytania zadajesz ,pijaku - Mówi ironicznie Johanna.
- Jeżeli wyciągniemy ich z areny lub zrobimy coś co może zaszkodzić Paylor przed igrzyskami może wybuchnąć wojna - Mówi Peeta
- Blondyn dobrze gada, może nie powinniśmy ich ratować. Chyba nie chcecie kolejnej wojny - Piszczy Effie.
- A chcesz śmierci dwudziestu sześciu osób? - Wrzeszczy Johanna 
- Lepsze to niż śmierć kilkaset osób - Odpowiada drobna kobietka
- Róbcie jak chcecie - Mówi cicho Johanna po czym wychodzi.
Tym zdaniem skończyła się nasza rozmowa. Razem z Peetą zeszliśmy na kolacje z naszymi trybutami. Gdy wchodzimy do pokoju wszyscy już tam byli. Erik, Mia, Harry, Ethan, Emma, William oraz Ruby są już na miejscu. Zaraz zaraz... Erik jeden, Mia dwa, Harry trzy, Ethan cztery, Emma pięć, William sześć, Ruby siedem, siedem? Albo kogoś jest za dużo albo za mało. Dwa dystrykty Peety i dwunastka oraz kapitol. Cztery i cztery to osiem. Zaraz... jeszcze raz Erik, Harry, Mia, William, Ruby, Ethan to siedem czyli kogoś nie ma, hmm. Już wiem! Nie ma Yuuny! Ale jak nie ma jej tu to gdzie jest? No pewnie, w pokoju.
- Nie widzieliście gdzieś Yuuny? - Pytam 
- To ta skośnooka, tak? - Erik pyta kapitolskim akcentem.
- Tak. - Odpowiadam z irytacją ,ponieważ nienawidzę kapitolskiego akcentu.
- Nie i szczerze nie obchodzi mnie gdzie jest ten Chińczyk - Piszczy chłopiec 
Oho, kolejny super miły kapitolczyk.
Wychodzę zdenerwowana z sali bo nie mogę wytrzymać tego głosu. Niby to mój trybut ale mam to gdzieś. Uratuje go ale nie zamierzam z nim rozmawiać. Idę wąskim korytarzem do pokoju Yuuny. 
Gdy przekraczam prób jej pokoju moim oczom ukazuje się dziewczynka zwinięta w kącie pokoju z rękoma zasłaniającymi twarz. Nie oddycha spokojnie więc pewnie płacze. 
Podchodzę do niej i klękam. Nie jestem dobra w pocieszaniu. Zaczęłam głaskać dziewczynkę po głowie - tak jak to robi Peeta ale nie przynosi to efektów. 
- Hej, wszystko dobrze? - Staram się żeby mój głos był przepełniony troską tak jak głos mojego narzeczonego jednak się to nie udaje. 
- Nie chce umierać - Odpowiada cichutko nadal płacząc. 
Nie wiem co odpowiedzieć. To nie zależy od ciebie? Nie masz szans bo nie będzie zwycięzcy? 
- Skąd wiesz ,że akurat umrzesz? Może wygrasz. - Odpowiadam przytulając drobną postać. Po co to powiedziałam? Nawet jakby jakimś cholernym cudem udało się przekonać Paylor żeby był zwycięzca on i tak by nie wygrał. Żył by w jakiejś zasranej klatce koszmarów z której nie uda się nigdy wyjść. Podnoszę się z ziemi i podchodzę do szafki po chusteczki. Jest ostatnia. Wyjmuje ją z opakowania i zanoszę je dziewczynce. W podziękowaniu Yuuna mocno mnie przytula. 
- Już lepiej? - Pytam nadal ją przytulając 
- Tak, dziękuje 
- Idziemy? - Odsuwam się od Yuuny i szeroko uśmiecham. 
- Tak - Dziewczynka odwzajemnia uśmiech 
Wychodzimy z pokoju dziewczynki i idziemy w kierunku jadalni. Gdy wchodzimy do pomieszczenia są tam wszyscy oprócz Erika. Szczerze mówiąc nie jest mi jakoś szczególnie smutno z powodu ,że go tu nie ma. Z dziewczynką siadamy przy stole. Ja siedzę koło Peety a Yuuna na przeciwko mnie. 
Jak zawsze podczas naszych posiłków z trybutami jest niezręczna cisza. Niezręczna cisza trwa może dwadzieścia minut.
- Jak mamy znaleźć schronienie? - Cisze przerywa Harry.
- Ja podczas pierwszych igrzysk zakamuflowałem się ale to może nie być dobry pomysł na początek. Katniss schroniła się na drzewie. Myślę ,że to lepszy pomysł. Ewentualnie szukajcie jaskiń, szałasy są za bardzo widoczne. - Odpowiada Peeta
- Jeszcze jakieś wskazówki? - Mówi Mia.
- Nie rozpalajcie ogniska. Dym będzie się unosił dzięki czemu łatwiej będzie zlokalizować wasze miejsce. Nie ufajcie trybutą Haymitcha, Johanny oraz Enobarii. Najbezpieczniej byłoby gdybyście zawarli sojusz między sobą.- Dopowiada Blondyn
- Nie zamierzam mieć sojuszu z różową czupryną. - Mówi William 
- Ja też nie... - Po chwili mówi każdy trybut 
- Nie musicie mieć konkretnie z nim sojuszu. Możecie się podzielić. Np. Yuuna, Mia, Harry i Ethan. - Mówię 
- W sumie to by był niezły skład. Musimy się tylko nauczyć dobrze trzymać łuk i dźgać nożem. - Mówi Ethan.
- Na dziś koniec rozmów, wrócimy do tego jutro przy śniadaniu. - Peeta się uśmiecha po czym wychodzi. Robię to co on. Blondyn się odwraca i wyciąga rękę więc go za nią łapie. Podchodzę bliżej i razem idziemy do naszego pokoju. Przechodzimy pomarańczowym korytarzem. Jest on dość długi. Gdy docieramy do pokoju Peeta od razu kładzie się na łóżku. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej krótką, zieloną koszulę nocną. Zamykam szafę i idę do łazienki. Biorę prysznic. Ciepła woda delikatnie otula moje ciało. Wycieram się i zakładam piżamę. Zrobiłam sobie koka który wygląda jakbym na tyle głowy miała gniazdo. Nie starałam się ,ponieważ wiem ,że w nocy i tak by się popsuł. Wychodząc z łazienki zauważam ,że Peeta śpi. Delikatnie kładę się na łóżku.
Patrzę się chwile na niego po czym składam na jego ustach delikatny pocałunek.

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 7 "Dożynki cz.2"

Następny rozdział pojawi się jak będą cztery komentarze
Dożynki na dziś się skończyły. Jutro jedziemy do dwunastki oraz Kapitolu. Wszyscy trybuci już śpią.
Obracam się z jednej strony na drugą. Przytulam się do Peety po czym się odsuwam. Nie mogę spać.
Wstaję z łóżka i idę do kuchni napić się mleka, ponoć to pomaga. Wypijam jedną szklankę, drugą, trzecią i nic. Wracam do łóżka. Leże pięć minut, dziesięć, piętnaście i nie zasypiam. Już wstaję z łóżka gdy ktoś łapie mnie za rękę - to Peeta.
- Wszystko dobrze? Cały czas się kręcisz. - Blondyn siada koło mnie i obejmuje mnie jedną ręką. 
- Nie spałeś? 
- Spałem - Blondyn uśmiecha się 
- Przepraszam ,że Cię obudziłam - Odsuwam się od niego - Nie mogę zasnąć i pomyślałam ,że jak się trochę zmęczę to szybciej zasnę, przepraszam. - Blondyn całuje mnie w czoło. 
- Nic się nie stało, nie miałem przyjemnego snu - Szepcze mi do ucha.
- Myślałam ,że nie śniło Ci się nic złego. Co ci się... - Blondyn przerywa mi.
- Byłem na arenie, ty też. Straciłem Cię z polu widzenia. Gdy znowu Cię zobaczyłem byłaś otoczona przez zmiechy. Nie żyłaś. - Oczy Peety się szklą.
- Przepraszam - Mocno przytulam blondyna. 
- Nie masz za co mnie przepraszać. - Blondyn kładzie się na swojej części łóżka. Po chwili robię to samo. Niebieskooki mocno mnie przytula. 
- Śpij, nie zasnę do puki ty nie zaśniesz - Niebieskooki delikatnie mnie całuję.
Gdy się budzę Peety już nie ma. Podchodzę do szafy by wyciągnąć wygodne ciuchy. Chociaż przez chwilę w tym dniu chcę poczuć się sobą. Biorę szybki prysznic. Gdy wychodzę spod prysznica okazuję się ,że ten prysznic nie był taki szybki - trwał ponad pół godziny. Szybko się ubieram i idę na śniadanie. Peeta oraz trybuci już tam są. 
- Witaj Katniss - William wstaję 
- Dzień dobry - Odpowiadam po chwili 
Śniadanie jemy w ciszy. Słychać tylko stukanie widelców o talerze. Niezręczną ciszę przerywa Peeta.
- Dzisiaj macie jeszcze lekko. Dziś jest ostatni dzień dożynek, możecie odpocząć. 
- Co to za odpoczynek... Ostatnie dni przed śmiercią - Prycha Ruby
Moje wargi zaczęły drżeć. Ruby ma racje... to są ich ostatnie dni przed śmiercią. 
- Nie koniecznie... Skąd wiesz ,że akurat ty nie wygrasz? - Pyta blondyn
- Bo nie mam szans, nie umiem trzymać łuku a nożu umiem używać tylko do obierania ziemniaków - Odpowiada ze złością dziewczyna. W tym momencie przypomina mi się moje całe dzieciństwo, nie miałam nawet czasu na coś takiego jak obieranie ziemniaków. 
- Macie jeszcze tydzień, możecie się dużo nauczyć - Mówię.
- Przez ten tydzień niczego się nie nauczymy - Po chwili mówi Ethan. 
Czuję ,że łzy chcą wypłynąć z moich oczu jak wodospad. 
- Wszystko dobrze Katniss? - Pyta się Emma.
- Tak - Zamykam oczy i chcę się zapaść pod ziemie. Gdy je Otwieram pięć par oczy się we mnie wpatrują. Uśmiecham się i wychodzę. Po chwili słyszę czyjeś kroki - to Peeta.
- Katniss, co się stało? - Blondyn pyta się troskliwym głosem.
- A nie?! To ostatnie dni tych dzieci! Nie będzie zwycięscy! Nie będzie! - Krzyczę i nawet nie orientuje się kiedy zaczęłam płakać. Blondyn mocno mnie przytula po czym gdzieś mnie prowadzi. 
Gdy już tam dotarliśmy zauważam ,że to nasz pokój. 
- Musze iść do Haymitcha - Mówię po chwili
- Dobrze, ja zajmę się naszymi trybutami, będę w salonie - Blondyn całuje mnie po czym wychodzi.
- Peeta - Blondyn się odwraca i patrzy na mnie swoimi pięknymi niebieskimi oczami przepełnionymi troską. Podchodzę do blondyna i mocno go przytulam.
- Kocham Cię - Odpowiadam ze łzami w oczach. Nigdy mówienie o swoich uczuciach nie przychodziło mi łatwo.
- Katniss, nie płacz. Też Cię kocham, przecież wiesz - Nasze usta delikatnie się stykają.
Peeta wychodzi z pokoju. Robię to samo co blondyn. 
- Katniss! Kaaatnis! - Krzyczy Effie 
- No?
- Gdzie ty się szlajasz! Zaraz masz jechać z Peetą do Kapitolu i dwunastki!! Boże jak ty wyglądasz!! Katniss! - Wrzeszczy drobna kobietka.
- To na co czekasz? Zrób mnie na plastik. - Mówię z irytacją w głosie.
Brązowowłosa kobieta łapie mnie za rękę i ciągnie. 
Wchodzimy do jasnopomarańczowego pokoju. Na pewno spodobałby się Peecie. Dwie kobiety chodzą przy mnie i mnie szybują. Jedna robi makijaż a druga włosy. 
- Nie chciałabyś zmienić koloru włosów? Na przykład fioletowy. Byłoby Ci w nim ładnie - Mówi po chwili 
- Nie? Nie zamierzam zmieniać koloru włosów. - Automatycznie odpowiadam. Jestem już przyzwyczajona do takich pytach. Effie przynosi suknie. Jest w kolorze jasnoniebieskim, ma 3/4 rękaw, jest rozkloszowana. Buty są białe na lekkim obcasie. Po chwili kobieta która mnie malowała podaję mi lusterko. Makijaż jest bardzo delikatny. Na powieki mam nałożony jasny cień, rzęsy są kruczoczarne a na ustach mam błyszczyk. 
- Katniss wyglądasz pięknie, jeszcze tylko jeden elemencik - Effie szeroko się uśmiecha i podaje mi małe pudełeczko. 
W pudełku jest bransoletka. Jest ona srebrna, bardzo delikatna. 
- To prezent od Cinny. Zrobił ją parę godzin przed tym jak go... zabili. - Mówi smutnym głosem Effie.
- Dziękuje - Uśmiecham się do kobiety po czym ją mocno przytulam. 
- Koniec tych czułości! Czekają nas dożynki w dwunastce oraz kapitolu! - Brązowowłosa łapie mnie za rękę i ciągnie. Nie jest łatwe chodzenie na obcasie więc prawie się przewracam.
- Katniss!! - Krzyczy Effie i ciągnie mnie dalej. W poduszkowcu jest już Peeta.
Jest ubrany w jasnoniebieski garnitur. Podchodzi do mnie i całuje mnie w policzek.
- Wyglądasz pięknie - Szeroko się uśmiecha a ja odwdzięczam się tym samym. Siadamy na kanapie obok siebie. Blondyn łapię mnie za rękę. Nie odtrącam jej. Nigdy nie puszcze ręki która odgarnia ode mnie koszmary, która codziennie rano wita mnie swoim ciepłem. Która kocha mnie taką jaka jestem. Która kocha bez plastiku na twarzy i drogich sukienkach i kocha bezgranicznie. 
Po chwili poduszkowiec się zatrzymuje. 
- Jesteśmy na miejscu! Ahh stara dobra dwunastka!- Piszczy Effie
Wysiadamy z Peetą oczywiście trzymając się za ręce. Idziemy w kierunku sceny. Z Peetą zajmujemy miejsca siedzące. 
- Wszystko będzie dobrze - Szepcze blondyn po czym całuje mnie w policzek. 
- Witajcie na dożynkach siedemdziesiątych szóstych głodowych igrzyskach - Zaczyna Effie - Kobiety mają pierwszeństwo - Dodaje po czym podchodzi do kuli z imionami. Nigdy nie lubiłam tego w jaki sposób to robi, bardzo wolno i delikatnie. Chce przedłużyć odpowiedź kto umrze. - Trybutką Katniss Everdeen zostaje... Mia Richardson. - Z grupy kobiet wychodzi wysoka, szczupła, brązowowłosa dziewczyna. Na oko ma około siedemnastu lat. - A teraz mężczyźni - Effie podchodzi do kuli z imionami mężczyzn. - Trybutem Katniss Everdeen zostaje... Harry Rugby - Z tłumu mężczyzn wychodzi niebieskooki blondyn, jest bardzo podobny do Peety, wygląda na szesnaście lat.
- Genialnie! A więc trybutami Katniss Everdeen zostają... Mia Richardson oraz Harry Rugby. - Piszczy kobieta. 
W tym roku igrzyska są bardziej brutalne od dotychczasowych. Trybuci nie mogą pożegnać się z rodziną oraz nie ma zwycięzcy. Tym razem nie wieziemy trybutów do Kapitolu tylko od razu jedziemy na dożynki. 
Z Peetą zajmujemy miejsca siedzące na neonowej różowej kanapie. Jest bardzo miękka... aż za miękka. 
- Witajcie na dożynkach siedemdziesiątych szóstych głodowych igrzyskach - Mówi Effie - Kobiety mają pierwszeństwo - Drobna kobietka podchodzi do kuli z żeńskimi imionami -trybutką katniss Everdeen zostaje... Yuuna Eto - Z tłumu wychodzi drobniutka, niziutka dziewczynka, ma ona lekko skośne oczy. Ma czarne włosy, prostą grzywkę, wygląda na trzynaście lat. Jest ubrana w rozkloszowaną, różową sukienkę. - A teraz mężczyźni - Effie ponownie podchodzi do kuli z imionami - Trybutem Katniss Everdeen zostaje... Erik Luton - Chudy, wysoki chłopiec z różową, wymyślną fryzurą oraz długimi, rzadkimi, różowymi rzęsami - A więc trybutami Katniss Everdeen zostają... Yuuna Eto oraz Erik Luton.



sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 6 "Dożynki cz.1"

Następny rozdział pojawi się w czwartek wieczorem.
Do kapitolu dotarliśmy około osiemnastej.Mieliśmy zjawić się w "wielkiej sali" więc wszyscy już tam jesteśmy. Oczywiście usiadłam koło Peety. W takim momencie nie wyobrażam sobie żeby go przy mnie nie było. Po chwili do sali wchodzi elegancja kobieta. Włosy ma upięte w kok, sukienka jest biało-kremowa. W ręce trzyma dwie duże teczki. 
-Witajcie kochani, na pewno wiecie po co tu jesteście - Paylor szeroko się uśmiecha. Nagle Johanna wstaje i rękoma opiera się o stół.
-Wcale nie wiemy ,że znowu chcesz zabijać niewinnych ludzi! Chcesz wznowić igrzyska żeby kolejne osoby cierpiały! Nie obchodzą Cię inni ludzi! Zwycięzca nigdy nie zazna spoko...
-Zwycięzcy nie będzie. Nie popełnię tego błędu co Snow. - Dziewczyna nie zdąża dokończyć bo Paylor jej przerywa. 
-Jakiego błędu?! - Johanna znowu się unosi - Myliliśmy się, Snow nie był aż taki głupi jak ty.
-Droga Johanno, przeginasz. - Kobieta nie krzyczy ale w jej głosie czuć irytację. 
-Ja przeginam?! No trzymajcie mnie. Za kogo się pani ma?! Chcesz żeby ludzie znowu cierpieli?! To chyba ty walczyłaś o to by nie było igrzysk a teraz co?! Mamy patrzeć na śmierć niewinnych ludzi?! 
-Robię to ze względu na bunty które wybuchają w dystryktach. 
-A Kapitol? - Pyta Haymitch
-Kapitol niczemu nie zawinił - Kobieta wybucha śmiechem 
-Czemu więc ma brać udział w igrzyskach?! - Johanna znowu krzyczy.
-Będzie ciekawiej. - Paylor szeroko się uśmiecha 
-Zwariowałaś kobieto?! 
-Johanno przestań, jeszcze jedno słowo a Ciebie wyśle na arenę - Kobieta szeroko się uśmiecha. - A więc teraz mnie wysłuchajcie. Każdy z was pod swoją opiekę weźmie dwa dystrykty a jedna osoba dodatkowo dostanie Kapitol. A więc tak Haymitch weźmie dystrykt pierwszy i drugi. Johanna - trzeci i czwarty... -dystrykt dziesiąty i jedenasty weźmie Peeta a Katniss dwunasty oraz kapitol. 
-Dobrze, ale pod warunkiem ,że dożynki w dwunastce i kapitolu pojawią się dzień później. Chce by Peeta był tam ze mną. - Mówię to zaskakująco spokojnie.
-Oczywiście ,że nie - Mówi elegancka kobieta.
-To w takim razie na dożynkach się nie stawie. - Na moich ustach miał się pojawić uśmiech ale wyszło coś po między uśmiechem a grymasem. 
-Na dożynki nie pojedziecie razem ale będziecie mieć dla siebie jedno całe piętro. - Paylor szeroko się uśmiecha.
-Nie wolno rozdzielać nieszczęśliwych kochanków z dwunastego dystryktu. - Po chwili mówi Effie
-No dobrze... Ale wy nie będziecie mieli łatwo. Mówię do was, Panno Everdeen i Panie Mellark.
-Tak jakbyśmy mieli łatwo... - Blondyn szepcze mi do ucha.
-Możecie już opuścić Wielką Salę. - Paylor uśmiecha się po czym wychodzi.
Wszyscy wstają i wychodzą. Przynajmniej Paylor zrozumiała ,że nie może rozdzielać mnie i Peety. 
Przypadło nam piętro dwunaste, chyba największe. Od razu po tej rozmowie poszłam do naszego pokoju. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć o igrzyskach. Będzie jeszcze więcej trybutów niż wtedy. Nie chce przeżywać tego wszystkiego na nowa. Słysze ,że ktoś otwiera drzwi. Będę udawać ,że śpię, tak to dobry pomysł - nie będę musiała rozmawiać z tą osobą o igrzyskach. Czuje jak ciepło przepływa przez całe moje ciało. Gdy ktoś odgarnia mi włosy z twarzy od razu domyślam się kto to. To mój chłopiec z chlebem. 
-Katniss, nie udawaj ,że śpisz, mnie nie oszukasz - Blondyn zaczyna się śmiać 
-Będzie jeszcze więcej trybutów niż wcześniej. Wszystko będzie trwać jeszcze dłużej. Nie chce patrzeć na ich powolną śmierć - Wtulam się w ramiona Peety.
-Zrobimy wszystko co w naszej mocy by wyciągnąć ich z areny. 
-Jak to zrobimy znowu wybuchnie wojna - Przytulam się jeszcze mocniej do blondyna.
-Musimy się wyspać, jutro czeka nas ciężki dzień - Niebieskooki blondyn puszcza mnie i kładzie się koło mnie.
             Gdy się budzę Peeta jeszcze śpi. Włosy opadają mu na twarz dzięki czemu wygląda jak mały chłopiec. Przyglądam mu się minute... dwie i po chwili mi się to nudzi. Odgarniam włosy blondyna z jego twarzy. Blondyn się nie budzi więc postanawiam lekko nim potrząść. 
-Peeta - Szepcze mu do ucha ale blondyn nie reaguje. To nie możliwe żeby miał taki twardy sen. Blondyn uśmiecha się więc uznaje to za brak koszmarów. 
-Witaj księżniczko, nie spałem. Czekałem na porannego buziaka. - Blondyn się uśmiecha. Bez zastanowienia uśmiecham się po czym delikatnie łącze nasze usta. Po chwili wstaję z łóżka i podchodzę do szafy.
-Wstawaj, mamy mało czasu - Uśmiecham się i wyciągam z szafy czarne dopasowane spodnie i białą koszulę. Ubieram się i wychodzę z łazienki. Blondyna już nie ma, pewnie poszedł na śniadanie. Mieliśmy iść razem, ale cóż, pójdę sama. Tak jak myślałam wszyscy już tam siedzieli i czekali na mnie. Śniadanie jedliśmy w ciszy. Nikt nic nie mówił. Od razu po śniadaniu razem z Peetą pojechaliśmy do dziesiątego dystryktu na dożynki. Z blondynem zajęliśmy miejsca siedzące. 
-Witajcie na ostatnich dożynkach - Zaczęła Effie - Kobiety mają pierwszeństwo - Brązowowłosa kobieta podeszła do kuli z imionami. - Emma Green . Z tłumu wyłania się dziewczynka. Ma około 13 lat. Jest bardzo chudziutka i malutka. - Kobieta ponownie podchodzi do kuli z imionami. - William White - z tłumu wyłania się chłopiec. Ma on ciemnobrązowe włosy, jest bardzo chudy. Ma około 14 lat. Niech los wam zawsze sprzyja - Effie dodaje po czym wychodzi. 
-No to teraz jedenastka - Szepczę do blondyna. Zawieźliśmy trybutów Peety do Kapitolu po czym polecieliśmy do jedenastki. Sytuacja się powtarza, ja z Peetą zajęliśmy miejsca siedzące a Effie prowadziła dożynki. 
-Kobiety mają pierwszeństwo - kobieta podchodzi do kuli z imionami i wyciąga karteczkę. - Ruby Johnson. Na scenę wchodzi dziewczynka. Ma około 15 lat. Jest piękną rudą osóbką. - A teraz mężczyźni - Kobieta ponownie podchodzi do kuli z imionami i wyciąga karteczkę - Ethan Taylor  - Z tłumu wychodzi chłopiec wygląda na około siedemnaście lat.Ma on ciemnobrązowe włosy i również jest bardzo chudy. - Niech los wam zawsze sprzyja - Wszyscy wsiadamy do poduszkowca i lecimy do Kapitolu. 






piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 5 "Ważna informacja"

Następny rozdział pojawi się jak będą cztery komentarze.
Po zjedzeniu śniadania, razem z Peetą postanowiliśmy odwiedzić Haymitch'a. Na dworze jest chłodno więc na sukienkę narzuciłam czarną narzutkę. Gdy przekroczyliśmy próg domu naszego mentora, nie było czuć smrodu alkoholu. W kuchni było mnóstwo walizek i kartonów. Po całym mieszkaniu rozlega się zapach damskich perfum. 
-Peeta? - Mocniej ściskam rękę blondyna.
-Tak? 
-Ty też czujesz damskie perfumy?
-Tak, ktoś jest na górze
-To raczej nie Haymitch
Jako ,że cierpliwa nie jestem, nie czekałam aż osoba ta zejdzie na dół. Puściłam rękę chłopaka i poszłam sprawdzić kto to. Moim oczom ukazuję się osóbka z brązowymi włosami do ramion. Ubrana jest w niebieską sukienkę do kolan oraz białe buty na lekkim obcasie. Ma bardzo wyrazisty makijaż w kolorze niebieskim. Na ręce ma srebrną bransoletkę. To Effie. 
-Oo! Katniss! - Drobna kobietka podbiega do mnie i mocno mnie przytula. Podziwiam ją za to ,że potrafi biegać w obcasach, ja bym się zabiła. Po chwili Effie się oddaliła i zobaczyła ,że po schodach wchodzi Peeta. Podbiegła do niego i również go przytuliła.
-Effie to ty tu robisz? - Blondyn szeroko się uśmiecha.
-Mieszkam - Kobietka zaczęła się śmiać.
-Jak to? - Pytam się i mocno ją przytulam.
-Wprowadziłam się do swojego partnera - Brązowowłosa kobietka zaczęła się śmiać jakby było to coś oczywistego.
-Ale tu przecież mieszka Haymitch - Błękitnooki również zaczął się śmiać.
-No mówię ,że wprowadziłam się do swojego chłopaka - Ton kobiety nagle spoważniał.
Nie wiedząc do mam powiedzieć podeszłam do Effie i ją przytuliłam. 
-Gdzie jest Haymitch? - Pytam się po chwili przerywając niezręczną cisze.
-W kapitolu, pojechał po resztę moich rzeczy a ma mam się rozpakować 
-Wiesz kiedy wróci? - Pyta się blondyn
-Jeszcze dzisiaj, a teraz wybaczcie muszę się rozpakować - Effie uśmiecha się po czym wychodzi.
-My też chodźmy - Blondyn się uśmiecha i łapie mnie za rękę. Nie protestuję i wychodzę z domu Haymitcha znaczy z domu Haymitcha i Effie. Gdy wracamy do domu jest wpół do piętnastej. 
Peeta od razu poszedł do kuchni a ja do salonu. Włączyłam telewizje, teraz jest w niej mnóstwo ciekawych rzeczy. Po chwili niebieskooki blondyn również tu przyszedł. Usiadł koło mnie na kanapie a ja mocno się do niego przytuliłam. 
-Cieszę się ,że Haymitch znalazł swoje szczęście - Blondyn przytula mnie jeszcze bardziej - Ja mam Ciebie a on Effie. Mam nadzieję ,że to dobrze na niego wpły...
Nagle włącza się kanał KapitolTV. Prezydent Paylor wygłasza tam "ważną informacje".
"Drodzy mieszkańcy Panem. Odbędą się ostatnie Głodowe Igrzyska. Wezmą w nich udział wszystkie dyskrypty oraz mieszkańcy kapitolu. Mentorami zostaną żyjący zwycięscy Głodowych Igrzysk. Zwycięzcy mają stawić się w kapitolu do jutra."