czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 41 "Dom niczym z Horroru"

Następny rozdział pojawi się jak będzie pięć komentarzy.
Rozdział +18, czytasz na własną odpowiedzialność.
Oczami Katniss
Budzi mnie mocne szarpnięcie za nogę. Czyżby znowu Jo zachciało się biegać? 
- Jeszcze pięć minut. - Wymamrotałam. 
- Katniss, coś jest w łazience. - Oczywiście się nie myliłam, to moja przyjaciółka która znowu się boi iść do kibla po horrorze. 
- Jeżeli to ten gość z piłą to powiedz ,żeby dał ci się załatwić a dopiero potem zabił. - Warczę. 
- Katniss! Ale tam nie ma Pana Harolda! - Wrzeszczy. 
- Matko Boska, Mason idź do siebie a nie nas budzisz. - No i jeszcze Peeta się obudził. 
- W łazience coś jest! Jak mówię to mnie nie słuchacie! Peeta rusz dupę i sprawdź co tam jest! - Jo wpadła w histerię. No po prostu super. Ta noc nie należy do przespanych. 
- Jak tam nic nie będzie to... - Zaczyna Peeta.
- Tak, tak, wiem, wiem. Poznam gniew bąbelka. Możesz już się ruszyć i sprawdzić co tam jest?! 
Mój ukochany mozolnie wstaje i idzie z Jo do łazienki. Czyje się jakbym zajmowała się małym dzieckiem które boi się potwora spod łóżka.
- Katniss! - No i jeszcze Peter. Godzina trzecia czterdzieści dwie i cały dom na nogach. 
Wściekła jak osa wstaję z łóżka i idę do łazienki. Bracia Mellark i Johanna stoją w drzwiach i się patrzą na łazienkę. Czy im wszystkim odbiło?! Przepycham się i wchodzę do łazienki. 
To co widzę mrozi mi krew w żyłach. Moje usta ułożyły się w literę "O". Przecież to nie możliwe. Dom był zamknięty, okna też. Chociaż nie, u nas w sypialni okno było uchylone. Nasz pokój jest na piętrze więc ktoś drabiną by musiał wchodzić a poza tym okno nie było otwarte na roścież tylko lekko uchylone a na pewno nikt by go nie wybił bo bym usłyszała. W końcu dźwięk zbijanego szkła nie codziennie się słyszy. 
- Jo zadzwoń po strażników pokoju, Peeta i Peter sprawdźcie okna i drzwi. - Mówię. 
Ja muszę pilnować tego martwego rysia. Chyba nie chce wiedzieć jak ktoś go tu przytaszczył. Ma podcięte gardło, odciętą łapę która leży w zlewie. Na szyi jest przywiązana karteczka. Wolę jej nie dotykać, na niej są odciski palców osoby która to pisała. Łazienka jest cała we krwi tego zwierzęcia. Na ścianie, krwią jest napisane "Pożałujesz tego". To wszystko jest jak jakiś nędzny horror. 
- Cholera jasna! - Wrzeszczy Peter. 
Jak poparzona wybiegam z łazienki i biegnę w stronę z której to usłyszałam. Spodziewam się najgorszego. Gościa z nożem, z piłą, z siekierą. Cholera... za dużo czasu z Jo. Bracia Mellark są w naszej sypialni. Peter skacze na jednej nodze i rozmasowuje obolałą stopę.
- Wiedziałem ,że kiedyś noszenie kapci mi się przyda ale kurczę czemu akurat kiedy ich nie miałem musiałem się walnąć! - Syczy. 
- Znaleźliście coś? - Pytam.
- Jeszcze nie. A może ten ktoś wszedł do domu jak was nie było i nadal gdzieś tu jest. - Zastanawia się Peeta.
- Wszystko super ale musiałby tu jakoś wejść. Drzwi były zamknięte, okien wybitych nie ma. Chyba ,że jest duchem i przez ściany przenika. - Warczę. 
Naszą rozmowę przerywa krzyk Jo. Wszyscy jak poparzeni zbiegamy na dół. 
- No chyba ku...rczę no nie! Gdzie są wszystkie noże!? - Wrzeszczy. 
Wchodzimy do kuchni i zastajemy Johannę która otwiera i zamyka wszystkie szuflady i szafki. 
- Jak dorwę tego Hawthorna to będzie mnie błagał o litość. Wtedy przywiążę go to krzesła i powoli będę odcinać mu każdą kończynę! Jeszcze mi tego ku*** brakowało żeby jakiś su****** mi się pałętał po domu i okradał kuchnie! Jak pójdę do tych po******** strażników pokoju to za te zasrane uniformiki ich tu przyciągnę i karzę coś z tym zrobić! Zaraz, moje siekiery! - Krzyczy po czym biegnie do schodów. Otwiera jakieś drzwi i wchodzi do pomieszczenia pod schodami. 
- Nie! Nie, nie, nie! Przecież to nie możliwe! Ja mu coś zrobię! Nie coś urwę mu każdą kończynę i przykleję do ściany! Potem wydłubie mu oczy! Kaatniss!!! 
- Słucham. - Syczę.
- Ubieraj się, idziemy do tego sku******! 
- A czym się obronisz? 
- Czekaj wiem! W szafie mam takie pudełka z bronią na wszelki wypadek. - I tyle ją widzieliśmy. Wbiegła po schodach i zniknęła gdzieś na górze. 
- Nie ma! Za***** mi broń! Zaraz, szpilki i klapki! - Jo zbiega na dół i biegnie do przedpokoju. 
- Nie! Jest mi winien hajs! Okradł mnie popapraniec jeden! Złodziej pie******! Katniss a ty masz obcasy i klapki? 
- Powinnam mieć klapki, obcasów nie noszę. 
- No przecież Ci kupowałam szpilki! Katniss! - Cedzi przez zaciśnięte zęby.
- Chodźmy sprawdzić czy coś jeszcze zniknęło. - Mówi Peeta.
Wszyscy jak poparzeni wbiegamy po schodach i rozchodzimy się po pokojach. Ja z Peetą sprawdzamy naszą sypialnię. Otwieram szafę... nic tu nie ma. Otwieram komodę... tu też nic nie ma.
Idę do naszej łazienki. Zbite lustro, drzwi od kabiny prysznicowej, urwany kibel, porozwalane półki. Przecież to nie możliwe żebyśmy nic nie słyszeli.
- Peeta. - Wrzeszczę.
Nie muszę długo czekać, mój ukochany pojawia się niemal natychmiastowo. Rozgląda się uważnie po łazience. Jego usta ułożyły się w idealną literkę "O". 
- Katniss, przecież to nie możliwe. Usłyszelibyśmy cokolwiek. - Szepcze. 
- Czekaj, skoro on mógł tu być już wcześniej to może dosypał nam czegoś do jedzenia. Jak się gotowało to my byłyśmy z wami w salonie. Mógł się jakoś dostać do kuchni i wsypać jakieś leki nasenne do garnka. - Myślę na głos. 
- Od razu byśmy padli po zjedzeniu tego. 
- Nieeee!! - Naszą rozmowę przerywa krzyk Johanny.
Wybiegam wściekła jak osa i biegnę do pokoju w którym jest Jo. 
- Moje kosmetyki! Za***** gnoja! Idę do niego! Mam w dupie to ,że chcecie mnie powstrzymać! 
- Chcesz zobaczyć co zrobił z naszą łazienką? - Warczę. 
Mason bez słowa opuszcza swoją sypialnie i idzie do naszej. Nie rozumiem Hawthorne'a, przecież to tylko złamanie a on chce nas do grobu wpędzić! Z Peetą i Peterem idę za Johanną. 
- No chyba ku*** no nie! Co on tu zrobił?! Jakim cudem? Przecież obudzilibyście się. - Jo cedzi przez zaciśnięte zęby.
- W łazience do rysia była przyczepiona kartka. - Szepczę.
- Co na niej było napisane? - Pyta Peter.
- Nie wiem.
Peeta i Peter bez słowa idą do łazienki. Johanna patrzy na mnie bezradnym wzrokiem. Czuję się jak w jakimś beznadziejnym horrorze, zejdę na dół a tam będzie stał Gale z piłą. No po prostu wyśmienicie. Jak go dorwę to będzie jak ten ryś! W tym domu mogą być gdzieś kamery albo podsłuch. No bo skąd by ta osoba wiedziała kiedy zasnęliśmy? 
- Dziewczyny! - Wrzeszczy Peter.
Gdy szłyśmy do chłopaków, Jo złapała mnie za rękę i mocno ścisnęła. Głową wskazała prawą stronę. Zaczęłam się rozglądać. Uważnie przyglądam się rogom korytarza. Gdy już mam odpuścić zauważam mały obiektyw. Czyli jednak miałam rację! Chociaż nie wiem czy to dobrze. Do łazienki wchodzimy jak gdyby nigdy nic. Nie wiem czy to w tej sytuacji nie jest sztuczne. 
- Następna będziesz ty, Mason. - Peeta czyta z kartki. 
Jo krótko się zaśmiała.
- Zobaczymy kto tu będzie następny. Jak dorwę tego sku******* to nawet nie będzie co to trumny włożyć! - Wrzeszczy Johanna.
- Macie swoje telefony? - Pytam. 
- Oczywiście, po co ci? - Pyta Peter.
- Zadzwonimy do Haymitcha i powiemy mu o tym. Może wymyśli coś sensownego.
- Do nikogo nie zadzwonisz, Kotna.


środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 40 "Klapek"

Następny rozdział pojawi się jak będą cztery komentarze.
Oczami Katniss
Bracia Mellark bardzo przeżyli te groźby. Haymitch załatwił nam ochroniarzy. Moim zdaniem to jest już przesada. Jak osoba ze złamaną ręką i nogą może nam coś zrobić? Peeta zgłaszał to strażnikom pokoju. Oni uznali ,że nie ma dowodów ,że to Hawthorne napisał ten list. Mój ukochany się na nich wydarł i powiedział ,że zgłosi prezydentowi ,że nie wykonują poprawnie swojej pracy, dodał jeszcze parę przekleństw i obelg. Nigdy go takiego nie widziałam. Wpadł w jakąś furię. Dzięki obelgom skierowanych w stronę strażników mój ukochany został zatrzymany na jeden dzień. Johanna przez cały wieczór śmiała się z Peety mówiąc ,że jest ciotą. Z kim ja się zadaje to ja nie wiem. 
Dzisiaj idziemy odebrać mojego ukochanego z aresztu. Jo pomogła mi się przyszykować. Oczywiście nie obyło się bez tekstów "Ten bąbelek to jednak ciota, ja bym się nie dała tym popaprańcom się aresztować" lub "Bąbelek - Prawdziwy bohater". 
Mason zrobiła mi lekki makijaż który składa się z fluidu, tuszu do rzęs, brązowej kredki do oczu i błyszczyku. Jo pożyczyła mi zwiewną, białą sukienkę która sięga przed kolano. Na nogi założyłam białe baleriny. Johanna założyła taką samą sukienkę co ja tylko w kolorze miętowym, oraz białe szpilki. Nie wiem po co moja przyjaciółka chciała nas tak wystroić, przecież idziemy tylko odebrać Peete z aresztu. 
- Bąbelkowa, jak bardzo bąbel ma u ciebie przerąbane? - Pyta Peter.
- Zależy jak się wytłumaczy, wątpię żeby chodziło tylko o ten list. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał.
Wychodzimy z domu. Johanna wzięła dużą torebkę w której umieściła klapek i nóż, zaczynam się jej bać. Idziemy ulicami, byle jak najdalej od parku. Jo oczywiście chciała iść parkiem ponieważ uzbrojona jest w klapek i nóż i chciałaby to wypróbować. Ciekawe czy balerynami też da się zrobić krzywdę. Matko o czym ja myślę. Jo umila nam podróż opowieściami jak skrzywdziłaby Hawthorne'a. Wymyśliła już około piętnastu. 
- Najpierw bym ucięła mu jeden palec i patrzyła jak cierpi a jakby błagał o litość to poleciałby drugi albo może cała ręka. Niee jak utnę całą rękę to będzie krócej cierpiał. No to po jednym palcu. I jeszcze są palce u nóg! Ohh. Oczywiście zrobiłabym to w tych takich specjalnych rękawiczkach ,żeby odcisków palców nie znaleźli a potem wsadziłabym mu ten nóż do jednej ręki. A i to by był jego nóż żeby było ,że chory psychicznie był i sam sobie to zrobił. - Jo szatańsko się uśmiecha. 
- Przecież utniesz mu wszystkie palce. - Mówi Peter.
- No to zostawię jedną rękę całą. Oo a potem się go powiesi. Albo do ściany przyklei! Wiem, wiem jestem genialna! 
- Ty jesteś chora. - Mówię z obrzydzeniem. 
- Ładne nóżki, Mason. - Mówi Gale. Siedzi na ławce z uśmiechem. W jego oczach widać szaleństwo. 
- Mogę, mogę, mogę? - Błaga Jo. 
Chyba wiem o co prosi. Dlatego mówię:
- Możesz użyć klapka ale nie noża. 
- Dziękuje! - Mówi z entuzjazmem i całuje mnie w policzek. Z torby wyciąga klapek i z uśmiechem podchodzi do Hawthorne'a. 
- Widzisz Mellark?! Nawet dziewczyna Cię nie chce. Chodź kotku. - Gale rozkłada ręce.
- Już idę... Kotku. - Jo cedzi przez zaciśnięte zęby.
I tak Hawthorne się doigrał. Johanna podeszła do niego i z całej siły walnęła go w policzek klapkiem. Gale zasłonił się jedną ręką i nic sobie z tego nie robi. Wtedy moja przyjaciółka wpadła w szał i zaczęła go lać obcasem. Przechodnie patrzą się na nią jak na idiotkę ale ona chyba tego nie zauważa. 
- Ał, będzie siniak. - Mówi Peter i wskazuje na Jo która walnęła Hawthorne'a obcasem w oko. - Powinienem ją odciągnąć? 
- Daj jej jeszcze dwie minuty. Zobacz jak ładnie się bawią. - Mówię z uśmiechem. Wiem ,że to chore ,że jego ból sprawia mi swego rodzaju radość ale nic na to nie mogę poradzić. Mogę się tłumaczyć ,że Jo wpadła w szał a ja nie chciałam oberwać dlatego trzymałam się z dala. - Odciągnij ją, spóźnimy się do Peety.
- Tak jest, bąbelkowo. - Peter podchodzi do Jo i ją odciąga. Dziewczyna przez chwile się szamocze po czym mówi:
- To jeszcze nie koniec Hawthorne, jeszcze jedną pogróżkę wyślesz a nie będziesz mieć ręki! - Peter puszcza Jo. Moja przyjaciółka zakłada na nogę obcas i dumnym krokiem podchodzi do mnie. 
- Idziemy? - Pyta z uśmiechem.
- Yhy. 
~*~
Jesteśmy już w domu. Jak na razie żadnych listów od Hawthorne'a nie ma. Może wziął sobie do serca groźby Jo? A może jeszcze nie zdążył nic napisać? 
Peeta i Peter siedzą w salonie i gadają o horrorach. Bracia Mellark bardzo lubią oglądać takie filmy, ja i Johanna za to ich nie lubimy. Znaczy mi te filmy są obojętne ale Jo się ich boi. Ostatnio jak oglądaliśmy horror to przez pół nocy Mason nie spała. Następnego dnia snuła teorie ,że w łazience jest psychopata z piłą.
Ja i Jo robimy obiad. Chłopaki sobie zażyczyli zapiekankę ziemniaczaną z kiszoną kapustą. Johanna kroi cebule a ja gotuję ziemniaki. Szczerze mówiąc to nie wiem co z tego wyjdzie. Miejmy nadzieję ,że będzie to jadalne. 
- Katniss, ty przypadkiem nie miałaś opieprzyć Peety? - Pyta Johanna.
- Wiesz...
- Co Peety? - O wilku mowa. Mój ukochany podchodzi do mnie i obejmuje mnie od tyłu. 
- Mówimy o tym ,że jesteś ciotą bo dałeś się strażnikom pokoju. - Jo zaczyna się śmiać. 
- A co miałem zrobić? - Warczy Peeta.
- No nie wiem, uderzyć? - Przewraca oczami. 
- No i jeszcze czego. Wtedy zamknęliby mnie na parę dni. 
- Bić się nie umiesz i tyle. 
- Lepsze to niż bicie się klapkiem, Katniss wszystko mi opowiedziała.
- Przynajmniej wiem jak okładać kogoś obuwiem.
- Psychopatka.
- Bąbelek.
- Kaszanka.
- Parówa. 
- Parówkowa.
- Kiełbasa. 
- Obiad będzie za jakąś godzinę. Nie wytrzymacie? - Przewracam oczami. 
- Ej ,Mellark. Co Cię napadło tam u strażników ,że taki wykład o ich głupocie im zrobiłeś? - Jo wybucha śmiechem. 
- Nie chcieli mi uwierzyć w to ,że wiem kto ten list napisał. A właśnie, miałem Haymitchowi ich zgłosić.
- Peeta Bąbelek Mellark - prawnik. - Jo wybucha śmiechem.
- Ha, ha. Powinni wywiązywać się z obowiązków.
- Skąd ty tak się na tym znasz? - Moja przyjaciółka poważnieje.
- W wolnym czasie dużo o tym czytałem. A poza tym to chyba normalne ,że strażnicy pokoju muszą pomagać mieszkańcom dystryktów i kapitolu. 
- No tak tak, powiedzmy ,że Ci wierzę. 
- Jo, możesz mi pomóc? - Pytam. 
- W czym? 
- Odsącz kapustę i pokrój drobno. 
- Tak jest, kapitanie. - Dziewczyna salutuje i odsącza kapustę.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 39 "List"

Nowy rozdział pojawi się jak będą trzy komentarze. 
Oczami Katniss
Od pamiętnej bójki minęły dwa dni. Effie i Mia wróciły już do Kapitolu ponieważ Haymitch wrócił z "podróży" po dystryktach. Annie ze swoim synkiem wyjeżdżają dzisiaj.
Gale się nie odzywał i może to lepiej. Ciesze się ,że nie pozwał Peety i Petera do sądu. Okazało się ,że chłopaki połamali ławkę, znak i kosz na śmieci. Nie wiem jak oni to zrobili ale wole nie wiedzieć. Im mniej wiesz tym lepiej śpisz.  Oczywiście musieli zapłacić za wyrządzone szkody. Johanna mocno ochrzaniła Petera a za to ,że myślał ,że ona jest taka słaba i sobie nie poradzi, te dwie noce spędził na kanapie. Wrzaski Jo było słychać aż na górze za zamkniętymi drzwiami. Podziwiam Petera za to ,że nie ogłuchł. Wczoraj brat Peety miał wykład o tym dlaczego nie powinien mówić na głos swoich myśli oraz o tym jak poważną bronią może być obcas i klapek. Ja wtedy siedziałam na kanapie i śmiałam w niebo głosy. Właśnie wszyscy udajemy się do lotniska. Po obaleniu rządów Paylor, Haymitch kazał zrobić lotniska w każdym z dystryktów. Bardzo dużo osób brało udział w budowie więc w każdym dystrykcie lotnisko było gotowe po około dwóch tygodniach. Każdy dystrykt jest wyposażony w trzy duże poduszkowce oraz jeden dla zwycięzców. Poduszkowiec dla zwycięzców wymusiła na Haymitchu Johanna która przed tydzień codziennie do niego dzwoniła i mówiła ,że do puki się nie zgodzi takie telefony będą codziennością. W końcu przy około pięćdziesiątej próbie Johanny dodzwonienia się do niego, odebrał. Nawrzeszczał na nią i powiedział ,że za parę dni poduszkowiec będzie w siódemce a reszta poduszkowców dla zwycięzców będzie za parę tygodni. Tak się ucieszyła ,że aż przytuliła Effie. Oczywiście nie obyło się bez ochrzanu ponieważ Trinket uznała ,że Jo przytuliła ją za mocno i za szybko ,że aż mogła zejść na zawał i się udusić przez mocny uścisk Johanny. Trochę pogadała i się uspokoiła. Potem Mason porwała do tańca Mie i tańczyły po całym pokoju. Nie byłoby to nic dziwnego gdyby nie brak muzyki. 
- Katniss! Gdzie ty pełziesz!? - Wrzeszczy Jo. 
Rozglądam się i orientuje ,że jestem dobre parędziesiąt metrów od moich przyjaciół. No po prostu super, zamyśliłam się i poszłam hen daleko. Od razu zawracam i idę w kierunku Jo, Peety, Petera, Annie i jej synka którzy śmieją się w niebo głosy. 
- Kochanie, wszystko dobrze? - Mówi Peeta przez śmiech. 
- Ha ha, bardzo śmieszne. - Mówię z uśmiechem. 
- Bąbelkowa, nie uwierzysz. - Wypala Peter.
- A powinnam? 
- Nie ma poduszkowca dla zwycięzców i Annie musi lecieć zwykłym. 
- Urwę Haymitchowi ja... nogi. - Mówi Jo poważnym głosem. 
- ja, ja - Mówi młody Odair.
- Johanna! Gorszysz mi dziecko. - Annie robi smutną minę. 
- Droga rudowłosa istotko, masz jeszcze godzinę czekania. - Peter jedną ręką obejmuje panią Odair.
- Poczekacie ze mną? - Pyta z nadzieją w głosie.
- Tak się składa ,że mam parę bąbelkowych historii które mogą was interesować. - Mówi z dumą w głosie. 
- No chyba nie. - Mówi zrezygnowany Peeta. 
- Rozsiądźcie się dzieci bo król przemawia.
Zajmujemy miejsca na ławce. Jako ,że nie ma tu dużo miejsca, zajmuję najlepsze miejsce - kolana Peety. 
- Ehkem, ekhem. A więc tak, Jak bąbel był mały to musiałem robić za jego prywatną niańkę. Oczywiście przez tego bachora stałem się miastową nianią. Wiecie co było najgorsze? Ten hajs który dostawałem za te bachory to marne grosze. Wracając to historyjki. Można powiedzieć ,że ten dom stał się przedszkolem. Najlepsze w tym była godzinna drzemka tych dzieciaków, codziennie czekałem na nią jak na zbawienie. Katniss, twój chłopak postanowił zawinąć jakiegoś innego bachora w dywan i wturlać go pod kanapę a potem usiadł na niej i czymś się bawił. Przyszła matka tego zawiniętego w dywan a ja nie wiem gdzie on jest. Coś się drze spod kanapy, odsuwam ją a tam bachor zawinięty w dywan. Boże ile ja się kazań nasłuchałem. "Nie umiesz się dziećmi zajmować", "Dziecka się nie zawija w dywan", "Już nigdy nie dam ci mojego dziecka pod opiekę", "Porozmawiam z twoją matką". A potem dostałem jeszcze opieprz od matki za to ,że zawinąłem to dziecko w dywan i schowałem pod kanapą. 
- A potem ja dostałem lanie. - Peeta robi smutną minę. 
- Katniss, ty też miałaś jakieś przygody z Prim? - Pyta Annie. 
- Chyba nie, wolny czas spędzałam z tatą w lesie a Prim w domu z mamą. 
- Nie myliłam się myśląc ,że rodzeństwo Mellark jest porąbane. - Jo przewraca oczami.
- Ale po mimo to i tak mnie kochasz. - Mówi Peter uwodzącym głosem i namiętnie całuje Jo. 
Czuję się niezręcznie gdy oni się przy mnie całują. Nie wiem czy mam na to patrzeć, zwrócić im uwagę czy odwrócić głowę. Czuję coś ciepłego na szyi - to usta Peety. Mój ukochany odnajduje moje usta i łączy nas w długim, namiętnym pocałunku. Cały świat przestał się liczyć, jestem tylko ja i Peeta. 
- Ej bo wiecie... poduszkowiec przyleciał. - Mówi nieśmiało Ann. 
Wstajemy z ławki i żegnamy się z naszą przyjaciółką.
- Jak coś to przyjeżdżaj, dla ciebie i twojego synka zawsze znajdzie się miejsce. - Mówię mocno ją ściskając.
- Oczywiście, przyjadę jak tylko będę mogła. - Rudowłosa obdarza mnie ciepłym uśmiechem.
Żegna się z resztą i wsiada do poduszkowca. Będzie mi jej brakowało. 
Gdy nasza przyjaciółka jest już wysoko, Jo się odzywa.
- Nie sądzicie ,że Annie jest przykro gdy my okazujemy sobie uczucia a ona biedna sama siedzi? - Pyta cicho. 
- Nawet nie próbuj się bawić w swatkę. - Mówi Peter i obejmuje ją jedną ręką. 
W przyjaznej atmosferze wracamy do domu. Starszy Mellark opowiada o tym jak Peeta był mały a mój ukochany opowiada o jego dziewczynach. Coś czuję ,że w domu będzie awantura. Johanna zaciska dłonie w pięść przy opowieściach o dziewczynach Petera. 
- Katniss opowiedz coś o sobie. - Mówi Peter. 
O co mu chodzi? Przecież najważniejsze wie.
- Nazywam się Katniss Everdeen, mam siedemna... 
- Nie o to chodzi. Powiedz jak spędzałaś czas jak byłaś mała.
- Chodziłam z tatą do lasu. 
- Katniss, ale co tam robiłaś? - Peter przewraca oczami.
- Polowałam. - Czuję się jakbym rozmawiała z idiotom.
- Ale jak skończyłaś polować to coś chyba robiłaś jeszcze w lesie. 
- Chodziłam z tatą nad jezioro, śpiewaliśmy, rozmawialiśmy. 
- Zaśpiewaj coś. - Mówi radośnie brat mojego ukochanego.
- Chcesz ogłuchnąć? - Wybucham śmiechem.
- Bąbelek mówił ,że pięknie śpiewasz. 
Naszą uwagę przykuwa mężczyzna wrzucający coś do skrzynki pocztowej Jo. 
- Dzisiaj chodzi listonosz? - Pyta Peeta. 
- Nie. - Odpowiadam.
Podchodzimy do skrzynki i wyjmujemy z niej list. Pismo jest znajome ale za grosz nie mogę sobie przypomnieć kto tak bazgrał... Jo otwiera list i czyta na głos: 
"Pożałujecie tego Mellarki. Na waszym miejscu pilnowałbym waszych pięknych, seksownych dziewczyn."
- Jeszcze jest to. - Mason podaje mi zdjęcie USG.
- Złamana ręka i noga. - Mówię. 
- Jak go dorwę to dokończę łamanie jego kości. - Warczy Peeta. - Nikt nie ma prawa mówić tak o tobie oprócz mnie. - Obejmuje mnie. 
- Tylko spróbuj a będziesz spać razem z Peterem na kanapie i też ci zrobię wykład o szpilkach i klapkach.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 38 "To twoja wina"

Oczami Katniss
Budzi mnie mocne szarpnięcie. Jeżeli to Peeta się bawi to przysięgam ,że zatłukę.
- Katniss, wstawaj. - Ktoś szepcze. To na pewno nie mój narzeczony, ten głos należy do kobiety.
- Jeszcze pięć minut. - Mówię zaspanym głosem.
- Okej.
Czuje coś mokrego na twarzy i w okolicach dekoltu. Szybko otwieram oczy i okazuje się ,że tajemniczą osobą jest Johanna która w ręce trzyma butelkę wody.
- Odbiło Ci? - Syczę.
- Idziemy biegać. - Oznajmia.
- Która godzina?
- W pół do piątej. - Mówi z dumą w głosie.
- Zwariowałaś? Jest środek nocy a ty chcesz biegać? - Warczę.
- Ubieraj się, masz pięć minut.
Do reszty jej odbiło? Środek nocy a jej się biegać zachciało, mogłaby Petera wyciągnąć.
- No chyba nie. - Cedzę przez zaciśnięte zęby.
- Cztery i pół. - I tyle jej widziałam.
Mozolnie wstaję z łóżka i podchodzę do szafy. Wyciągam z niej czarne legginsy, biały t-shirt i czarną bluzę. Staram się szybko przebrać ale mi to nie wychodzi. Zakładając legginsy pośliznęłam się i jak głupia przewróciłam się. Czeszę się, zakładam skarpetki i wybiegam z łazienki starając się nie obudzić Peety. Johanna stoi obok drzwi a w ręce trzyma dwie butelki wody. Zakładam buty które mi przygotowała i wychodzimy.
Jeszcze jest ciemno, latarnie oświetlają ulice. Nie wiem po jakiego grzyba o tej godzinie Jo zachciało się biegać ale cóż, może trochę ruchu mi się przyda. W końcu moja kondycja się bardzo pogorszyła przez te miesiące. Jo od początku biegu nic nie mówi.Wiem ,że nie powinno się mówić podczas biegu ale to nie podobne do niej. Dla niej nawet podczas tortur byłby dobry czas na gadanie.
- Jak Ci się układa z Peterem? - Postanawiam przerwać ciszę.
- Dobrze... Mellarki mają w sobie coś takiego dzięki czemu nie da się ich nie lubić. A tobie z Peetą jak się układa?
- Też dobrze. Na ognisku doszłam do wniosku ,że nie wiem jak mogłam wytrzymać bez bą... Peety.
- Widzisz? Bąbelek do niego pasuje. - Dziewczyna zaczyna się śmiać. - Tam są ławki, może usiądziemy?
- Dobra.
Biegniemy do parku. Muszę przyznać ,że myślałam ,że w siódemce nie ma parków tak jak w dwunastce. Biegniemy alejkami szukając ładnych widoków. Johanna opowiada mi jak była mała i razem z rodzeństwem spędzała tu całe dnie, jak siedziała na jednej z ławek i spędzała czas ze swoim chłopakiem. Ja niestety miałam zupełnie inne dzieciństwo. Całe dnie spędzałam w lesie na polowaniu, musiałam wyżywić młodszą siostrę i mamę. Nie miałam czasu na amory. Gdy tata żył miałam najlepsze dzieciństwo. Może nie miałam drogich ubrań ale nie chodziłam głodna. Pomimo nie ciekawej sytuacji finansowej nie miałam złego dzieciństwa. Tata i mama bardzo się kochali, od nich biła miłość. Nigdy się nie kłócili o pieniądze bo cieszyli się z tego co mieli. Gdy szłam z tatą na polowanie, wiedziałam ,że jak wrócę do domu będzie czekała na mnie pełna miłości mama i młodsza siostrzyczka. Tata zawsze na nasze urodziny starał się kupić nam jakiś drobiazg ,np. mandarynkę. Wtedy wszystko było bardzo drogie, mandarynki kosztowały po trzy wiewiórki - jedna.
- Katniss, słuchasz mnie? - Pyta Jo.
- Oczywiście.
Za grosz nie wiem o czym mówiła.
- To co o tym uważasz. - Patrzy na mnie podejrzanie.
- Że trzeba wracać do domu. - Odpowiadam z wymuszonym uśmiechem.
Jo piorunuje mnie wzrokiem. Gdyby spojrzenie mogło zabijać - leżałabym trupem.
Oczami Peety
Budzi mnie światło przebijające się przez firankę. Odwracam się by sprawdzić czy Katniss już wstała. Nie ma jej. Pewnie siedzi w kuchni z Mason.
Postanawiam wziąć prysznic. Katniss nie zając, nie ucieknie. Z szafy wyciągam spodenki w kratkę i białą koszulkę. Już mam wchodzić do łazienki gdy słyszę krzyki. Rzucam ubrania na ziemie i biegnę na dół.
- Peeta! - Wrzeszczy mój brat.
- Czego się drzesz?! - Warczę.
- Dziewczyn nie ma! Ktoś je porwał!
- Zwariowałeś? Do Mason z dwumetrowym kijem się nie podchodzi bo krzywdę zrobi.
- No ale ich nie ma! Wiem ,że Johanna wygrała głodowe igrzyska ale to było dawno! Peeta musimy ich szukać!!
Mój genialny brat wbiega na górę. Szybko się ubiera i nim dojdzie do mnie co się właśnie stało, stoi przede mną ubrany.
- Chodź idziemy ich szukać. - Ciągnie mnie.
- Nie wiem czy zauważyłeś ale aktualnie jestem w samych gaciach. - Syczę. - Czekaj Katniss nie ma, tak?
- No tak, Johanny też.
- Może Gale ich porwał. - Mówię z przerażeniem.
Nim Peter zdąży mi odpowiedzieć, jestem na górze i ubieram się.
Wiedziałem żeby mu nie ufać! Jak ja mogłem mu uwierzyć!
Szybko się ubieram i schodzę na dół. Peter z założoną kurtką i butami czeka na mnie przed domem. Zakładam buty, kurtkę i wybiegamy z domu.
- Sprawdźmy w parku! Ostatnio się tam kręcił! - Krzyczy mój brat.
- Co on by robił w siódemce?
- Nie wiem i mnie to nie odchodzi. Jak zrobił coś mojej Johannie to już nigdy nie zaklaska!
Ile sił w nogach biegniemy do parku. Jak on tam będzie to nie wyjdzie z tego cało.
Wbiegamy do parku i na ławce zauważamy Gale. Coś się we mnie normalnie gotuje. Jeszcze raz dotknie moją Katniss a tego nie przeżyje! Nigdy jej nie dotknie bo za parę minut będzie martwy.
- Hawthorne! - Wrzeszczę.
- Oo, cześć Peeta! - Odpowiada z uśmiechem. Co on sobie wyobraża! Porwał moją dziewczynę i jeszcze śmie się do mnie odezwać.
- Gdzie jest Johanna. - Peter cedzi przez zaciśnięte zęby.
- Z tego co wiem to ona jest twoją dziewczyną. Ja z nią nie chce mieć nic wspólnego. - Mówi z uśmiechem. W tym momencie mój brat nie wytrzymał i bez opamiętania bije Gale. Oczywiście nie mogę stać obojętnie i się na to patrzeć więc postanawiam pomóc bratu. Teraz ja i Peter bijemy Gale.
Oczami Katniss
Właśnie parkiem w wyśmienitych humorach wracamy do domu. Johanna opowiada o tym jak była mała i bawiła się tu ze starszym rodzeństwem.
- Tak się wtedy zdenerwowałam na Paula ,że wrzuciłam go to jeziora. Oczywiście jak wyszedł ja zaczęłam uciekać ale się zapatrzyłam w sama wpadłam do jezior... Katniss!
- No przecież Cię słucham. - Chichoczę.
- Czy mi się wydaje czy Peeta i Peter leją jakiegoś gościa? - Mówi z dumą.
- Peeta taki nie jest i z tego co wiem Peter też. - Mówię zgodnie z prawdą.
- No przecież to nasi... Katniss chodź. - Jo jest wyraźnie wściekła.
Szybkim krokiem podchodzimy to miejsca bójki.Widzę krew, kawałki materiału i szkło. No teraz to się wystraszyłam.
- Peeta! - Krzyczę.
- Peter. - Warczy Jo.
- Katniss? - Mówi ze zdziwieniem Peeta.
- Johanna? - Mówi ze strachem Peter.
Podchodzimy do chłopaków i za koszulki ich wyciągamy. Wyglądają fatalnie. Peeta ma podpite oko i rozciętą wargę. Widać ,że mocno się pił bo ma zaczerwieniałe knykcie i podartą koszulkę. Peter wygląda podobnie. Na szczęście żaden z nich nie ma nic złamanego ani nie krwawią. Pewnie krew była chłopaka z którym się bili.
- Do reszty zwariowaliście?! - Wrzeszczy Jo.
- Myśleliśmy ,że.. - Zaczyna Peeta.
- O proszę, zaczęłam wątpić w to ,że umiecie myśleć a ta bójka mnie tylko w tym uświadomiła!
- Ale my...- Peter się jąka.
- Żadnego ale. Teraz idziemy do domu, nie będziecie nam robić wstydu z powodu waszej głupoty. - Warczę.
Chłopaków prawie ciągniemy do domu. Myślałam ,że Peeta jest bardziej rozsądny. Kiedyś było nie do pomyślenia żeby się bił, zawsze próbował ustnie załagodzić sprawę.
"Podróż" do domu mija w ciszy. Chłopaki próbują nam to wyjaśnić ale Jo skutecznie ich ucisza.
Johanna gwałtownie otwiera drzwi do domu i wpycha tam Petera. Peeta wchodzi sam. Razem siadają na kanapie w salonie. Razem z Jo idziemy po apteczki i miskę z wodą. Szybko idziemy do salonu gdzie siedzą chłopaki.
- Teraz czekamy na wyjaśnienia. - Warczę i przemywam rany Peecie.
- Jak się obudziłem to ciebie nie było. Chciałem wziąć prysznic i gdy wchodziłem do łazienki ten idiota zaczął się drzeć ,że was nie ma. Zbiegłem na dół a on o jakimś porwaniu i poszliśmy was szukać. - Wyjaśnia Peeta.
- I dlatego się pobiliście z jakimś gościem? Bo nas nie było? - Nadal tego nie rozumiem.
- Bąbel powiedział ,że to pewnie Gale was porwał. - Mówi Peter.
- Ja nic takiego nie powiedziałem. Ty zacząłeś panikować jak dama w opałach ,że kręci się tu Gale i ,że siedzi w parku. - Cedzi przez zaciśnięte zęby Peeta.
- Najlepiej na mnie to zwal... to twoja wina. - Syczy Peter.
- No chyba nie. Kto panikował ,że dziewczyny zniknęły?
- Teraz mów ,że wcale nie panikowałeś! - Peter podnosi głos.
- Zamknąć się! - Wrzeszczy Jo. - Nie obchodzi mnie kto zaczął, macie powiedzieć po co biliście się z tym gościem!
- To Gale. Bąbel powiedział ,że was porwał i poszliśmy do parku go szukać. Zaczął się cieszyć jak nas zobaczył i wtedy moje nerwy puściły i dostał w ryj. - Mówi brat Peety.
- Po jaką cholerę Gale miałby nas porywać? - Wrzeszczę.
- Bo wie ,że ze mną jesteś. - Szepcze mój ukochany.
- Jeszcze raz pobijesz się chcąc chronić mnie będziesz spać na kanapie do końca wyjazdu. - Kładę ręce na swoich biodrach.
- Bąbelku nie będziesz spać sam. Twój braciszek do ciebie dołączy. - Jo cedzi przez zaciśnięte zęby.
- To się już nie powtórzy. - Peeta chce wstać i mnie przytulić.
- Siedź, jeszcze nie oczyściłam wszystkich ran. - Mówię.
------
Rozdział jutro około 17.00.

sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział 37 "Ognisko"

Tydzień po wyborach. Oczami Katniss
Haymitch podpisał jakiś świstek dotyczący tego ,że głodowe igrzyska podczas jego władzy się nie odbędą. Aktualnie Abernathy jest w "podróż" po dystryktach natomiast nasza "paczką" pojechała do dystryktu siódmego na krótkie wakacje. Annie i Will przyjechali dwa dni temu a Ja, Peeta, Johanna, Effie, Peter i Mia jesteśmy tu od około pięciu. Mason postanowiła ,że dziś zrobimy ognisko dlatego też męska część przynosi drewno a żeńska podzieliła się na dwie grupy. Effie, Mia i Annie są na spożywczych zakupach na których mają kupić pianki, kiełbasę itp. a ja i Jo przygotowujemy miejsce na ognisko. Mamy przygotować też jakieś plastikowe talerzyki i kubki.
Ciesze się ,że wreszcie spędzimy czas wszyscy razem.
- Katniss, masz spróbuj. - Jo podaje mi kubek.
- Co to jest?
- Pij i powiedz jakie wrażenia.
Robię to co każe. Biorę potężnego łyka i czuję jakby coś wypalało mi buzię, z moich oczu poleciały łzy pewnie jestem cała czerwona. Szybko odstawiam kubek na stół i biegnę do zlewu. Wypluwam tą tajemniczą miksturę. Prim kiedyś mówiła ,że jak się zje lub wypije coś bardzo ostrego to powinno przejść. Szybko pokonuje dystans od zlewu do lodówki i wyjmuję mleko. Bez zastanowienia odkręcam zakrętkę i pije z gwinta.
- Bąbelkowa, nie ładnie pić z gwinta. - Mówi Peter żartobliwie. O jaką bąbelkową mu chodzi? Grubo wyglądam?
- Jaka bąbelkowa? - Pyta Jo.
- To jest bąbelek to mój brat a to bąbelkowa, jego dziewczyna. - Tłumaczy.
Mason wybucha głośnym śmiechem.
- Z czego ha? - Pyta mój ukochany.
- Z niczego... bąbelku. - Mówi Jo przez śmiech. - Peeta bąbelek Mellark. - Brunetka tarza się ze śmiechu na podłodze.
- Pan Bąbelek i Pani Bąbelkowa, widzisz Katniss jak to ładnie brzmi? - Mówi Peter z dumą.
- Bardzo. - Mówię i wybucham śmiechem.
- Jesteśmy! - Krzyczy Annie po czym z siatką zakupów wchodzi do salonu. - Coś mnie ominęło?
- Tylko bąbelek i bąbelkowa. - Mówi Jo wycierając łzy i nadal się śmiejąc.
- Przepraszam bardzo co? - Annie również wybucha śmiechem. - Zaczęliście pić beze mnie? - Pyta nadal się śmiejąc.
- Właśnie... Co to było to co ja piłam? - Czuje ,że nie chce znać odpowiedzi.
- Piwo pomieszane z wódką. - Poważnie oznajmia Johanna.
No po prostu świetnie, nie dość ,że nienawidzę alkoholu to dostałam jeszcze ich mieszankę. Peeta podchodzi do mnie i obejmuje mnie w pasie.
- Wszystko kupione? - Pytam.
- Naturalnie Panienko Bąbelkówno. - Mówi Effie.
No super, jeszcze ona.
Effie i Mia stawiają na stole duże siaty. Johanna od razu zabrała się za rozpakowywanie.
Pięć godzin później.
Jest już dwudziesta a my dopiero zaczynamy ognisko. Peter rozpala ognisko a Johanna, Annie i Effie robią nam "koncert". Że tak to ładnie ujmę czuje się jakbym była na koncercie kur. Ledwo zaczęło się ognisko a Jo jest już porządnie pijana. Annie i ja nie pijemy, Ann z wiadomych przyczyn a ja nie lubię alkoholu.
- Ja wam opowiem jak bąbelek był mały. - Mówi Peter siadając koło Johanny.
- O nie, zaczyna się. - Szepcze blondyn.
- Bąbelek był wyjątkowo ułomnym dzieckiem. Jak kiedyś były święta ten bachor postanowił ,że musi zgadać czy choinka jest stabilna. Trząsł nią do przodu, do tyłu, na boki i nic. Jako ,że byłem jego kochanym starszym bratem odciągnąłem go od choinki i posadziłem na kanapie. Ale ten uparty bachor musiał się upewnić czy to drzewko na wytrzyma turbulencje, pociągnął za dół choinki a ona lekko się zachwiała ale przecież on nie wytrzyma w spokoju dlatego nie wiem jak ale przytaszczył choinkę na drugi koniec pokoju. Wyobraźcie to sobie, grzecznie sobie czytam książkę przed kominkiem a tu puf, kominek jest za choinką. Najdziwniejsze było to ,że ona nadal się poruszała. Odstawiam książkę a ten bachor jeszcze robi takie "Łuuu". Myślę kurde nawiedzona choinka, biegnę po rodziców.
- Prawdziwy bohater. - Jo przewraca oczami.
- Dasz mi dokończyć? Matka za koszulkę mnie ciągnie do salonu i mówi "Co za ułomne dziecko" - No po prostu mama na medal. - I nagle huk. Ojciec i Matka przerażeni biegną do salonu, ja za nimi a tu choinka leży. mnóstwo szkła, igieł itp. i płacz dziecka. Przerażony stoję za matką, ojciec podnosi choinkę a pod nią ten bachor. Tata go podnosi a ten cały podrapany gdzieniegdzie powbijane igły i szkło a matka jeszcze go okłada. Ojciec z matką musieli w środku nocy jechać po jakieś ozdoby a ten się jeszcze cieszył.
- Ta historyjka stawia w złym świetle tylko ciebie. - Mówi Peeta przez śmiech.
- To jeszcze nie koniec. - Oznajmia Peter. - Jak już ozdobiliśmy choinkę on postanowił ,że chce gwiazdkę. Jako ,że w salonie stała drabina, on sobie ją przytaszczył pod choinkę i się zaczął wspinać. Matka wkurzona siedzi z ojcem w kuchni i coś gotują, ja w swoim pokoju a tu nagle jakiś huk. Szybko schodzę na dół a tu choinka ponownie leży na ziemi a na niej bąbelek. Ten zamiast ryczeć się śmieje i jeszcze w łapie wysoko trzyma gwiazdę, z dumą schodzi z choinki i drepcze na górę. Zamiast niego oczywiście opieprz od matki dostałem ja bo go nie pilnowałem.
- Dostałeś opieprz bo nie umiałeś wyjść w takim wielkim stylu jak bąbelek. - Mówi Annie przez śmiech dzięki czemu jej głos jest bardzo piskliwy. Słysząc jej głosik wszyscy wybuchamy jeszcze większym śmiechem.
Tak mija nam reszta dnia. Siedzę przy ognisku wtulona w Peete i słucham opowieści Petera.
---
Notka w poniedziałek około 17.00.